Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krwawnik 'Red Velvet'. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krwawnik 'Red Velvet'. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lipca 2016

Dużo cięcia, dużo pracy, dużo zdjęć.

Wreszcie cały wolny dzień, to i wszystkiego dużo :-) A że wszystko rośnie jak szalone, to w pierwszej kolejności złapałam za nożyce i zaczęłam ciąć. Cięłam lawendę, dławisza na ogrodzeniu, wierzbę Iwę, liście na winogronach, berberysy wzdłuż ścieżki.... Nożyce to ja mam zawsze w tylnej kieszeni spodenek, bo co chwilę widzę coś, co trzeba uciąć. Cięcie w ogrodzie to chyba ważniejsza czynność niż wyrywanie chwastów - odważnie stwierdzę ;-) 

Ale zanim zaczęłam ciąć, jak zwykle zrobiłam obchód ogrodu. To mój nawyk i tu, i w Borkowie, taka dzienna inwentaryzacja i czas na zaplanowanie tego, co trzeba zrobić najpilniej. No i jest! 

Mój ulubiony kwiat - wściekła pomarańcz Trojeści bulwiastej



Zaraz potem okazało się, że Budleja pokazała, że jednak jest Black Knight. Jeszcze nie rozkwitła w pełni, to tylko pierwsze rozwinięte pąki. To budleja tegoroczna, bo zima a raczej mroźna wiosna zabiła te, co już rosły od lat. A ja lubię budleje.


Do tego doszła moja jedyna Lilia


Ukochany krwawnik Red Velvet




Szaleństwo form Przetacznika Christa




Lawenda po cięciu. I krzewik i te wiązki na ścianie 




I jak zwykle widoczki ogólne.








  
Na ostatnim zdjęciu - jeszcze przed podlewaniem - widać wyraźnie jak jest sucho. Nadal. Niby pada, ale chyba nie na Młocinach.

Jutro zawodowo sądny dzień, ale że jestem po tylu godzinach ogrodowego odreagowywania chyba dam radę. Dać radę to ja zawsze dam, tylko czy wygram?

  

sobota, 2 lipca 2016

Biało i czerwono

Z ogrodowych kolorów lubię biały, czerwony i niebieski w jego rozmaitych odcieniach. Żółty to tylko liliowce i chociaż świecą jak latarnie, nawet w taki dzień jak dzisiaj, to jakoś nie mam do ich żółtej wersji przekonania. 

Dzisiaj kiedy po pracy pognałam by podlać rośliny wiedząc, że w tym żarze słonecznym - 37 stopni - na pewno ledwie żyją, zanim sprawdziłam co i jak, zobaczyłam mój ogród w barwach biało-czerwonych. A nie mógł poczekać do 22 lipca? ;-) To zresztą data sprzed 5 lat, kiedy w 2011 objęłam działkę w posiadanie. 5 lat!

No to w bieli i czerwieni.

Po stracie wszystkich jeżówek w tym roku, zaczynam od nowa, bo nie wyobrażam sobie ogrodu bez nich. Tu na razie taka najzwyklejsza, bardzo stara odmiana, ale na szczęście okazała się biała. 



O drzewiastych pisałam, królują nadal ;-)



Biało kwitnące hosty - muszę zidentyfikować ich nazwy, bo mam, ale przesadzałam je tyle razy, że to wymaga czasu.


To jest Big Daddy


Teraz dębolistna po pnącej, która już przekwitła, rozwija swoje koronkowe baldachy. Są równie piękne jak te na Kalinie koralowej, tylko moja w tym roku nie zakwitła w ogóle.


A w czerwieni krwawnik Red Velvet. Niemal go straciłam także, ale przesadzony w inne miejsce jednak przeżył. 


I czerwona cała reszta. 




Na koniec jak zawsze widoczki po całości ;-)




Podlałam intensywnie, bo w deszcze już nie wierzę, popatrzyłam sobie i pognałam do domu, a jutro znowu walka o przetrwanie. Zawodowo.

Mój pracoholizm jest już dla mnie samej wzorcowy. Do tego nie ma jak super ludzie wokół, a jak wiadomo Homo homini lupus est. A jak ktoś nie miał łaciny przez 8 lat jak ja, to znaczy, że człowiek człowiekowi wilkiem jest. Wyjątkowo pasuje do naszej nacji.

Końcówka mało ogrodowa, ale dzisiaj doświadczyłam wiele złego i to taki leciutki sposób na odreagowanie. Gdyby nie ogród, pewnie musiałabym odreagować inaczej ;-) Kochajmy ogrody, bo czynią nas lepszymi.


piątek, 17 czerwca 2016

Szalona pogoda 2

Dzisiaj zwalone drzewo, brak parkingu pod działką, ulewa i grad po drodze, wilgotność tropikalna, za to ziemia jak na pustyni.


To już nie są zwykłe burze, czy zwykły wiatr. To są zjawiska pogodowe z zupełnie innych stref klimatycznych. W stolicy wyją karetki, a serwisy publikują coraz to nowe zdjęcia powalonych drzew, zniszczonych samochodów i niestety są informację o ofiarach.
Czyli znowu jestem szczęściarą, bo po wybraniu się do Centrum ogrodniczego i zakupach tamże, jechałam w tym kataklizmie na działkę. Dojechałam przez ulewy, grad, mijając po drodze zwalone drzewa. Dojechałam i poza zwalonym drzewem na parkingu wszystko w porządku.

Ogród jedynie zaśmiecony liśćmi, jabłkami, połamanymi gałązkami i mnóstwem owoców morwy. Zbierałam je z trawy jak poziomki ;-)

Zrobiłam też zakupy w tym CO, chociaż oferta była tak mizerna, że niemal wyjechałam z niczym.

Oto moje nowe roślinki


Zakupy trochę by nie wrócić z niczym, chociaż po wykopaniu moich starych dwóch tawułek Arendsa ukrytych pod gęstwą róży pomarszczonej i przesadzenie ich na bylinową, dodatek kolejnej tawułki wydawał się uzasadniony. Jałowce kupiłam, bo były śliczne. Dodałam je także do rabaty bylinowej i zobaczymy jak to będzie.

Oto efekt moich dzisiejszych prac wykonanych pomimo nadal kiepskiego zdrowia, bolącej nogi, dziwnych reakcji na słońce - chyba po tym uczuleniu powinnam siedzieć w domu. Do tego nawet komputer mi dzisiaj odmówił posłuszeństwa. Burza? 






Kolorystyka nadal bez zmian - biało-burgundowa. Tawułki maja niemal identyczny kolor jak jarzmianki.


Jak na mnie to mnóstwo kwiatów ;-)ale będzie duuuużo więcej. Pąków na tym clematisie jest po prostu bez liku. Ostre cięcie w tym roku i jakie efekty.






A tu już moja lawendowa rabata. Lawenda w tym roku rośnie wyjątkowo pięknie, przetaczniki też, wkrótce zakwitną czerwone krwawniki. Tu kolory niebiesko-czerwone.



  

Tu nowe jałowce widać najlepiej.


A to mój ciemny i ukryty zakątek dąbrówkowy. Za kompostownikiem.



 
Ciężki dzień pomimo tylu przyjemności. Wichura nadal szaleje, zabrałam z tarasu wszystkie lekkie rzeczy, poukrywałam rośliny po katach, żywioł szaleje....