Jakoś nie sposób nie pisać o tym, co ta pogoda wyprawia.
Skala zmian i zaskoczeń jest doprawdy szeroka. Po niemal letnich dniach, dzisiaj nie tylko wicher i zimno, ale nawet grad spadł. Niewielki, na krotko, ale był, akurat jak udało mi się dotrzeć na Młociny. A dotarłam z opóźnieniem, bo pęknięta rura nie tylko pozbawiła mnie wody na weekend, musiałam też udostępnić mieszkanie na instalację nowej. Na szczęście demolka nie była zbyt niszczycielska i nie trwała zbyt długo.
Skala zmian i zaskoczeń jest doprawdy szeroka. Po niemal letnich dniach, dzisiaj nie tylko wicher i zimno, ale nawet grad spadł. Niewielki, na krotko, ale był, akurat jak udało mi się dotrzeć na Młociny. A dotarłam z opóźnieniem, bo pęknięta rura nie tylko pozbawiła mnie wody na weekend, musiałam też udostępnić mieszkanie na instalację nowej. Na szczęście demolka nie była zbyt niszczycielska i nie trwała zbyt długo.
A na Młocinach właściwie bez zmian.
To chyba jednak nie Lepiężnik. Basiu, jak zajrzysz może rozpoznasz ;-)
Ale generalnie rabaty zielenieją, tutaj Gajowiec i Dąbrówka
Jagoda kamczacka Wojtek - lubię ją bardziej dla jej urody, niż owoców ;-)
Narcyzy trąbkowe zwane też żonkilami
A tu botaniczne, pełne
Szafirki pod Ognikami. Sporo tu żółtych liści, bo Ogniki ciężko chorowały w ubiegłym roku. Wyglądało to jak zaraza ogniowa, ale tylko je czyściłam z chorych liści i owoców, potem pogubiły sporo liści, ale teraz wyraźnie się regenerują, tylko jeszcze resztki suchych listków gubią.
Jutro chyba dzień przerwy od ogrodów, trzeba siły zbierać na czwartkowe prace ziemne w Borkowie. W środę jadę wszystko przygotować, potem ryjemy !











