piątek, 27 lutego 2015

Co z ziemi wychodzi...

Kiedy oglądam zdjęcia z ogrodów na południu Polski, mam wrażenie, że pochodzą z innego kraju. Tam wszechobecna zieleń, pękające pąki na krzewach, niemal żółte forsycje, a tu w stolicy burość i szarość.

Do tego zimno i pomimo nawet wysokich wskazań termometru, 6 - 7 stopni, wcale nie ma ciepła, ani widocznych oznak nowego życia. W poszukiwaniu wiosny chodziłam wśród moich rabatek z nosem niemal przy ziemi i coś tam jednak wypatrzyłam.

Nie jestem pewna, ale w tym miejscu chyba mam hiacynty. Za wcześnie chyba?


Piwonia?


Krokusy coraz większe


Szafirki



Pączki na pigwowcach


I jedynie zielone listki



Nadal nic nie robię w ogrodach, ale czasu ostatnio było mało, do tego złapało mnie jednak małe przeziębienie, rzadkość u mnie, ale opadłam z sił i chęci do grabienia. Zdążę, a pogoda nie sprzyja. Na opryski też za wcześnie, za zimno. Ogrody zatem czekają do następnego tygodnia.

czwartek, 19 lutego 2015

Ani śladu wiosny

Dzisiaj raczej mało wiosennie. Mroźne noce, znowu mało słońca, przyroda śpi a w ogrodach nieciekawie. Do tego wokół wojny, pożary, protesty, jakoś czasem trudno znaleźć powody do radości.

Jednak - jak zawsze - po dotarciu do mojego młocińskiego kawałka ziemi od razu miałam ochotę na uśmiech. I to mnie ratuje przed utratą wiary w sens tego wszystkiego, nawet pomimo tego, że ogród marnie teraz wygląda. Taka pora roku i prawo natury, ale smutny to widok. Toteż pochodziłam wokół rabat i stwierdziwszy, że nic tu po mnie, zrobiłam kilka zdjęć i wróciłam do domu.

Dzisiejsze zdjęcia i obserwacje.

Berberysowa. Myślę, że mix zimozielonych berberysów z tymi suchulcami, to dobre rozwiązanie. Zimą ta rabata zawsze ma sporo koloru, a kolczaste, nagie pędy wśród zielonych i czerwonych pędów całkiem ładnie współgrają.





Rokitniki




Moja 'kompozycja' ze słupem ;-)


Pozostawione w ziemi niezimujące trawy (Carex phyllocephala 'Sparkler'). Jeszcze nie wiem, czy przetrwały.


Miskanty nadal ładne, chociaż suche jak pieprz, a brązowe Carexy niemal bez zmian.



Głogownik jak zwykle w kropki, ale z nowymi pąkami.



Rozplenice w opłakanym stanie. Czas wycinać, tylko zimno i jakoś nie mogę się zabrać za ogrodowe porządki.


A tu całkiem ładnie...


Oj przydałoby się ciepło, bo na ogrodowe porządki czas, ale nie zdobyłam się dzisiaj na to. Poza tym to smutny tydzień. Dwie rocznice, obie nastrajają refleksyjnie i nieco gaszą radość z życia. 17 i 21 lutego, daty rozstania z Matką i Grinem. Czy można stawiać je obok siebie? Nie wiem czy można, ale ja pamiętam obie, tylko od pierwszej dzieli mnie 18 lat, a od drugiej tylko jeden rok. I ta druga jest o wiele bardziej trudna.

A we śnie chodziłam dzisiaj po domu i szukałam, gdzie też podział się ten pies...

piątek, 13 lutego 2015

Wiosenny 13 i piątek

Czarne koty, 13-go w piątek nigdy mnie jakoś specjalnie nie przejmowały, w przesądy nie wierzę, żadne magiczne daty także. Do tego dzisiejszy dzień piękny niezwykle, w pracy uspokojenie i super pozytywne zamknięcie zmagań z ostatnich dni, czas by odwiedzić Młociny i nacieszyć się słońcem.

Wprawdzie objazdy w północnej części stolicy utrudniają te odwiedziny, ale to nie traktory na Zakręcie i dało się dojechać bez problemu. A w ogrodzie z daleka powitała mnie zielona trawka.


Wprawdzie jeszcze mocno zmierzwiona i nieco przyschnięta, ale wkrótce grabie w moich rękach przywrócą ją do letniej świetności. Żadnych śladów pleśni, no bo zima była przecież żadna, tylko ziemia dość zbita, buty z kolcami będą bardzo przydatne.

A tu berberysowa w słonku. Krawędzie trawnika wąsate, kolejna praca czeka.


Hortensja pnąca złoci się pąkami i oplata pień starej śliwy, co juz zakończyła żywot.



Krokusom jednak bardzo się spieszy


Szafirki też wychodzą z ziemi


Kostrzewy



I całkiem już suchy Miskant Gnome, przed nim krzew Pigwy.


W słońcu naprawdę ciepło, a do tego tak ślicznego światła dawno już nie widziałam. Pozaglądałam w różne kąty i pomyślałam, że to już blisko, kiedy praca w ogrodzie znów będzie na pełny etat :-)

Do tego stale przed oczami mam obraz z mojego dzisiejszego snu - kilkadziesiąt psów biegnących radośnie razem przez nieznane mi miejsce, a wśród nich charakterystyczna sylwetka Grina, radosnego, w pełni sił, szczęśliwego w tym psim towarzystwie, tak że nawet na mnie nie spojrzał. Może tak wygląda psi raj...

piątek, 6 lutego 2015

Wizyta w biegu

Sesja zimowa na uczelni, gdzie pracuję, pracy sporo to i ogrody sobie śpią beze mnie. Inna sprawa, że i tak nic tam do zrobienia nie ma tylko ot tak, postać, popatrzeć i tęsknić za wiosną i latem. Ale nawet te kilka minut pośród moich roślin, na moim kawałku ziemi, od razu generuje tyle radości, że wracałam uskrzydlona pomimo zmęczenia i stresu. 

Po drodze, kiedy jak zwykle mijałam dom, w którym mieszkała moja Matka, zaczęłam z nią nagle rozmawiać. To raczej był mój monolog, ale mówiłam o tym jak różne jest moje i Jej życie. Moja Matka w tym samym wieku była schorowaną i bezradną osobą. Od szpitala do szpitala, dawno już nie pracowała, skupiała się na walce z dniem codziennym, bo życie to był wysiłek. 

Jakże inaczej to wygląda dla mojego pokolenia, jakże cieszy mnie fakt, że mogę nadal pracować, że lekarza widziałam ostatnio rok temu, że moje życie nadal pełne jest aktywności i mnóstwa planów na przyszłość. Inna epoka.

A wracając do ogrodu, ten śpi pod śniegiem, tylko krokusy niecierpliwe coraz większe.

Azalie japońskie zahartowane całkowicie


Miskanty coraz bardziej suche, już niedługo przyjdzie czas na cięcie wiosenne


Rosa Rugosa, a raczej jej badyle ;-)


Forsycje czekają na wiosnę


Śniegowo


No i te krokusy niecierpliwe