Z ogrodowych kolorów lubię biały, czerwony i niebieski w jego rozmaitych odcieniach. Żółty to tylko liliowce i chociaż świecą jak latarnie, nawet w taki dzień jak dzisiaj, to jakoś nie mam do ich żółtej wersji przekonania.
Dzisiaj kiedy po pracy pognałam by podlać rośliny wiedząc, że w tym żarze słonecznym - 37 stopni - na pewno ledwie żyją, zanim sprawdziłam co i jak, zobaczyłam mój ogród w barwach biało-czerwonych. A nie mógł poczekać do 22 lipca? ;-) To zresztą data sprzed 5 lat, kiedy w 2011 objęłam działkę w posiadanie. 5 lat!
Dzisiaj kiedy po pracy pognałam by podlać rośliny wiedząc, że w tym żarze słonecznym - 37 stopni - na pewno ledwie żyją, zanim sprawdziłam co i jak, zobaczyłam mój ogród w barwach biało-czerwonych. A nie mógł poczekać do 22 lipca? ;-) To zresztą data sprzed 5 lat, kiedy w 2011 objęłam działkę w posiadanie. 5 lat!
No to w bieli i czerwieni.
Po stracie wszystkich jeżówek w tym roku, zaczynam od nowa, bo nie wyobrażam sobie ogrodu bez nich. Tu na razie taka najzwyklejsza, bardzo stara odmiana, ale na szczęście okazała się biała.
O drzewiastych pisałam, królują nadal ;-)
Biało kwitnące hosty - muszę zidentyfikować ich nazwy, bo mam, ale przesadzałam je tyle razy, że to wymaga czasu.
To jest Big Daddy
Teraz dębolistna po pnącej, która już przekwitła, rozwija swoje koronkowe baldachy. Są równie piękne jak te na Kalinie koralowej, tylko moja w tym roku nie zakwitła w ogóle.
A w czerwieni krwawnik Red Velvet. Niemal go straciłam także, ale przesadzony w inne miejsce jednak przeżył.
I czerwona cała reszta.
Na koniec jak zawsze widoczki po całości ;-)
Podlałam intensywnie, bo w deszcze już nie wierzę, popatrzyłam sobie i pognałam do domu, a jutro znowu walka o przetrwanie. Zawodowo.
Mój pracoholizm jest już dla mnie samej wzorcowy. Do tego nie ma jak super ludzie wokół, a jak wiadomo Homo homini lupus est. A jak ktoś nie miał łaciny przez 8 lat jak ja, to znaczy, że człowiek człowiekowi wilkiem jest. Wyjątkowo pasuje do naszej nacji.
Końcówka mało ogrodowa, ale dzisiaj doświadczyłam wiele złego i to taki leciutki sposób na odreagowanie. Gdyby nie ogród, pewnie musiałabym odreagować inaczej ;-) Kochajmy ogrody, bo czynią nas lepszymi.













