Po pierwszym dniu spędzonym z łopatą, sekatorem, grabiami i czym się tylko da na tych moich nowych 1200 metrach wiem, że to jest moje miejsce na ziemi.
Pracowałam cały dzień, nie widziałam ani jednej osoby w pobliżu, a jednocześnie bliskość domostw w zasięgu wzroku daje poczucie bezpieczeństwa.
Po lewej lasek brzozowy, dookoła zielone łąki, no i to szemranie strumyka, śpiew ptaków, poza tym błoga cisza. Rajskie miejsce, do którego bezkolizyjnie dojeżdżam w 40 minut.
Dzisiaj prace porządkowe, głównie czyszczenie brzegów strumyka z tych wieloletnich złogów, suchych traw, patyków naniesionych przez wodę i bobry. Jest jako tako, ale sił nie starczyło, by doprowadzić ten brzeg do zadowalającego stanu.
Kopałam też dzisiaj wzdłuż granicy działki, chyba posadzę tu kosodrzewinę. Taki rowek i tyle kamieni!
Rośnie tu wszędzie na dziko mnóstwo bardzo ciekawych roślin, nie znam ich jeszcze, ale są ładne wykopuję i przesadzam na razie nad strumyk.
Nad samym strumieniem, po usunięciu tych stert suchych traw odsłoniłam też mnóstwo rozmaitych ciekawych roślinek. Aż się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć te dziką naturę w rozkwicie. Oczywiście nad strumieniem mam zamiar zachować pas około 5 metrów szerokości z niemal nienaruszonym naturalnym stanem roślin. Wyżej, powstanie część ogrodowa z domkiem i stawem. Zarys mam już w głowie, ale jeszcze nad tym będę myśleć i dokładnie planować.
Czeka mnie niezwykle pracowite wiosna i lato, ale to właśnie lubię najbardziej.

