piątek, 4 sierpnia 2017

Floksy


Floksy to kwiaty mojego dzieciństwa. W ogrodach w latach 50-tych były chyba wszechobecne. Potem floksy to był obciach ;-) a jak już miałam ogródeczek, to po pierwszych próbach i mączniaku straciłam na nie ochotę. Jednak im bardziej mój ideał ogrodowy się klarował w miarę upływu lat ogrodowania, zdałam sobie sprawę, że bez floksów ogród sielski, wiejski, naturalistyczny, mój ;-) nie może być. 

No to są.




Tu na Młocinach wiele ich nie dosadzę, bo miejsca brak, ale w Borkowie mam w planach wysadzenie floksami ścieżki głównej od bramy. Pewna ogrodniczka :-) pokazała mi kiedyś takie zdjęcie 'komitetu powitalnego', czyli alejki ogrodowej wysadzanej floksami. Cudny widok.

Mój sielski ogródeczek obecnie dopełniają masy sadźca


Białe jeżówki z czerwoną trawą w tle. Z Red Baronem dopiero od roku mi po drodze. Nie chciał wcale rosnąć. Inne trawy - z wyjątkiem trzcinnika - wszystkie przepadły. A i jeżówki traciłam co roku w ogromnych ilościach. Te białe jakoś drugi rok wydają się niezmordowane.


Biała budleja jeszcze słabiutka, ale rośnie. Budleje w tym roku w ogóle marnie u mnie wyglądają. Susza niestety je wyniszcza.



Te hortensje posadziłam rok temu. To Tardiva.  



I mój mroczny zakątek :-)

   
Od jutra długi weekend w Borkowie i prace nad strugą. Mam nadzieję nie wystraszyć bobrów i wreszcie jakiegoś zobaczyć ;-)