Jutro jadę sadzić nowe berberysy w Borkowie. Przyjechały już w czwartek, ale sprawy domowe i zawodowe zatrzymały mnie w domu. Stoją sobie na balkonie w towarzystwie ostatnich zbiorów jabłek i czekają na podróż na wieś. To 'Orange Sunrise' i 'Sunsation'. Jest też jedna trzmielina oskrzydlona, tym razem w wersji 'Compactus'
Jabłek zebrałam w tym roku niezliczone kilogramy, obdarowałam sąsiadów, zawiozłam do pracy na egzaminy dyplomowe, przetworów nie robiłam. Jakoś zupełnie nie miałam na to ochoty. Poza tym te jabłka są tak nieludzko dobre, że po prostu jem je na żywo ;-)
Ale miało być o berberysach, a te kocham od zawsze. To były jedne z pierwszych krzewów na Młocinach. Posadziłam je w listopadzie 2012 roku, od razu kilkanaście krzewów, z których wszystkie rosną do dzisiaj.
Niemal wszystkie to Berberysy Thunberga - Erecta, Red Carpet, Red Chief, Smaragd i malutkie Bagatelle. Z zimozielonych są Berberys Julianny i Jytte. Jest też berberys pośredni Dual Jewel.
Nie tnę niemal wcale, bo lubię rośliny w ich naturalnym pokroju, nienawidzę wręcz wszelkich kulek, rozmaitych dziwacznych kształtów, kompletnie nie rozumiem tego niszczenia natury. Co innego cięcia formujące, usuwanie zagęszczenia, czy utrzymanie ładnego pokroju roślin.
A tak wyglądają moje berberysy na przestrzeni lat 2013-2020.
2013
2014
2015
2016
Chyba najczęściej fotografowany berberys ;-) Julianny. W tle Jytte.
2017
2018
2019
W większości wybrałam zdjęcia jesienne ze względu na przebarwienia i generalnie jesienną urodę tych ciernistych krzewów. W Borkowie posadziłam dotąd tylko trzy berberysy. Kórniki. Przez pierwsze dwa lata wyglądały tak marnie, że zniechęciłam się do sadzenia berberysów na wsi. Teraz są przepiękne. Jak wszystkie rośliny w Borkowie rosły po prostu bardzo powoli. Ze względu na ciężkie, podmokłe gleby wszystkie nasadzenia potrzebują dwa razy tyle czasu, co w innych warunkach. Ale jak już się dobrze ukorzenią, zaczynają ostro przyśpieszać.