środa, 26 listopada 2014

Choć na chwilę

Pojechałam na Młociny, bo ciągnie do ogrodu, chociaż wilgotna zimnica. 

Jeżdżę wprawdzie trochę z duszą na ramieniu, bo po ostatnim parkowaniu mój ukochany czarniutki Focus nieco skrzypi ;-) 

Nic groźnego ;-) Błotnik, zderzak, kawałek karoserii i kilka rozmaitych mniejszych elementów do wymiany, ale wgniecenie daje o sobie znać podczas pracy zawieszenia. 

Już po wizycie w Ford ASO i niezwykle miłym spotkaniu z rzeczoznawcą, zakres szkód uzgodniony, jutro mam mieć wszystkie papiery by wstawić czarnego do warsztatu. Jak dotąd jestem pod wrażeniem tempa i sposobu pracy mojego ubezpieczyciela. Żeby nie zapeszyć nie podam nazwy, ale jak tak będzie dalej, zrobię mu tutaj reklamę ;-) Tak czy inaczej smutno, bo bardzo lubię moje cztery kółka. Sekunda nieuwagi, dekoncentracja bo już na parkingu, tylko zwykłe wyrównanie auta i nagle buum! A że samochód trzy razy taki jak mój, dostawczy kolos, to pomimo niemal zerowej prędkości zakres szkód jednak spory. Na szczęście nigdy nie wyjeżdżam na drogę bez AC, chociaż to pierwsza moja szkoda od kiedy mam prawo jazdy. A mam je od 1983 roku! I tak ubezpieczyciele zarobili na mnie majątek.

Ale wracając do ogrodów. Zimno, smutno, pusto. Jeszcze tylko trawnik dziwnie zielony, nawet bardziej niż był ostatnio. Chyba wilgoć tak na niego działa. Na mnie działa gorzej, bo dawno zapomniana rwa kulszowa wróciła i trzyma. Może też stres ma tu swój udział. Ale co tam rwa, trzeba się ruszać, to przejdzie.

Zielone trawniczki i co tam jeszcze kurczowo trzyma się gałązek ;-)



Niedźwiedzie futro czyli Kostrzewa miotlasta żółknie przepisowo, na wiosnę będzie trochę pracy z tymi kępami.


Popatrzyłam na roślinki, zmarzłam bo wilgoć jakoś kości przenika i uciekłam do ukochanego domu. Tylko jednak troszeczkę smutno...





piątek, 21 listopada 2014

A jednak nadal kolorowo

Dzisiaj bardzo pracowity dzień na Młocinach. Rozsypałam kilkanaście wiader kompostu na rabatach, szczególnie tam, gdzie posadziłam cebule. Taka dodatkowa warstwa ziemi przyda się jak kiedyś przyjdzie zima, a i żyzność rabatek też będzie lepsza.

Poza tym lubię widok takich czarnych, czystych rabat, szczególnie jak niewiele tam teraz rośnie. To znaczy rośnie, ale skoro to byliny, to widać to będzie na wiosnę. Tak jak tutaj. Ta pusta część to miejsce zasadzenia podzielonych przetaczników. Mam nadzieję zobaczyć tu łan niebieskości.

 
Czysto wśród berberysów, pośród których na wiosnę spodziewam się łanu czarnych tulipanów


i pod różami. Tu też mają być wiosenne kwiaty - hiacynty,  krokusy i czosnek gigant.


Pięknie rośnie Runianka




I tytułowe kolory. Berberys Juliany


Turzyca 'Sparkler'


Trzcinnik Karl Foerster


I drugi Berberys Juliany, tylko ten jest zawsze bardziej zielony.


Miłka i Turzyca 'Silver Sceptre'


Zebrinus całkiem suchy, ale nadal zdobi.


Hortensja dębolistna wcale nie gubi liści


Rzadko robię jej zdjęcia, chociaż niezwykle ją lubię. Z wielu powodów. Dostałam ją od bardzo miłej Pani, jest niekłopotliwa, zawsze fajnie wygląda.

Rozplenice też suche i też nadal ładnie wyglądają.


A tuż za nimi, za ogrodzeniem taki gość!

Ostatnia Rudbekia, w dodatku samosiejka.



Głogownik znowu w kropki


A Budleja nadal żywa!

A tu niezwykła żółtość Pigwy, przed nią kity Miskanta Gnome.


środa, 19 listopada 2014

A poza tym nic na działkach się nie dzieje...

Śpiewała dawno temu Barbara Krafftówna we wspaniałym gatunku czarnego humoru, który od czasu Zembatego jakby zanikł. Wykonanie było charakterystyczne i dla artystki i dla kabaretowego stylu lat 60-tych, śpiewanej poezji szczególnie z Kabaretu Starszych Panów. 

Przypomniałam sobie dzisiaj ten przewrotny tekst, patrząc na opuszczone działki sąsiadów, którzy jeden po drugim odeszli na zawsze w ciągu paru miesięcy tego roku. Te opuszczone, dziczejące ogródki to bardzo smutny widok, bo są jak memento, że na nic nasze trudy za życia, wszystko i tak zmarnieje.

A do tego aura szara, ogrody puste, widok więc też dość ponury.


Na szczęście nieco lepiej jest z tej strony



Wiadomo, iglaczki i trawy ozdobne ratują wygląd ogrodu w zimie.

A z bliska widać, że jednak pełno tu życia. Pąki na rokitnikach i forsycji





już zapowiadają wiosenną zieleń. A berberysy zimozielone wypełniają kolorem rabaty


Zimno jednak i poza kolejnym grabieniem liści, wiele do zrobienia nie ma, a ogród to już nie jest miejsce do dłuższego pobytu. Pochowałam rozmaite sprzęty, wywiozłam kosiarkę i piłę, koniec sezonu nastąpił nieuchronnie.

piątek, 14 listopada 2014

Listopadowy dzień w ... ogrodzie

Wygląda na to, że nadal są wspaniałe warunki do pracy w ogrodzie, a i ogrody wcale nie takie puste i smutne. Wprawdzie szarość dzisiaj dominuje, ale jest względnie ciepło, lekko wilgotno i rośliny, te nowo posadzone bylinki puszczają zielone listki. W dodatku znikąd nie ma wieści by zima nadchodziła. Oby tak zostało do wiosny.

Prace ogrodowe to jednak nadal niemal wyłącznie sprzątanie. W środę idealnie wysprzątany ogród, a dzisiaj znowu taki widok


Liście wszędzie, te co opadły, te co je wiatr nawiał, tak czy inaczej znowu bałagan i znowu sprzątanie. Niestety mam taki nawyk, zbieram wszystkie liście, z trawnika, z rabat, lubię widzieć ład i porządek ;-)

Niby nie ma ich tak dużo, ale wygrabienie i wyzbieranie tego śmietnika zajmuje parę godzin. Potem jest czas na pobieganie z nowym aparatem i eksperymentowanie. A że możliwości aparat ma sporo, toteż korzystam z moich ogrodowych cierpliwych modeli i uwieczniam w rozmaitych konfiguracjach - programowych ;-)

A oto dzisiejsze obserwacje ogrodowe.

Trawy jednak rządzą jesienią. Mam ich trochę, ale dużo, dużo za mało i wiem, że poza rozmnażaniem tych, które mam, kilka odmian muszę podosadzać. Jest taki cudny ogród, w którym trawy są esencją jego urody, a dzięki jego właścicielce, wyjątkowej kobiecie o duszy anioła, ogród jest jedyny w swoim rodzaju, prawdziwy.

To moja ukochana turzyca Ice Dance. Na wiosnę czeka ja poważnie dzielenie.
 

I nie mniej ukochany Miskant Gnome. Co za kolory. Teraz czerwienieje, ale niestety nie udało mi się jeszcze uchwycić moim nowym aparatem.



Hortensja Dębolistna nie wymaga komentarza




Moja rozplenica już niemal sucha, ale nadal z kotkami.


A to nie zimująca u nas Turzyca Sparkler. Mam zamiar zostawić ją w gruncie, licząc na ciepła zimę.


Trzcinnik Karl Foerster pięknie żółknie. Zaznaczę, że był cięty w połowie lata.



A tu Miłka i kolejna Turzyca. Tutaj Silver Sceptre
 

Runianka japońska powolutku, ale rośnie, a Miskant Cabaret posadzony w sierpniu pokaże co potrafi dopiero za rok.


Nacieszywszy się ogrodem wracam do domu świętować dzień seniora ;-)

Niezły tydzień, wczoraj powrót syna z Azji i spotkanie po dwóch miesiącach, dzisiaj czas na kolejne celebracje. Życie jest źródłem stałej radości, jeśli tylko było nam dane umieć to widzieć. 

A to dar wcale nie taki rzadki :-)



wtorek, 11 listopada 2014

Kolory listopada 2014

Listopada tak kolorowego jeszcze chyba nie było, albo ja już nie pamiętam. Do tego dzisiaj zdjęcia nowym aparatem. 











Jeszcze popracuję nad moja wiedzą jak wykorzystać nowy sprzęt, ale jak na razie źle nie jest, chyba ;-)