sobota, 30 grudnia 2017

A róże nadal kwitną



2017 ma się ku końcowi. To był piękny rok na Młocinach :-)




















Mam wrażenie, że był wyjątkowy, jakby się żegnał ze mną, albo chciał pokazać, że nie sposób z nim się rozstać. 

Dzisiaj w ten słoneczny grudniowy dzień, przedostatni w tym roku, obiecałam ogródeczkowi, że w 2018 poświęcę mu dużo więcej czasu, a Borków odrobinę zaniedbam ;-)

Albo oba ogrody będą najważniejsze, a z pracą czas się powoli rozstać. 
Powoli, czyli tylko z częścią z niej. 

I to jest moje postanowienie noworoczne.

Szczęścia wszystkim życzę i by praca nie zabierała nikomu życia.


niedziela, 24 grudnia 2017

Świerk



Tradycyjnie 24 grudnia na sam koniec jeszcze wizyta na Młocinach. Popatrzec, potęsknić do wiosny, nacieszyć się tym, co nadal wygląda w ogrodzie dobrze. 

Teraz mój świerk króluje ;-)


Wokół zaś same badyle ;-) , ale i one - moim zdaniem - mają swój urok.


Stolica opustoszała. Deszcz na przemian ze słońcem, w domu cisza, sasiedzi - studenci wynajmujący mieszkania - powyjeżdżali do domów, dla mnie czas na totalny relaks i książkowo-filmowe odosobnienie. 

I jaka jestem z tego powodu szczęśliwa, nie muszę chyba pisać. 

Czytającym życzę, by znaleźli własne powody do szczęścia, wewnętrzny spokój i umiejętność odnajdywania radości w najzwyklejszych sprawach każdego kolejnego dnia.

Bo zawsze jest lepiej tam, gdzie nas nie ma? 
Bo trawnik jest zieleńszy u sąsiada?

Niekoniecznie. To tylko kwestia tego, co potrafimy zobaczyć. Bo widzieć, rozumieć, doceniać więcej, to jest sztuka życia. No i sakramentalne carpe diem, kiedyś moje życiowe motto, dzisiaj już mi nie wystarcza, jeszcze nie wiem czego szukam na koniec życia, ale wiem, że jeszcze mam coś do zrobienia, tylko jeszcze nie wiem co to jest, co to będzie....
   
Introduction
Spiritual
Window
Shopping
These
spiritual
window
shoppers,
who
idly
ask.
"How
much
is
that?"
-
"Oh,
Twas
only
looking".
They
handle
a
hundred
items,
and
put
them
down
again,
shadows
with
no
capital.
What
is
spent
is
love,
and
two
eyes
wet
with
weeping.
But
these
walk
into
a
shop,
and
their
whole
lives
pass
suddenly,
in
that
moment,
in
that
shop.
"VI/here
did
you
go?"
-
"Nowhere".
"What
did
you
have
to
eat?"
-
"Nothing
much".
Even
if
you
don't
know
what
you
want,
buy
something,
to
be
part
of
the
exchanging
flow.
Start
a
huge
foolish
project,
like
Noah.
It
makes
absolutely
no
difference

czwartek, 7 grudnia 2017

Grudniowe kolory, mala i szara mysza ;-)


Grudzień. 

Ogrody schodzą na dalszy plan, ale przecież nie znikają, nie przestają istnieć, są stale obecne w moich myślach  i jak tylko pogoda i czas sprzyjają, jadę je odwiedzać.

Dzisiaj pomimo początkowych planów na wizytę na wsi, jednak tylko Młociny. Ogródeczek nieco zaśmiecony nawianymi liśćmi, jesienny, nie zimowy i nadal pełen kolorów.

Róże w zieleni



Hortensja Dębolistna kolorowa - nie pamiętam, by kiedykolwiek miała nadal liście w grudniu




Kalinowe korale jeszcze nie zjedzone przez ptaki.



Uroda tej plątaniny konarów dla mnie urzekająca


A to moje domowe nowości z Szarą Myszą na czele ;-))))




Mala i zawieszka w formie dorje to efekt nepalskich rozmów z moim synem, który spędza zimę w Katmandu. 

Do tego mam swoją mantrę, mantrę Zielonej Tary i uczę się zupełnie nowych rzeczy o sensie życia i sposobach na życie. Grudzień to doskonały miesiąc nie tylko na świąteczne zagubienie w konsumpcji. Refleksja i spowolnienie pozwala dojrzeć więcej. 

A szara myszka zamiast Mikołaja ;-)




czwartek, 23 listopada 2017

Prezent od aury


Niezwykły listopadowy dzień. Może nie tak ciepło, jak się tego spodziewałam, ale za to ile światła, słońca. Od razu nawet te puste jesienne rabaty wyglądają ładniej. I nadal jest sporo kolorów, nawet trawnik nie jest w takim złym stanie. Wygrabiłam znowu mnóstwo sianka - to częste jesienne grabienie jest moim zdaniem cenniejsze niż jakakolwiek wertykulacja. Przed zima oczyszczenie trawnika z martwego 'podszerstka' (kto miał sznaucera, to wie o czym piszę ;-) daje mu szanse na oddychanie zimą.

Listopadowe kolory


Clematis 'goreje' ;-) 


Ze świerkiem i ognikiem złoto-zielono



Głogownik z trudem, ale żyje. Niestety, to nie jest roślina na nasze mrozy.


Trawnik. Różnie w różnych częściach ogródeczka.


Dębolistna w tym roku trwa długo.



I dla odmiany szary akcent ;-)


A róża ? Też trwa ;-)


Piękny dzień, balsam na moje ostatnie smuteczki, bo życie jak wiadomo przynosi rozmaite wydarzenia, toczy się czasem nieoczekiwanie, ale przecież wiadomo, potem wracają dobre dni...

Trzeba umieć przetrwać te złe.

piątek, 17 listopada 2017

Koniec sezonu :-(


To już naprawdę koniec ogrodowania w tym roku.

Kosiarka wywieziona do piwnicy, wszystko posprzątane, jeszcze tylko kompostu podsypię pod róże, pod parę innych roślin i nic już nie ma tu do roboty. Trochę żal, trochę smutno, ale przecież to nie na zawsze, to tylko przerwa, czas zająć się innymi sprawami.

Zdjęcia robione po ciemku, niewiele nadawało się do użytku. To tak dla pamięci kolejnego dnia na Młocinach.




czwartek, 16 listopada 2017

Kolorowy listopad


Za oknem szarość i mgła.... a tu ogródeczek cały w kolorach. Nie pamiętam kiedy w drugiej połowie listopada było tak wiele życia w ogrodzie.








Nadal porządki, nowe liście opadły, nawiał nowe wiatr, a zatem grabienie parogodzinne, ale tez 'trzepanie' szmaragdów udało mi się zrobić. Bardzo pilnuję by o tym pamiętać i co jesień czyszczę moje tuje z tego wewnętrznego suszu.

Tak to wygląda przed czyszczeniem



Tak po czyszczeniu


A to jest efekt oczyszczenia tylko jednej tui. Jest tego suszu naprawdę dużo i nie mam wątpliwości, że tujkom lepiej bez  takiego obciążenia. Nie jest to efekt żadnej choroby, to tylko brak dostępu światła i naturalne zamieranie nadmiaru gałązek.  


Trzcinniki gotowe na zimę 


A to taki akcent kolorystyczny na koniec ;-)))