Po wczorajszej rozpaczy w Borkowie, dzisiaj szukałam ukojenia na Młocinach.
Kiedy jednak podjechałam pod bramę ogrodu i zobaczyłam taki widok
pomyślałam przez moment, że może być jeszcze gorzej. Na szczęście okazało się, że nasz ogród gra w filmie, a straż też. Nic się nie paliło poza ogniskiem obok mojej działki i to całkiem legalnie, bo ogród - do potrzeb filmu - miał być zasnuty dymem.
No to był i była to super okazja, by spalić wycięte na jesieni rokitniki, oczyścić co się da i pozbyć bez konieczności targania worów ze śmieciem.
Oczyściłam clematisa Paul Farges - jego się w zasadzie nie tnie, ale cięcie oczyszczające zawsze jest potrzebne. Poza tym wlazł mi na bez, a tego nie lubię, bo ten krzew bzu to stara odmiana i kwitnie zabójczo. A tu jego pąki
i na pęcherznicy, ale tylko na Luteus, te ciemne jeszcze daleko
Wszystkie berberysy w czerwonych oczkach
Wielkanoc blisko ;-)
A tu kolejna niespodzianka od strony sąsiada. Strasznie niesympatyczny typ, do tego utrzymuje wieczny bałagan, bo stale buduje i rozbudowuje dom, jakby to była działka budowlana, a nie działka w ROD. Płot też nielegalny, bo pomiędzy działkami nie wolno grodzić wyżej niż 1 m i to nie takimi zaporami. Ja jednak wolę ten płot, niż patrzeć na te cegły składy, folie...
I niestety jeszcze jedna niespodzianka. Róże pnące wymarzły do kopczyka. Wszystkie! A były takie cudne. To już chwilowo wspomnienie
A potem lunęło. Nie zdążyłam wyciąć wszystkich róż, a nie jest to łatwe zadanie, bo kolczaste są bardzo, a te najstarsze mają bardzo grube odnogi. Wierzę, że odrosną.
