poniedziałek, 24 maja 2021

Nowi właściciele Młocin

Od dzisiaj Młociny nie są już moje, są w rękach Małgorzaty i Włodka.  Sposób w jaki przejęli ode mnie ogródeczek spowodował, że nie tylko nie odczuwam żalu z powodu tego rozstania, ale wręcz czuję radość.

Kiedy po 3 tygodniach nieobecności podczas majowej wiosny, deszczu i ciepła zobaczyłam stan, w jakim jest ogródeczek, nie miałam wątpliwości, że nadszedł czas na zmianę warty. Kiedyś miałam wielką nadzieję, że będzie to zmiana pokoleniowa, że nowym gospodarzem Młocin będzie mój syn. Był taki moment, było blisko, ale syn wyemigrował daleko i wracać już nie zamierza.

Nowi właściciele pojawili się trochę niespodziewanie, nie byliśmy jeszcze umówieni, po prostu mnie znaleźli i chwała im za to. Delikatność i niezwykła kultura osobista M&W, wiedza o roślinach (robiłam malutkie egzaminy ;-)))), zapał w oczach do pracy w ogrodzie, wszystko razem spowodowało, że czuję jedynie ulgę i radość. 

Ogródeczek będzie znowu piękny, bo teraz jest to piękno jeszcze, ale nad skrajem przepaści. Brak dalszej troski spowodowałby niechybny upadek ogrodu i zaprzepaszczenie tych 10 lat pracy, którą w niego włożyłam.

Oto zdjęcia z dzisiaj, które w pełni potwierdzą to co napisałam przed chwilą. Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze wszystko bogate, zdrowe, młode ręce dodadzą nowej urody.

Niech im się dobrze ogroduje ;-)

 















Małgorzato i Włodku, dziękuję i życzę Wam, by ogródeczek (te 185 metrów, co czasem są 190, a czasem 195 ;-)))))) dał Wam tyle przyjemności i satysfakcji, co mnie przez ostatnie 10 lat.


czwartek, 20 maja 2021

Czas na rozstanie

I nadszedł ten dzień. Długo się zmagałam sama ze sobą, ale rzeczywistość pokazuje rozwiązanie. Na Młocinach bywam coraz rzadziej, ogródeczek choć ukochany, jednak zszedł na drugi, może nawet trzeci plan. Przywiązanie to jedno, a czas i siły to drugie. Borków pochłania mnie całkowicie, zaniedbywanie tego ogrodu nie jest dla mnie do przyjęcia. Poza tym czasy są takie, że nie powinnam dalej odbierać komuś możliwości do tego kawałka natury.

Młociny są zatem do nabycia. Ogłoszenia wyjdą wkrótce. Gdyby ktoś z moich czytelników był zainteresowany ogrodem ROD proszę o wiadomość. Adres mail jest w profilu. 

Zatem będzie jeszcze jeden post, pożegnalny :-(

poniedziałek, 3 maja 2021

3 maja na Młocinach

W przerwie między deszczem a zimnem korzystając z przebłysków słońca zabrałam Szarutka na kolejną wycieczkę. Tym razem na Młociny. Pustki na mieście, pustki w ogrodach, pewnie wszyscy wyjechali na Zanzibar ;-) 

A w ogródeczku po dwóch tygodniach niemal bez zmian. Tak jak na wsi, tak i tutaj wszystko rośnie sobie powolutku, tylko bardziej zielono i kilka nowych kwiatków się pokazało. Kwitnie ubiorek, szafirki i nieliczne tulipany.

Za to zieleni rozmaitej sporo. Rozchodniki, liliowce, bodziszki, hosty, wszędzie spore zielone kępy.


Wyszły floksy, orliki, piwonie



Zielone zakątki tu i tam



Albo takie zakątki ;-)


Dąbrówka rozłogowa jak małe broszki

Drzewa owocowe jeszcze nie kwitną, generalnie poza trzmieliną oskrzydloną krzewy raczej nadal łysawe.

Krzewuszka ma listki, nie zmarzła jak ta w Borkowie, ale tamta dopiero co posadzona, to nic dziwnego.
 


Zaczęło padać, zimno to i koniec wizyty.

Poszperałam jeszcze na parkingu w komputerowych zasobach Szarutka, powyłączałam rozmaite funkcje asystenta kierowcy, podłączyłam telefon do systemu samochodu i mogę uznać, że w 70% mam opanowaną obsługę pokładową. Jeszcze muszę przeprogramować system audio, sprawdzić rozmaite aplikacje i ustawienia, ale to nie jest związane z prowadzeniem samochodu, może poczekać.

Już chyba pisałam, że Szarutek sam jeździ ;-) No jest po prostu boski!

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Na Młocinach jest wiosna!

Widać ją z daleka. Cudna żółta plama. Kwitnie forsycja, a zatem wiosna wreszcie jest. Prawdziwa. Dzisiaj dzień tak piękny, że wynagradza te ostatnie słotne i zimne. Czas na nacieszenie się ogródeczkiem, Borków poczeka, a i tak nie ma tam jak dojechać.

 

Po ostatnich marcowych porządkach dzisiaj nie tak dużo pracy. Trochę porządków na rabatkach, gracowanie, drobne przycinanie, można po prostu nacieszyć się ciepłem i wyglądem wszystkiego. Róża wielokwiatowa, taka zwykła z marketu.

Widoczek na zieleń ;-)

Poprawiałam rabatkę z konarem. Stary pień spróchniał, położyłam nowy, bo stara śliwa padła. Docinałam konar, a końcówka teraz stoi na stole i wygląda jak konik morski.


To ten konar, a na rabacie irgi, zawciąg nadmorski, rozchodnik biały, sporo innych rozchodników, ale jeszcze ich nie widać. Zresztą wszystko tu jeszcze potrzebuje czasu, by pokazać swoją urodę.

Mój stróż ;-) w zawojach wiciokrzewu zaostrzonego.

Ulubiony ubiorek wiecznie zielony szykuje się do kwitnienia. Za parę dni będzie tu wielka biała kula.

Trzcinnik Foerstera w porę przycięty.

Runianka japońska też z pierwszymi kwiatuszkami. Niezniszczalny zadarniacz.

Tak jak i bluszcz i bodziszek korzeniasty.

Żurawka Marmalade rośnie u mnie już chyba 7 lat. Teraz przeplatają ją listki krokusów.

Trzmielina 'Sunspot' w tym roku pięknie się uchowała, pomimo silnych mrozów. Tylko po różach nad nią zostały jedynie korzenie. Flammentanz. Pewnie odbije.

I berbereysy.

Prawda że jest wiosna ! :-)