Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pęcherznice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pęcherznice. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 czerwca 2019

Wiciokrzew, ale nie tylko


Wiciokrzew zaostrzony, taki dawno temu posadziłam, by zarósł brzydki słup energetyczny, który stoi na mojej działce. A on wywiązał się z zadania i słupa nie widać, tylko niestety parę kabelków widać Za to dzisiaj w pełni kwitnienia to było moje ach! jak go zobaczyłam.




 Dorównują mu tylko pęcherznice


Ale to cudo to rzadkość


Rodgersje kasztanowcolistne kwitną nie zawsze.  U mnie przez 6 lat kwitły chyba dwa razy. Wymagają cienia, wilgoci, wody. W upale zasychają. Dzisiaj jestem zdumiona w jak dobrej są formie. Tylko w paru miejscach na liściach widać początki złego. Suche plamki. A kwiaty to dopiero początek, bo to koronkowa robota.


No i taki skromniutki, ale jednak go lubię - Wiesiołek


I widoczki ogólne na mój busz. Trawnik jednak powoli znowu schnie.






Nie tylko upał. Są też chmary komarów.

Ale są ogrody i to daje siłę :-)
 

poniedziałek, 20 maja 2019

Kolorowo, zielono, cudnie :-)


Muszę podzielić się tą radością, bo jak na mój zupełnie niekwiatowy ogród, kolorów jest mnóstwo, a zieleń po deszczach tak soczysta, że trudno nie wpaść w zachwyt ;-) To są te chwile w życiu ogrodnika, kiedy cały trud i ciężka praca w ogrodzie nabierają innego wymiaru. Po prostu warto, po prostu jest cudnie! 

Zacznę od kolorów zatem ;-)

Krzewuszka w pąkach i kwiatach. Różnie z nią bywało, bo mam ją już wiele lat. Przemarzała, marnie kwitła, a w tym roku cudna. Trochę musiałam przyciąć jej końcówki pędów, bo przemarzły, ale teraz wielki, zdrowy krzew.



Zawciąg mam od początku ogrodu chyba i muszę przyznać, że jest to roślina absolutnie żelazna. Może na wiosnę wyglądać jak brudny zgniłek ;-) , ale trzeba dać jej szansę, poczekać, a zielony dywanik z kolorowymi kwiatkami wcześniej lub później się pojawi. Uważam, że jest niezniszczalna.


Śniedka nigdy nie sadziłam! Po prostu jest. Fajne są takie rośliny darowane przez naturę ;-) 


Tu kolory nieco przesadziły, bo gryzą się maksymalnie, ale w naturze to jednak jest jakoś do zaakceptowania.


Były kolory, czas na zielono. Rodgersje coraz większe i będą kwitły. A kwiaty mają tak piękne, że już nie mogę się doczekać. W ubiegłym roku z powodu suszy nie kwitły, a druga  kępa zginęła. Ta cieszy zatem podwójnie.



Mix berberysów, pęcherznic, róży pomarszczonej, host, a wszystko pod tytułową gruszą. Zielono i kolorowo i ten widok to mój ulubiony.


Trzmielina oskrzydlona ma już ponad 1,5 metra. A sadziłam jakieś malutkie krzaczki. Jak dotąd, to chyba najbardziej bezproblemowy nabytek ogrodowy.  O jej jesiennych przebarwieniach wie każdy, kto zna ten krzew. Jest piękny, polecam do każdego ogrodu.


Kalina niestety bezproblemowa nie jest. Mszyce żrą ją co roku, kwitnienie byle jakie. Teraz dała radę, bo najpierw zmyłam mszyce silnym strumieniem wody, a potem nadeszły wielkie deszcze. Doskonały naturalny preparat na mszyce czeka, bo było zbyt mokro. Zastosowałam go do róż pomarszczonych na tarasie i jest rewelacyjny. Nazywa się Agricolle. To nie jest chemia!


No po prostu berberysy i pęcherznice! Banał? Ja te krzewy uwielbiam.


Tawułki są trudne w uprawie. Susza, nadmiar słońca i jest źle. Ja je tak lubię, że stale sadzę, a potem płaczę ;-)


Luzula nivea, kosmatka śnieżna, bylina jak trawa. Bezproblemowa, łatwa w podziale, niewymagająca, nawet u mnie w te suche lata nic jej się nie działo


Prezenty ogrodowe rosną jak głupie ;-)


A peonie wszystkie w pąkach


Jutro ciąg dalszy :-) ale jeszcze dodam, że jak na samotną emerytkę bez żadnej rodziny, to ja jestem w czepku urodzona, że mam te ogrody. Ten i tamten w Borkowie. Dzięki nim nic mi nie straszne, a ile wspaniałych ogrodowych znajomości, przyjaźni mam teraz.

A ile nowych roślin!

:-)
 

piątek, 27 maja 2016

Rodgersja, ogniki i pęcherznice

Długi weekend, ale na szczęście wokół cisza, tylko z daleka dobiega warkot kosiarek. Piątek więc i ja mam niestety koszenie w planie, jak co tydzień. Czynność nudna i wyjątkowo nie lubię koszenia, ani tu, ani w Borkowie, wolę wyrywać chwasty.

A w moim malutkim ogrodzie żadnych rewelacji, tzn. nie mam połaci kwitnących azalii, kilometrów kwitnących rabat, kwiatowego bogactwa w sensie roślinnym, ale nie tylko. Nic na pokaz, raczej pospolite krzaki ;-) ale że kiedyś było w tym miejscu wysypisko śmieci, to i tak czuję się tu jak w najpiękniejszym ogrodzie.

Majowy busz dookoła, zieleń.

Rodgersje rosną, ale dziwnie nierówno. Ta z lewej zawsze była silniejsza, kwitła już dwa razy, ta z prawej mniejsza, ale nigdy nie było aż takiej różnicy. Za to ma mnóstwo małych listków i za jakiś czas pewnie dogoni sąsiadkę.


Ogniki kwitną, będzie jedzonko dla ptaków na zimę. Nie kwitną tak obficie jak to często widać na reklamowych zdjęciach, ale dwa lata temu wszystkie kwiatostany nagle sczerniały, zaschły obawiałam się wtedy, że to koniec moich ogników. To odmiana Red column, wyjątkowo odporna i jakoś się zregenerowały, ale nadal kwitnienie i owocowanie słabsze.


Pęcherznice to mało wyszukane krzewy, ale ja je bardzo lubię, szczególnie za kolory liści. Luteus, Diabolo i Mindia rosną sobie obok siebie tworząc wyjątkowo barwne zestawienie. A teraz jeszcze kwitną.



Irgi posadzone niedawno już kwitną. Cudne mają te malutkie kwiatuszki.


I moje zielone chaszcze.


Dzień zakończył się oberwaniem chmury, a ja jak zwykle uciekałam w tej lejącej się z nieba wodzie do domu. Wprawdzie i tak podlałam ogród, bo teraz wody nigdy za dużo, ale taka ulewa to wybawienie dla roślin. Nadal pada.