Klimat mamy zbliżony do podzwrotnikowego. Po porze suchej nastała pora deszczowa, a jeszcze wcześniej wiało piaskiem znad Sahary. Jeszcze wczoraj czyściłam po kątach w domu ten żółty pył. Dla mnie to nie nowość po 7 latach w Nigerii, a i w ogrodach urodzaj jak w porze deszczowej.
Widok mojego ogrodu z kilku metrów przed nim. Przeplata się tutaj Clematis Paul Farges, Hortensja pnąca. Ten clematis to wyjątkowo silna odmiana, niebawem zakwitnie setkami białych drobnych kwiatów. Summer snow.
Hortensja pnąca rośnie powoli, ale warto czekać na kwiaty, na liście, na niezwykle malownicze łodygi. Raz rozrośnięta jest wieczna. Moja rośnie tu od 2012 roku z malutkich, ok. 35 cm sadzonek.
A tu do hortensji i clematisa dołącza róża pnąca Flammentanz. W tym roku przemarzła okrutnie i musiałam ściąć chyba połowę z długości pędów. Teraz odbija nowymi i to tez jest fajne, bo zagęści się od dołu.
I jeszcze widok na wejściową alejkę z ogromną peonią, która miała być czerwona Red charm, ale jak to u Bilskich nic się nie zgadza. Ale za to jest wielka.
No i kwitnie moja ulubiona Trzykrotka wirginijska. Ta miała być lila o szarych liściach, czyli Concorde Grape. Chyba nie do końca tak jest ;-) Czekam na kwiaty białej. Zobaczymy jaki będzie miała kolor.
Ziemia mokra, pada codziennie, zielony busz wokół. Jest pięknie bo wszystko wokół takie bogate, soczyste, obfite. Przyroda ma teraz dobrze.
Jutro wreszcie Borków. Miał być dzisiaj, ale strach przed burzami i sprawy do załatwienia zmieniły plany na środę.












