poniedziałek, 30 lipca 2018

Owocowo


Rok 2018 pomimo pogody z piekła ;-) rodem odnotuje się jako rok klęski urodzaju owoców wszelkich. Na razie staram się sprostać bogactwu jabłkowej obfitości. Po każdej wizycie na Młocinach wracam z koszem pełnym jabłek zebranych z trawnika. Nie są to jabłka jakościowo doskonałe, ale w 80% nadają się na przetwory. Takie duszone jabłka z cynamonem zamknięte w słoiczku to skarb na zimę ;-)



Koszt niemal żaden, bo na kosz jabłek zużywam ok. 1/2 cukru, tylko pracy sporo, bo trzeba te owoce 'obrobić'. Ale jakoś nie mam sumienia wyrzucać zdrowych owoców.

Upał niemiłosierny, uciekłam znowu szybko do domu.

A ogród bez problemu. Afrykańskie upały mu nie szkodzą i zrobił się bardzo hostowy ;-)






Nie licząc winogron, bo tych też masa ;-)




Przede mną aktywny tydzień. Jutro wyjątkowo w pracy, środa wizyta w tartaku, czwartek zakup piły spalinowej, piątek dostawa drewna i w weekend rusza budowa. 

To są plany!


czwartek, 26 lipca 2018

Gołąb


Mimo woli jest dzisiaj moim bohaterem.

Zastałam go w rabatkach. 



Siedział, potem biegał wystraszony, starał się podfruwać, ale chyba coś stało się z jego skrzydłem. Nad nim latał drugi, jakby go chroniąc. Wycofałam się, starałam się pokazać im, że nie jestem zagrożeniem. Postawiłam blisko poidełka, ten chory zaraz podszedł i napił się wody. I tak sobie siedział, to tu, to tam, powoli coraz mniej reagował na moją obecność. 





Zauważyłam, że oba mają obrączki na łapkach. Niedaleko mnie mieszka hodowca gołębi pocztowych. Planowałam poprosić go o pomoc, jak się pojawi. 

Dzień mijał na pracach ogrodowych, a gołąb był mi dzisiaj towarzyszem. To nawet była dobra odmiana, bo niestety zmiany w moim prywatnym świecie nieco utrudniają mi radość z obcowania z naturą na dotychczasowym poziomie. Daję radę oczywiście, bo taka już jestem z natury, że łatwo się nie poddaję.

Czasem tylko trochę się boję, czy mamy limit tej odporności?

Gołąb był mi dzisiaj odpowiedzią. Kiedy zbierałam rzeczy do wyjazdu i otworzyłam ogrodową furtę, ten sobie po prostu poszedł, jakby wiedział, dokąd idzie. Ja też przecież wiem :-)


A ogród? Tło tych wydarzeń ;-)))

Skoszony, nawodniony, kochany.





Pa, pa :-) 

Od jutra Borków na kilka dni.


środa, 18 lipca 2018

Lilia orientalna Exotic Sun

Rzadko poświęcam wpis jednej roślinie, ale jak zobaczyłam dzisiaj ten kwiat, wpadłam w zachwyt. Jest niezwykły i ma w sobie coś zwierzęcego. 

Zapachu nie przekażę, ale  ogródeczek jest słodko-cmentarny ;-)







Posadziłam ją w tym roku i wiem, że nie zimuje. Muszę ją wykopać, tylko jeszcze nie pamiętam kiedy ;-)

A ogródeczek po ulewach odżył, było trochę bałaganu i chwastów, ale generalnie bez większych problemów. Zachwycił mnie też ognik



 Floksów czas. Ciągle planuję mieć ich więcej i jakoś nie wychodzi.




Jednak są ! Tylko kilka po tym, jak wycięłam większość po suszy, do tego jednak z mączniakiem.



A w ogóle kolorowo, soczyście, tylko trawnik nadal z trudem się odradza.








Tyle zostało z wierzby szczepionej na pniu. Posadziłam ją w pierwszym roku, wtedy jeszcze miałam inne pojęcie o ogrodach. Potem wszelkie sztuczne twory roślinne przestały do mnie przemawiać. Teraz ta sucha plątanina biednych konarów jest na swój sposób piękna. 


Burza nadciąga


Dotarłam do domu przed, teraz już grzmi, czarno za oknem, a ja wspominam wspaniały dzień. Odzyskałam siły po intensywnej pracy na uczelni, ale wymagało to dwóch dni snu niemal bez przerwy. 

Już się bałam, że straciłam apetyt na życie ;-) bo snułam się jak cień człowieka, bez ochoty na cokolwiek. Wczoraj spałam 16 godzin!

Na szczęście to było tylko przepracowanie. Mam wakacje, przede mną niemal półtora miesiąca wolności. Jutro Borków na 3 dni, ale 22 lipca muszę być na Młocinach i świętować 7. rocznicę mojego ogrodowania!

środa, 4 lipca 2018

Zaczęłam 83. miesiąc


Od pierwszego dnia, w lipcu 2011, co miesiąc zapisuję te moje ogrodowe zmagania w ROD na Młocinach i dzisiaj zaczęłam kolejny lipiec. Wkrótce będzie kolejna rocznica, tym razem już siódma. 

Ileż ten czas dla mnie znaczy! 

Dzisiaj, jak po każdym intensywnym dniu na uczelni, dokonałam odnowy biologicznej przy pracach ogrodowych. Piszą, że nasi piłkarze odnawiają się w kriokomorach, może ich do koszenia warszawskich trawników zatrudnić. Pożytek większy, a i efekt murowany ;-)

Ale bez żartów. Trzeba kochać pracę w ogrodzie, by to miało przełożenie na naszą psychikę. Tak uważam. Mnie regeneruje świadomość uporządkowania ogrodu, widok piękniutkich zakątków - nawet jeśli to tylko moja estetyka. Poza tym lubię po prostu pracę fizyczną. Pewnie przy układaniu kostki betonowej bym tego nie powiedziała, ale na szczęście mam wybór ;-))))

A w ogrodzie czas na lilie. U mnie tylko żółte. Spotkałam sąsiadkę na parkingu - niosła do kościoła wiśniowe lilie - ależ cudny kolor. Muszę poszukać takich cudnych.
Moje typowe




Clematis Polish spirit w tym roku marnie rośnie i marnie kwitnie, ale jest.




Za to jest kaskada gruszek. Tak jak pisałam nie raz, ta moja stareńka grusza stoi, bo jest piękna, bo ją pokochałam, bo daje cień. Owoce? No bez żartów! Tego od niej nie oczekiwałam. A tu kaskady się sypią i zero chorób na liściach. 'No weź tu ogrodniku zrozum naturę!