U mnie lipiec jest fioletowy, a że teraz jeszcze czerwiec to fiolety dopiero zaczynają się pojawiać. Ale będzie ich dużo więcej, kiedy zakwitną przetaczniki, floksy, clematis rozkwitnie na dobre, lawenda, nadal będą czosnki, trzykrotka...
A póki co czekam na pomarańczową trojeść.
Clematis po upałach dochodzi do siebie
Żółto nadal od liliowców, ale wkrótce tu też będą fiolety.
Wszyscy mają czosnki, mam i ja ;-)
Mam też mnóstwo jabłuszek i nawet grusza w tym roku wygląda obiecująco.
Tyle dobrych wiadomości.
Są też niestety złe.
Mszyce prawie zjadły kolejne rośliny. Budleje chyba nie zakwitną, wcześniej ledwie kwita Kalina, jaśminowiec w ogóle nie zakwitł, pomimo rozmaitych eko oprysków. Straty są też z powodu upałów. Padła moja ulubiona azalia, byliny są marniutkie, zniknęła biała ostróżka, a taka była piękna. Dzwonki są, ale marne, floksom żółkną dolne liście, a wszystko pomimo intensywnego podlewania.
Na szczęście przewaga roślin u mnie to krzewy, pnącza i trawy, a te dają radę przy minimalnej ilości wody. Trawy w tym roku mniej wybujałe, bo były dzielone na wiosnę i wprawdzie wszystkie rosną, ale w pierwszym roku po podziale zwykle są mniej okazałe.
Na koniec drzewa owocowe. Niby owoców sporo, ale liście na niektórych chore, porażone, mszyce też są - no jednym słowem dużo więcej strat w tym roku, niż w jakimkolwiek poprzednim.
Deszcz właśnie pada, to pocieszające zakończenie tego wpisu ;-)









