Dla odmiany cudny dzień !
Sporo słońca, dość ciepło, tylko wichura rozsiewa liście bez końca. Mam 3 jabłonki, wielką gruszę, 3 morwy i sporo drzew w okolicy. W efekcie masa liściasta jest u mnie przeogromna. Grabię to co roku cierpliwie, bo lubię te moje drzewa, nawet niesłychanie brudzącą morwę. W tym roku mróz odebrał mi urodę przebarwiającej się morwy. Ściął wszystkie liście w jedną noc.
Poza grabieniem oczyściłam dzisiaj Hortensję pnącą z resztek liści. Lubię jej bezlistną wersję, te powyginane pędy z pięknymi pąkami.
Ma też kolorowe otoczenie, bo tu są te moje ogniste berberysy.
Zebrinus żółknie powoli, już nie zakwitnie, a bardzo chciałam zobaczyć te jego kwiaty.
Cabaret też zmienia kolor.
Trzcinnik wyjątkowo ładny w tym roku.
A Rokitnik w wersji, która lubię najbardziej.
Razem ze Śnieguliczką koralową to mój ulubiony duet.
Posprzątane. Tyle że mam świadomość, że to do czasu. Jak przyjadę w poniedziałek wszędzie będzie znowu tyle samo liści, albo więcej. I tak jeszcze przez miesiąc, aż wszystkie opadną.
Takie uroki drzew liściastych w ogrodzie, ale trudno, bo przez większość roku cieszą urodą, dają cień no i owoce ;-)
Teraz czekam aż Hortensja dębolistna się przebarwi, bo w tym roku wyjątkowo długo jest nadal zielona. A Trzmielina oskrzydlona już goła. Cieszyła czerwienią przez niemal miesiąc, teraz tylko czerwony dywan u jej stóp pozostał.