No wcale nie ogrodowa pogoda, ale co robić, jak ciągnie na działkę, sprzątać kolejne zwały liści, być tam, nacieszyć się, tym co jeszcze jako tako z ogrodu zostało.
Udało mi się utrafić w kilka godzin bez deszczu, ale ponurość aury i bardzo jesienny ogród tylko pogłębił moje wczorajsze smutne wizje życia. Bywa i tak, tyle że ja i tak się cieszę ;-) Bo mam ten ogród, bo lubię nawet grabienie liści... a poza tym i tak jest jeszcze trochę życia i koloru na Młocinach.
Zgrabiłam liście z trawnika, na rabatach zostawiam. Posadziłam ostatnie cebule. Zimno i deszcz wygnały mnie do domu.
I tyle. Borków? No właśnie. Pewnie dopiero po świętach, bo wyjazd na drogi w okolicach 1 listopada, to niepotrzebne ryzyko, a i atmosfera przecież nie ku ogrodowym zmaganiom.
Poza tym, tam już niewiele zdziałam w tym roku. Żal, ale taka w tym roku aura i zbyt wczesne zakończenie ogrodowego sezonu.









Krystyno podaję link na misiaki : https://www.facebook.com/185097118191610/photos/a.185866278114694.44269.185097118191610/1048370125197634/?type=3&theater
OdpowiedzUsuńDziękuję Alu :-) Wytworna misica, chyba będzie w czym wybierać w tym roku. Dobrze że Fundacja TVN zaczyna tak wcześnie. Będą gotowi na 6 grudnia z pięknymi miśkami.
OdpowiedzUsuń