Długi weekend, ale na szczęście wokół cisza, tylko z daleka dobiega warkot kosiarek. Piątek więc i ja mam niestety koszenie w planie, jak co tydzień. Czynność nudna i wyjątkowo nie lubię koszenia, ani tu, ani w Borkowie, wolę wyrywać chwasty.
A w moim malutkim ogrodzie żadnych rewelacji, tzn. nie mam połaci kwitnących azalii, kilometrów kwitnących rabat, kwiatowego bogactwa w sensie roślinnym, ale nie tylko. Nic na pokaz, raczej pospolite krzaki ;-) ale że kiedyś było w tym miejscu wysypisko śmieci, to i tak czuję się tu jak w najpiękniejszym ogrodzie.
Majowy busz dookoła, zieleń.
Rodgersje rosną, ale dziwnie nierówno. Ta z lewej zawsze była silniejsza, kwitła już dwa razy, ta z prawej mniejsza, ale nigdy nie było aż takiej różnicy. Za to ma mnóstwo małych listków i za jakiś czas pewnie dogoni sąsiadkę.
A w moim malutkim ogrodzie żadnych rewelacji, tzn. nie mam połaci kwitnących azalii, kilometrów kwitnących rabat, kwiatowego bogactwa w sensie roślinnym, ale nie tylko. Nic na pokaz, raczej pospolite krzaki ;-) ale że kiedyś było w tym miejscu wysypisko śmieci, to i tak czuję się tu jak w najpiękniejszym ogrodzie.
Majowy busz dookoła, zieleń.
Rodgersje rosną, ale dziwnie nierówno. Ta z lewej zawsze była silniejsza, kwitła już dwa razy, ta z prawej mniejsza, ale nigdy nie było aż takiej różnicy. Za to ma mnóstwo małych listków i za jakiś czas pewnie dogoni sąsiadkę.
Ogniki kwitną, będzie jedzonko dla ptaków na zimę. Nie kwitną tak obficie jak to często widać na reklamowych zdjęciach, ale dwa lata temu wszystkie kwiatostany nagle sczerniały, zaschły obawiałam się wtedy, że to koniec moich ogników. To odmiana Red column, wyjątkowo odporna i jakoś się zregenerowały, ale nadal kwitnienie i owocowanie słabsze.
Pęcherznice to mało wyszukane krzewy, ale ja je bardzo lubię, szczególnie za kolory liści. Luteus, Diabolo i Mindia rosną sobie obok siebie tworząc wyjątkowo barwne zestawienie. A teraz jeszcze kwitną.
Irgi posadzone niedawno już kwitną. Cudne mają te malutkie kwiatuszki.
I moje zielone chaszcze.
Dzień zakończył się oberwaniem chmury, a ja jak zwykle uciekałam w tej lejącej się z nieba wodzie do domu. Wprawdzie i tak podlałam ogród, bo teraz wody nigdy za dużo, ale taka ulewa to wybawienie dla roślin. Nadal pada.






















































