poniedziałek, 31 marca 2014

Pąki

W śródmieściu stolicy drzewa kwitną, a u mnie nadal tylko pąki. Północne rubieże miasta, wieje też tutaj mocno, to i wszystko później zaczyna pełne życie.

Nektaryna


Wiśnia


Brzoskwinia


Bodziszki od Ewy


  

Kosmatka śnieżna, Luzula nivea


Wilczomlecz z wąsami czosnków


Clematis Polish spirit


Tyle radości z tej zieleniny ;-)

piątek, 28 marca 2014

Dzisiaj na żółto :-)

Po wczorajszej kwerendzie po urzędach, wizycie w tartaku, roboczym spotkaniu z sąsiadem z Borkowa, dzisiaj dla odmiany słońce na Młocinach i walka z chwastami. Znowu!

Wśród roślin zielono, ale z powodu zimna jednak wielkich zmian nie ma. Szafirki bez zmian, tulipany i hiacynty tylko zielone listki mają, za to kosmate narcyzy są.




Tu pod zieleniejącym Berberysem Kórnik

Żółtego w ogóle mnóstwo



Nie tylko Forsycje, ale też Pęcherznice Dart's Gold żółcą się nad kiełkującymi liliowcami. A te Pęcherznice co czerwienieją, to Mindia.

Kolejne żółte w pąkach jeszcze.



wtorek, 25 marca 2014

Zimna wiosna ale zielona i w kwiatach!

Dla odmiany po letniej wiośnie, dzisiaj wiosna zimowa. 

Przemarzłam do tzw. kości, spędzając zaledwie kilkanaście minut wśród moich roślinek na Młocinach.  
Oglądałam też zdjęcia z ogrodów na południu Polski pokrytych pierzynką śniegu!

My w centralnej Polsce na szczęście nie mamy tak źle, do tego moje rośliny nieokrywane wcale podczas zimy, zostały zahartowane tak, że takie zimne noce i dni to dla nich teraz żaden problem. Zielono na krzewach, zielono na ziemi, chociaż np. szafirki i tulipany do kwitnienia mają bardzo daleko.

Pierwsze narcyzy pod zieleniącymi berberysami, a po drugiej stronie ścieżki liliowce wystawiają coraz więcej zielonego.


 Tu narcyz z Ice dance.


Forsycja nadal nieśmiało


Runianka kwitnie!


Trzmielina oskrzydlona posadzoną późną jesienią cudnie się przyjęła.



Szafirkowa rabata pod jabłonką. W każdym zielonym wianuszku fioletowy czubek.


Trzcinnik Karl Foerster zielenieje ślicznie, jako pierwsza trawa w ogrodzie. Inne nadal suchulce.





poniedziałek, 24 marca 2014

Rącznik i kanny

Weekend pracowity w pracy, bez szansy na choćby krótki rekonesans działkowy. Do tego wygląda na to, że moja nowa pracowa przygoda rozwija się perspektywicznie i  nie prędko się skończy. To jednak cieszy, pomimo tego że czas mi się skurczył nieco.

Na szczęście pogoda też raczej 'domowa', zimno i trochę pada, więc żal mniejszy, ale też i radość z tej podniebnej wody. Deszczówka jest jak złoto dla roślin. Żadne inne nawadnianie nie da tego ziemi i roślinom, co daje deszcz.

Za to głowa i mnóstwo kartek papieru w 'robocie', bo po chwilowym zwątpieniu we własne siły, co do moich możliwości zagospodarowania Borkowa, powrócił entuzjazm i wiara, że jednak dam radę. 

Przez chwilę, dłuższą chwilę, zastanawiałam się po co biorę sobie na plecy taki nowy ciężar, finansowy, czasowy, zobowiązanie, które znowu odbierze mi wolność by ruszyć w świat, podróżować, czego nie mogłam robić ostatnio z powodu mojego ukochanego  psiego towarzysza.

Bezsenne noce, walka z myślami, szczera analiza tego co mi do szczęścia jest potrzebne i jest decyzja. 

Wolę z czarnymi pazurami walczyć z naturą w Borkowie, niż wędrować po jakichkolwiek stolicach świata. W większości już byłam, przejechałam świat wzdłuż i wszerz, więc teraz jednak to ukryte wśród pól, moje nowe miejsce ciągnie mnie o wiele, wiele bardziej. A jeszcze jak wyobrażę sobie, co mogę tam stworzyć, nie mam wątpliwości,  że podejmuję to wyzwanie. 

Zapewne ostatnie. 

Czy się uda? 

Zobaczymy, a efekty będę dokumentować, dobre i złe, sukcesy i porażki w kolejnym blogu, by nie zaciemniać obrazu. Tu będzie tylko opowieść o Młocińskiej ROD-owej posiadłości, aż do jej dni ostatnich, kiedy zastąpi ją nowe blokowisko.

A tytułowe rośliny to moje wiosenne nasadzenia i wysiewy domowe. Pisałam o tym wcześniej. Dzisiaj efekty.  

To wysiane rączniki. Ciekawe, że każde nasionko wykiełkowało z inną siłą, ale wiem, że każda z tych siewek będzie wielką wspaniałą rośliną. Polecam Rącznika jako niezwykle dekoracyjną, chociaż jednoroczną roślinę. 

Kanny, te pospolite czerwone i niskie mnożą się jak króliki


Wrzuciłam też parę bratków na balkon. Mają towarzystwo wrzosów, które od kilku miesięcy zdobią nieprzerwanie mój balkon zwany tarasem, bo jest taki duży.


piątek, 21 marca 2014

I kolejne wiosenne

Dzień letni całkowicie, chociaż wiosenny. W środku dnia sporo ponad 20 stopni i piękne światło. 

W taki dzień nie sposób nie pracować w ogrodzie, toteż wiele godzin spędziłam na kolanach, chociaż wydawało się, że nie ma tam co robić.
A tu chwasty szaleją, rabatki ze zbitą ziemią czekają na grabienie i spulchnienie ziemi, trawnik nadal wymaga grabienia, krokuski usunięcia przekwitłych kwiatów, rozchodniki wyczyszczenia z zeszłorocznych badylków, etc....

Ledwie żywa, ale szczęśliwa siedziałam sobie potem z herbatą w nieprawdopodobnie gorącym słońcu i cieszyłam widokiem moich roślin. Są na pewni wspanialsze ogrody, z pięknymi aranżacjami roślin, wielkie i doskonałe, ale przecież wiadomo, że dla każdego z nas ten nasz własny jest taki bliski, i tak cieszy.








środa, 19 marca 2014

Nowe roślinki



Taki to etap, kiedy cała przyszła uroda roślinnych piękności siedzi zamknięta w foliowym woreczku. U mnie chwilowo - zanim pojada do ogrodu -pilnuje ich dobry duch pewnej kukiełki... Jest ktoś, kto zna tę postać :-)

A w foliowych woreczkach jest przyszła biała uroda, bo tak jak wcześniej pisałam, zapragnęłam białych kwiatów w ogródeczku.

Będą białe liliowce, łubiny i piwonie. Te kolorowe to kanny. I jedna pąsowa piwonia Red charm. Biała to Baroness Schroeder. A białe liliowce to Arctic snow. Zobaczymy - jak zwykle - co tak naprawdę wyrośnie.

Z piwoniami to dopiero początek mojej przygody. Jeszcze niedawno uważałam je za pospolite 'wypełniacze' rabat. Jak zwykle wszystko zależy od gatunku, odmiany. 

Może będę rozczarowana ale oto one, PANIE PIWONIE:




Będą też nowe pacioreczniki, bardzo egzotyczne, bo Striata i Durban o kolorowych, pasiastych liściach.  Kanny na razie do doniczek w domu, pozostałe kłącza po namoczeniu jeszcze dzisiaj pójdą do ziemi.

Tak mają wyglądać moje nowe kanny


 

Oba zdjęcia pochodzą z fantastycznego portalu kannowego z niesamowitym zakresem wiedzy o tych egzotycznych jednak roślinach.

A łubiny? Też niby pospolite, ale jak się patrzy na takie zdjęcia, czyż nie cuda!


 Zdjęcie pochodzi z serwisu Świat kwiatów, gdzie także są moje wątki, Moje 185 metrów i Zielone w czterech ścianach

Ile moich śladów i grafomańskiej historii w necie! 

Mój łubin będzie, albo ma być, biały.

I jeszcze białe liliowce, wcale nie tak częste.


No właśnie - Ogrody wodne - bo może też rosnąć kiedyś nad moją sadzawką?


Plany mam piękne, tylko strach wielki, szczególnie przed wykopaniem dziury w ziemi, która wypełni się wodą. 

Czy dam radę z roślinami?

Ryb nie zamierzam hodować!

sobota, 15 marca 2014

Miłego dnia czytającym :-)


Pada! Leje! Co za radość.

Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś deszcz będzie mnie cieszył, tak jak dzisiaj.

Jadę pracować, nie wszystko sobie rośnie. 

Pięknej soboty życzę czytającym :-)

czwartek, 13 marca 2014

Wczoraj Borków, dzisiaj Młociny...

Dzielę nie tylko czas, ale co trudniejsze, także swoje emocjonalne przywiązania do uprawianej ziemi. Nie potrafię uprawiać ogrodu bez zaangażowania serca i umysłu, zresztą wszystko tak robię. 

Cała jestem tym, co aktualnie robię. 

Jak na razie podróże między działkami są inspirująca dla obu, a i dla mnie.
Jedną, tę małą, kocham za to, że jest blisko i nie sprawia kłopotu, dostarcza relaksu i radości, że tak się wszystko udaje. Dzisiaj siedziałam sobie na leżaczku w gorącym (sic!) słońcu, patrzyłam na zieleń wokół, na porządek i ład, dzieło moich rąk i było mi po prostu dobrze, spokojnie.

  
Trawniczek za kilka dni będzie równo zielony, dzisiaj po raz kolejny wygrabiłam sianko, rozsypałam tłusta próchniczą ziemię (zamiast nawozu), jak w sobotę spadnie deszcz trawnik powinien dostac sporą dawkę energii.


Trochę martwiłam się zimą o lekko rudziejące Szmaragdy. Niepotrzebnie. Z każdym dniem cudnie zielenieją, tylko ta szara, sucha ziemia mnie denerwuje.

Jeszcze malusie botaniczne w błękicie ;-)


Przede mną 'pracujący' weekend (uczelnia, zaoczni studenci), we wtorek tu wrócę, a w środę znowu Borków.

Już niedługo kopię staw, Koparka umówiona ! I za to kocham także tę drugą. Za tyle nowych emocji i wyzwań.

środa, 12 marca 2014

Borków

Po pierwszym dniu spędzonym z łopatą, sekatorem, grabiami i czym się tylko da na tych moich nowych 1200 metrach wiem, że to jest moje miejsce na ziemi. 
Pracowałam cały dzień, nie widziałam ani jednej osoby w pobliżu, a jednocześnie bliskość domostw w zasięgu wzroku daje poczucie bezpieczeństwa.
Po lewej lasek brzozowy, dookoła zielone łąki, no i to szemranie strumyka, śpiew ptaków, poza tym błoga cisza. Rajskie miejsce, do którego bezkolizyjnie dojeżdżam w 40 minut. 

Dzisiaj prace porządkowe, głównie czyszczenie brzegów strumyka z tych wieloletnich złogów, suchych traw, patyków naniesionych przez wodę i bobry. Jest jako tako, ale sił nie starczyło, by doprowadzić ten brzeg do zadowalającego stanu.


Kopałam też dzisiaj wzdłuż granicy działki, chyba posadzę tu kosodrzewinę. Taki rowek i tyle kamieni!



Rośnie tu wszędzie na dziko mnóstwo bardzo ciekawych roślin, nie znam ich jeszcze, ale są ładne wykopuję i przesadzam na razie nad strumyk.

Nad samym strumieniem, po usunięciu tych stert suchych traw odsłoniłam też mnóstwo rozmaitych ciekawych roślinek. Aż się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć te dziką naturę w rozkwicie. Oczywiście nad strumieniem mam zamiar zachować pas około 5 metrów szerokości z niemal nienaruszonym naturalnym stanem roślin. Wyżej, powstanie część ogrodowa z domkiem i stawem. Zarys mam już w głowie, ale jeszcze nad tym będę myśleć i dokładnie planować.

Czeka mnie niezwykle pracowite wiosna i lato, ale to właśnie lubię najbardziej.

wtorek, 11 marca 2014

Dzisiaj Młociny, jutro Borków

Muszę teraz dzielić czas na dwie działki i pracę. Na szczęście wygląda na to, że kolizji nie będzie.

Młocińskie 185 metrów to już właściwie rośnie samo, praca jest tylko 2,5 dnia, Borków na razie to wstępne przygotowania do kopania stawu i dopiero potem stawiania ogrodzenia. Jutro jadę tam zrobić sobie wstępny zarys rozplanowania działki, wstępnie rozeznać jak, za ile, kiedy kopię staw, a i tak pewnie wiele razy się to zmieni. Ale od czegoś zacząć trzeba.

Tak czy inaczej, na tę chwilę w planie na ten rok jest staw z roślinami i ogrodzenie.

Oczywiście jeszcze jakieś porządki. Jutro mam zamiar podjąć próbę okiełznania strumyka. Jutro zatem napiszę  jak wyglądała konfrontacja planów z rzeczywistością.

Dzisiaj natomiast robiłam sobie idyllicznie porządki na Młocinach. Idylliczne, bo cisza tam wielka, pustki, a świergot ptasi aż mi przeszkadzał, tyle tego ptasiego rozhoworu było.

Przeszkadza mi też susza. Nie lubię patrzeć na tę zszarzałą, niemal spiaszczoną ziemię na moich rabatkach. Podlewałam, ale wiadomo, bez deszczu ta ziemia nie będzie taka jak być powinna. 

Inna sprawa, że trochę wody i cudne słońce, a moje krokusy urosły w jeden dzień całkiem duże


No i jeszcze poprawka, to są krokusy botaniczne, one nigdy nie sa zbyt wielkie, ale powinny mieć 15 cm, na razie maja 7 cm.
A tu moja łączka szafirków. Jeszcze nie kwitną, ale zielenią się ślicznie pod jabłonką


Posadziłam też cebule Krokosmii. Uważam ją za niezwykle dekoracyjny kwiat. Oby Lucifer się sprawdził.


Moja Runianka japońska po zimie w super kondycji, kwitnąć zaczyna.


Jeszcze tylko mój Fire Chief - chyba po zimie żurawki nigdy dotąd nie były w tak dobrym stanie.