czwartek, 13 marca 2014

Wczoraj Borków, dzisiaj Młociny...

Dzielę nie tylko czas, ale co trudniejsze, także swoje emocjonalne przywiązania do uprawianej ziemi. Nie potrafię uprawiać ogrodu bez zaangażowania serca i umysłu, zresztą wszystko tak robię. 

Cała jestem tym, co aktualnie robię. 

Jak na razie podróże między działkami są inspirująca dla obu, a i dla mnie.
Jedną, tę małą, kocham za to, że jest blisko i nie sprawia kłopotu, dostarcza relaksu i radości, że tak się wszystko udaje. Dzisiaj siedziałam sobie na leżaczku w gorącym (sic!) słońcu, patrzyłam na zieleń wokół, na porządek i ład, dzieło moich rąk i było mi po prostu dobrze, spokojnie.

  
Trawniczek za kilka dni będzie równo zielony, dzisiaj po raz kolejny wygrabiłam sianko, rozsypałam tłusta próchniczą ziemię (zamiast nawozu), jak w sobotę spadnie deszcz trawnik powinien dostac sporą dawkę energii.


Trochę martwiłam się zimą o lekko rudziejące Szmaragdy. Niepotrzebnie. Z każdym dniem cudnie zielenieją, tylko ta szara, sucha ziemia mnie denerwuje.

Jeszcze malusie botaniczne w błękicie ;-)


Przede mną 'pracujący' weekend (uczelnia, zaoczni studenci), we wtorek tu wrócę, a w środę znowu Borków.

Już niedługo kopię staw, Koparka umówiona ! I za to kocham także tę drugą. Za tyle nowych emocji i wyzwań.

2 komentarze:

  1. "Już niedługo kopię staw, Koparka umówiona ! I za to kocham także tę drugą. Za tyle nowych emocji i wyzwań."
    Byle sił starczyło, bo teren, choć piękny, to trudny...
    (bk)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudny, zgoda, ale to właśnie mnie 'rajcuje' najbardziej ;-) Pamiętasz od czego zaczynałam na tej działeczce na Młocinach? Chyba wolę taką łąkę od wysypiska śmieci, jakie tam było. Jakoś tam dałam radę, to i tu dam. Nie w tym roku, ale za trzy lata będzie tam wiejski ogród. Myślę, że kancików i wystrzyżonego trawniczka tam nie będzie ;-))))

    OdpowiedzUsuń