wtorek, 29 maja 2018

Ostatnia majowa wizyta


Dla mnie maj nie jest tym najbogatszym - jak czytam tu i owdzie - miesiącem ogrodowym.

Mój ogródeczek młociński to krzewiasty gąszcz z nielicznymi plamami bylinowymi. Tu cały rok gra kolor liści przebarwiających się berberysów, trzmieliny oskrzydlonej, hortensji dębolistnej, rodgersji, wszystkich pnączy, od winobluszczy, przez wiciokrzewy i clematisy do dławisza. 

Kolorowy gąszcz!





Ten wiciokrzewowy gąszcz osłania to cudo! Tak ten słup wyglądał w roku 2012.


Opiszę historię słupa osobno kiedyś ;-)

Niezawodny wiesiołek. Nie lubi suszy, ale jest niezwykle wytrzymały.



Bardzo stare peonie wreszcie zakwitły. To takie typowe działkowe ;-)


Przeplatają się w tym gąszczu z liśćmi serduszki i róży pomarszczonej. Nad nimi forsycja przed przycięciem (dzisiaj już wykonane), w 'nogach' zaraz zakwitnie trojeść bulwiasta. Dobrze że się mijają w czasie, bo zgrzyt kolorystyczny byłby do bólu zębów ;-)  


A tu tojeść, w dodatku kropkowana 'Aleksander'. Jest nieco ekspansywna, ale to nie rokitnik ;-)


OMG!! Te róże ;-))))


środa, 23 maja 2018

Piwonie, róże i wszystko inne


Dzisiaj, kiedy dotarłam do ogrodu nie mogłam wprost uwierzyć, jak zmieniło się wszystko po 5 dniach. Mam busz wszędzie, a kwiatów jak na moje ogrodowe zamiłowania, jest chyba nawet za dużo.

Dlatego zacznę od tych róż. 
To takie cudne delikatne kwiaty, bez całej nachalności różanej urody. Piękne zielone pędy ukwiecone na biało. To tylko róże wielokwiatowe. Chyba wolę je od wszystkich innych.



Chociaż tymi też się zachwycam ;-)





Są też piwonie







Są też białe i fioletowe trzykrotki wirginijskie





Cudnie kwitnie skalnica i zawciąg


Hortensja pnąca przeplatana berberysami


A cały ogródeczek cudnie zielony 




Jabłonie obwieszone


Cięłam winogrona, cięłam wszystko co było za duże. Przy tej pogodzie wszystko rośnie w rozmiarze XL. Wyczyściłam iglaki z suszu, odchwaściłam wszystko, wygrabiłam rabatki spulchniając ziemię, jest porządek ;-)

Jutro Borków. Może na dwa dni?


środa, 16 maja 2018

Leje! :-)


Pada, leje, oberwanie chmury - niech będzie. Moja radość z tej wody z nieba jest trudna do opisania. Bardzo mi zbrzydła ta susza i ta spieczona na pył ziemia. 

Czasem deszcz jest najlepszym prezentem! 

Kiedy kompletnie przemoczona wracałam z Młocin do domu spotkałam znajomego ogrodnika. Szedł w deszczu - tak jak ja - bez parasola.

'Czekaliśmy na ten deszcz' - zawołał radośnie. 
Widać było, że - tak jak ja - dostał właśnie wspaniały prezent od natury ;-)

I to była wspaniała odmiana dnia, który zaczął się paskudnie. 6 rano pobudka i przygotowania do wizyty w sądzie. Nie moja sprawa, dawno zapomniana, jakieś pieniackie sprawy obcych mi ludzi, ale każdy może nas wezwać, a brak stawiennictwa oznacza problemy. Do tego sąd daleko, poza Warszawą, kilometry w korkach, już myślałam, że to całkiem stracony dzień.

Po zakończeniu wypraw sądowych i czarnych chmurach na nieboskłonie, miałam pokusę pozostania w domu z planem na trochę lenistwa wreszcie. 

Ja i lenistwo? ;-))))

Pojechałam na Młociny.

I dobrze! Skosiłam, wyrwałam chwasty, przycięłam co tylko było do przycięcia, podlałam (sic!), dostałam sadzonki do Borkowa od sąsiadki.... i wtedy się zaczęło lanie wody z nieba.

I cudnie!

Teraz ja w ciepłym domu sobie piszę i piję wino, a ogródeczek pije wodę.
Wodę też piję, ale dzisiaj uznałam, że deszcz zasługuje by go oblać ;-))))

A tak wygląda 'mokry' ogródeczek, podczas gdy zdjęcia są robione z jednej możliwej perspektywy, czyli z domku.

Piwonia co miała być biała, chyba nie będzie, ale i tak sukces, bo zakwita po 3 latach od posadzenia.


Zoom 'przez świerka' ;-)


Moja ulubiona ściana 'wszystkiego' 



  
Mam rośliny do Borkowa, czekam na rośliny do Borkowa - jak będą razem pojadę do Borkowa. Jutro albo w piątek.

Tam też chyba pada?


niedziela, 13 maja 2018

?


Chciałam dać tytuł susza, ale męczy nas ona tak okrutnie, że nie zasługuje na ważne miejsce. Ale niech wie ta pogoda, że mamy jej dość. Z przyjemnością czekam na te zapowiadane ochłodzenia i deszcze. Oby się tylko to sprawdziło. 

Brak deszczu martwi mnie o tyle, że mam spore przerwy w wizytach na Młocinach, a posadziłam tam ostatnio trochę nowych roślin. Starsze, długo rosnące dają sobie radę doskonale, ale te 'świeżaki' ?

Z duszą na ramieniu i trochę na siłę jechałam dzisiaj po pracy, wieczorem do ogródeczka, by zobaczyć co z nimi. No i podlać. Inna sprawa, że to świetna godzina do podlewania :-)  

Był czas najwyższy!  

Wprawdzie żadna roślina nie padła, wszystkie - poza łubinem - wyglądają doskonale, ale  widać, że były na granicy wytrzymałości. Ziemia jak pył, trawnik... szkoda nawet pisać o tych wypalonych plackach :-(

I zaraz raport o nowych ;-), ale najpierw moje kwitnące kaskady


Można powiedzieć - przecież to tylko pęcherznice. Ja uważam je za cudne krzewy i nie wyobrażam sobie ogrodu bez nich. Szczególnie że mają tak wspaniałe odmiany w kontrastowych barwach liści. Nie są wymagające i poza regularnym cięciem formującym po kwitnieniu, to rośliny niemal bezobsługowe.



Tu już ogniki kolumnowe. Też moja słabość


Krzewuszka cudnie kwitnie. Mam ja z nimi przeprawy, wymarzają, nie rosną, te ciemne ledwie żyją :-(

Ale ta!





A nowe?

Trzmielina Sunspot cudnie się ma i uważam, że to był świetny zakup. I tu, i w Borkowie pięknie sobie rośnie.


Jest ich tu kilka w rozmaitych stadiach rozwoju. Jest też łubin i niestety chyba jest kiepsko. To moja kolejna próba z łubinem tutaj. Chyba zabiorę go do Borkowa.


Skalnica i kokoryczka wbrew obawom wspaniale, lilia orientalna też, a zawciąg kwitnie i kwitnie, ale stale usuwam mu te przekwitłe pędy.




Noc czarna, jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Bo przecież nie jest ważne, że jestem zmęczona jak psisko, tylko to że niczego nie zaniedbałam, że znowu dałam radę. No tak już mam ;-)


środa, 9 maja 2018

Podlewanie w deszczu :-)


Deszcz był, a jakże!

Takie grube krople, ale że świeciło również pełne słońce, wysychały w drodze na ziemię. Zatem ja cały dzień lałam mnóstwo wody, nawet jak padał ten dziwny deszcz.

A że sadziłam sporo nowych roślin, bez nawodnienia gleby ani rusz.

Byłam dzisiaj w moim ulubionym centrum ogrodniczym w Alei Krakowskiej. Mają tam setki wszystkiego, jak zawsze zawrót głowy na początku, ale ja już się uodporniłam na te pokusy i kupowałam zgodnie z planem ;-)

Dalsze trzmieliny i kilka skalniakowych na Młociny. Jutro kolejna wizyta, tym razem po rośliny do Borkowa.

Kupiłam też nowego rozchodnika - nazywa się gruby i ma cudne liście. Szkoda tylko, że znika we wrześniu. Dalej za nim kępa sasanki, która w ogóle nie zakwitła w tym roku. Zwykle kwitła wieloma kwiatami.

  
Kolejne trzmieliny. Duże i mniejsze 'Sunspot' i jedna nowa Marieke.


Skalnica Arendsa i widok na cały ten rozchodnikowo-irgowy placyk. 



Nie jestem pewna czy skalnica i kokoryczka dadzą tu radę, bo jednak to bardzo słoneczne miejsce. 

A cały ogródeczek zielony i pomimo suszy w całkiem dobrej formie. No może z wyjątkiem trawnika, który jednak w wielu miejscach łysieje wypalony słońcem.










I wszędzie śmietnik z drzew owocowych, ale wygląda na to, że będzie mnóstwo wszystkiego. Wiśni, jabłek, chyba nawet gruszek i śliwek.

6 godzin pracy, porządek jest, chwastów brak, jutro kolejne roślin sadzenie, tylko już na wsi.