Wokół tętnią próby zdania relacji z tej naszej niby Chelsea Show, a ja po trzech latach kolejnych wizyt, znużona powtarzalnością oraz natłokiem własnych spraw nie byłam na wystawie. Wygląda na to, że nie mam czego żałować, chociaż oczywiście żałuję, bo lubię mieć własne zdanie. Z drugiej jednak strony, ja lubię wydarzenia mniej masowe, jak coś jak FB staje się właśnie masowe, już mnie to tak nie kusi. Nie ma mnie na FB od dość dawna - po ponad 10 latach zlikwidowałam tam swoje konto, teraz myślę rozstałam się z ZtŻ.
W zamian mam owocowe szaleństwo - jak zapewne wszyscy w tym roku urodzaju - mam też tętniące życie zawodowe ubarwione kwiatami ;-)
Taki prezent :-)
Owoce albo już na tarasie, albo w kuchni
A tu już fiołki na tarasie także, wpisując się we wrzosowe i winobluszczowe odcienie jesieni
Owoce zaś już w słoiczkach, słojach... liczba rośnie ;-)
Piękna ta owocowa jesień. Jeszcze mnóstwo jabłek, brzoskwiń, gruszek, winogron... Dobrze że mam piwnice ;-)


