Ale przynajmniej u mnie raczej jej niewiele. Przyznam, że dzisiaj Młociny wyglądały szaro i brzydko, i pomimo oczywistych śladów życie, które starałam się uwiecznić na zdjęciach, ogród zrobił na mnie nieco przygnębiające wrażenie. Może to ten brak światła, może to ogólna szarość, bo zimno i jednak natura czeka.
Szukałam i coś tam zielonego znalazłam. Posadzone tydzień temu marketowe (2,99 sztuka) pierwiosnki mają się dobrze.
Czosnki giganty coraz większe. Nie wykopywałam ich. Postanowiłam sprawdzić, czy bez wykopywania cebulowe dają radę i ile przetrwa.
Tu moja aleja drewniana i kiełkujące pod pęcherznicami wszystkie możliwe cebulowe
Krokusy bardzo powolne w tym roku
Jagoda kamczacka Wojtek jak zwykle pełna życia
Azalia też, co jednak nie zmienia wrażenia szarości i chciałoby się zobaczyć więcej.
Zabrałam rozmaite sprzęty na jutro i od rana jadę czyścić staw. Dokupiłam rozmaite akcesoria - a to rękawice za łokieć, durszlak do makaronu - będzie za radą fachowców służył za sito do glonów - kij do do durszlaka i mam wrażenie, że jestem gotowa do walki ze stawem.
Relacja jutro w blogu o Borkowie. Zapraszam, bo chyba będzie zabawnie ;-)







