czwartek, 31 lipca 2014

Jutro święto!

Moje święto, bo rzadko widywany syn-obieżyświat będzie na grillu w ogrodzie na Młocinach. Ostatnio był tam chyba rok temu, ale to wynika z jego trybu życia. Teraz np. zamieszkał w Gdańsku i bardzo narzeka na prowincjonalne życie, tęskniąc za stolicą. Tak czy inaczej, ciągle się gdzieś przemieszcza samolotami, pociągami, autobusami, czasem nie wiem kompletnie gdzie jest. 

Jego kilka godzin u mnie w ogrodzie to naprawdę święto. 

Jest wspaniałym człowiekiem i dla mnie jest najważniejszą częścią mojego życia. Jestem niezwykle dumna z niego, z tego że to on dyktuje życiu warunki, gdzie i jak ma być i żyć, jak i kiedy pracować, że ma tyle pomysłów i marzeń, które realizuje konsekwentnie, czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale zawsze skutecznie.

To nic, że widuję go raz na parę miesięcy, jakoś jesteśmy w kontakcie, a na co dzień towarzyszą mi rośliny, w których ma swój udział. W październiku ubiegłego roku kupiliśmy razem tuje. Wtedy wyglądały tak


A oto jak wyglądają dzisiaj


Miro jeszcze ich nie widział na żywo, widział tylko zdjęcia, był zachwycony, że są takie kudłate! Jutro sam oceni ich urodę z bliska.

No i w związku z wizytą wielkie dzisiaj porządki. Koszenie, przycinanie kancików, wyrywanie wszelkich chwastów....

A poza tym zielenina jak zwykle zdrowo rośnie ;-)

Winogronowe zwalisko 

Pięciornik Jakcman's Variety


Liliowiec na dzisiaj ;-) 


I nowy żółty na Stella D'Oro


Jeżówki, jeżówki...



Tylko berberys


Kanna Wyoming



Bardzo czekam na kwiaty Durbana, to ten o ciemnych liściach, ale nie wiem , czy w tym roku się uda. Wyjątkowo marny rok dla pacioreczników.

A tak na koniec - jestem niezwykle szczęśliwym człowiekiem! Mam 64 lata i nadal każdy nowy dzień to dla mnie czas na robienie cudownych rzeczy, radość z drobiazgów, realizowanie siebie na tysiące sposobów, korzystanie z każdej minuty zachłannie, by przeżyć jak najwięcej, w jak najlepszy sposób.

 


wtorek, 29 lipca 2014

Kwiatowo, owocowo, rowerowo...;-)


Jak wiadomo - floksów czas!
Floksy to kwiaty mojego dzieciństwa, kiedyś ich nie lubiłam, a teraz uważam, że to wspaniałe uzupełnienie naturalistycznego ogrodu. W eleganckim, minimalistycznym pewnie nie będą pasowały, ale ja nigdy nie miałam skłonności do takich ogrodów. Nie mam też skłonności do ogrodów kwiatowych, ale co i raz robię jakieś wyjątki ;-) I to mi się podoba, że nie tkwię w głupim uporze, a po prostu daję sobie tyle wolności, ile mi tylko akurat przyjdzie do głowy.

Chociaż podobne nieco do floksa, ale to już Budleje


I znowu floksy, podobno rzadkie, bo krwisto czerwone.






Coraz ich mniej, ale jeszcze kwitną. Przyznam jedynie, że coś się im pomieszało z kolorami, żaden nie wyglądał, tak jak w ubiegłym roku. To miał być Orchid Candy, ale wcale tak nie wygląda.



A rower sobie czeka.


Rowerem trasa prowadzi pod mostem Północnym ;-)



Ścieżka prawie gotowa, jeszcze są małe objazdy, takie jak ten, ale od działki do Mostu Gdańskiego jadę bezkolizyjnie cudną nowa ścieżką z czegoś czarnego. Nie jest to chyba asfalt, ale jest równo, szeroko, i sprężyście. 

To trasa nad Wisłą, moja ulubiona, z której nie mogłam długo korzystać, bo były te prace budowlane. Wreszcie mogę omijać Kępę Potocka szerokim łukiem. Nienawidzę trasy przez Kępę, ciasno, mnóstwo ludzi, dzieci na rowerkach, ścieżka w fatalnym stanie.

No ale teraz wreszcie mam naprawdę ochotę rowerem na działkę jechać. Teraz, tą nową trasa to czysta przyjemność.

czwartek, 24 lipca 2014

Pogodowe zaskoczenia

Wczoraj spodziewałam się słonecznego dnia, a lało niemal bez przerwy, dzisiaj miało lać bez przerwy, a dzień wyjątkowo słoneczny. Ale to już staje się niemal normalne, że nie bardzo wiadomo co będzie za godzinę, nie tylko zresztą w pogodzie.

Za to dzisiaj z wielka przyjemnością wróciłam po paru dniach przerwy do ogrodu i jak zwykle rzuciłam się w wir prac porządkowych. Początkowo nawet nie sądziłam, ze da się też skosić trawę, bo mokro było po wczorajszych ulewach, a i dzisiaj z rana też coś spadło. Po południu wiatr i słońce wysuszył trawniki i cały ogród posprzątany. 

Zrobiłam też sadzonki z pędów Róży pomarszczonej i przyciętych pędów berberysów. Na razie rośnie mi już kilka sadzonek Rokitnika i Pęcherznicy. Też z uciętych z moich krzewów podczas formowania. To oczywiście wszystko pojedzie do Borkowa, na moją skarpę.

Po deszczach wszystkie bez wyjątku trawy ozdobne wyglądają dorodnie i zdrowo.


Miłka po wiosennym cięciu i podziale na 3 kępy wreszcie się rozrosła.


Zebrinus pasiasty ślicznie wygląda na tle liści Sadźca.


Pięknie rozrosłe jednoroczne sadzonki Trzmieliny oskrzydlonej, a poniżej Red Baron też się rozrasta po bokach jaśminowca, ciętego już dwa razy i chyba znowu czas go skrócić ;-)


Przegorzan w pełnej krasie, tylko szkoda, że te jego piękne liście zasychają tak szybko i trzeba je usuwać.



Kanny, Wyoming i Durban będą kwitnąć niebawem



Pierwsze kwiatki na dziwaczkach. Miałam białe i czerwone, a mam żółte!


Jednoroczne hortensje


Krokosmie mają coraz więcej kwiatów


 Owocowa ściana ;-)



i wianek ubrany w czosnki.


Bardzo pracowity, ale też bardzo miły dzień. Lubię takie spokojne dni, kiedy nikt i nic nie zakłóca mi radości życia.

piątek, 18 lipca 2014

Floksy i winogrona

Albo pogoda dzisiaj w stolicy ciężka, albo wczorajsze przepracowanie dało o sobie znać, bo z mojej normalnej aktywności dzisiaj niewiele pozostało. Z trudem robiłam codzienne porządki na Młocinach, do tego załamała się podpora pod winogronami i było sporo naprawiania.

Ale co zrobić trzeba zrobiłam stale mając w myślach porównanie pomiędzy obydwoma ogrodami - tu delikatne dopieszczanie szczegółów, tam ciężka orka u podstaw i daleka droga do czegokolwiek ogrodowi podobnego. Nie narzekam, tylko porównuję i wiem, że muszę odwrócić proporcje czasowe - więcej w Borkowie, mniej na Młocinach. Tylko na tę chwilę to nadal niemożliwe.

Na Młocinach cisza i spokój, sroki szaleją, wiewiórki biegają a ja siedzę sobie wśród moich krzaczków i cichutko podglądam te ich harce. 

Floksy zaczynają kwitnąć




 Iwa po cięciu rośnie niezwykle intensywnie, a te nowe przyrosty maja taki miły różowy kolorek.



Niestety morwy też rosną intensywnie i chyba się poddam - trzy lata z rzędu tnę je by nie rosły na wielkie drzewa, ale to walka z wiatrakami. Chyba w tym roku zostawię je własnemu losowi. Problem w tym, że zacienią mi działkę całkowicie. Cień pożądany, ale w ich cieniu to jest wilgoć, ślimaki i mech. Tak intensywne ulistnienie mają morwy, że tworzą całkowicie nieprzepuszczalny parasol. Także od deszczu. 

Morwowa korona


I winobranie będzie też intensywne, ale tu akurat się cieszę, bo to niezwykle pyszne winogrona deserowe. Tych na wino, jak zwykle, mnóstwo także.



Tylko bardzo się boję mączniaka. Ta odmiana co roku choruje. Jak dotąd ani śladu białych nalotów na liściach. Może tym razem nie będzie.


środa, 16 lipca 2014

Kolory mojego lata


Mój ogród nigdy nie miał być pełen kwiatów. 

Od początku wprawdzie marzył mi się kolorowy ogród, ale kolorowy wszelkimi odcieniami liści krzewów. W oczywisty sposób kwiatów nie uniknęłam, a nawet powoli ich przybywa, ale nadal są to jedynie kwiatowe akcenty, za to odcieni liści u mnie bogactwo!
 



A liliowce polubiłam na tyle, że na pewno będzie ich przybywać.


Podobnie z jeżówkami. Teraz mam ochotę na te strzępiate ;-)



A na koniec dzisiejsza niespodzianka z wczorajszej wizyty w ogrodzie. Powtórnie zakwitła sasanka. Oto pierwszy jeszcze nie w pełni rozwinięty kwiat letniej sasanki, a pąków naliczyłam siedem!