czwartek, 28 lutego 2019

A wicher wył ;-)


Wichrowy dzień, do tego ten wicher lodowaty. Nie wiem, czy jutro będę mogła się ruszać, bo przewiało mnie solidnie ;-)

Ale kolejne 4 godziny ogrodowania zaliczone, ogródeczek czysty i gotowy na rozkwit wiosny. To zapewne jednak jeszcze nie tak prędko, chociaż patrząc na forsycje w pąkach kto wie?


Niemal wszystkie wiosenne tak wyglądają. To akurat wilczomlecz złocisty, jedyny z wilczomleczy, który co roku jest. Inne przepadły, a miałam całkiem fajną kolekcję, bo bardzo je lubię.


Tu wszystko rośnie i wkrótce będzie bardzo zielono.



Posadzone rok temu rozmaite odmiany trzmielin pięknie rosną.


Niezawodna runianka pod pociętymi na krótko clematisami Polish spirit. Ta odmiana lubi cięcie. Zwykle tnę je na ok. 50cm. W tym roku bardziej radykalnie na 35 cm.
Trawnik jak wszędzie paskudny. Dzisiaj wygrabiłam wory sianka, ale po zeszłorocznej suszy nie wiem jak to będzie. Jedno wiem, bentley będzie w robocie wkrótce, bo krawędzie to masakra ;-)


Tu był murek z cegieł. Niestety kupiłam złe cegły i się rozpadły. Murek zlikwidowany tylko ławeczka pod morwami została. Wielkie miejsce do obsadzenia :-)


I takie wiosenno-jesienne spojrzenie na koniec 


Jutro odpoczywam!!!

Miałam jechać do Borkowa, ale wraca zimno, a ja z trudem się ruszam.
Borków poczeka do poniedziałku, kiedy wraca ciepło.
 

środa, 27 lutego 2019

Pracowałam w ogrodzie!


Całe 4 godziny. To pierwszy raz w tym roku i od razu stwierdzam - jestem jak nowo narodzona :-)

Wczoraj miałam jakiś 'dołek', nawet konsultowałam z synem sprzedaż Młocin, ale po dzisiejszej wizycie wiem, że nigdy z ogródeczkiem nie zdołam się rozstać. Pomimo wysiłku jaki się z tym wiąże, by mieć dwa ogrody.  Póki mam siłę i zdrowie dopisuje, będą dwa ogrody i już!

A dzień jak wiosna w kwietniu. Grabiłam, czyściłam, cięłam.

Śmiecia nawiało sporo, liście róż opadły, niewycięte byliny czas najwyższy usunąć, trawy pociąć.  Nie dałam rady całości. Jutro dokończę, a w piątek zacznę porządki w Borkowie.

Krokusy są, chociaż ledwie co je widać. A berberys Juliany w tym roku cudnie zielony. Wcale nie przemarzł, a przecież było kilka niezłych uderzeń mrozu.



Martwiłam się też o te tulipany, co tak dziwnie wcześnie zaczęły. Jak widać nic im się nie stało.


Jak zwykle trzcinniki były szybsze ode mnie i znowu cięłam zielone. Ale już wiem, że to nie ma znaczenia. Nic tu więcej nie rośnie, bo jak te trzy kępy się rozrosną, to zajmą całą przestrzeń.



Zielone kły są wszędzie. Aż jestem zdziwiona, bo tych tulipanów to rok temu chyba nie było. Piwonia niezawodna. Może jednak nie wszystko ginie w tym ogrodzie, tylko muszę dostosować nasadzenia do warunków ;-) Nie da się przecież wbrew naturze, niby można, ale nie warto, moim zdaniem.


I na koniec moje ulubione kłębowisko - hortensje pnące, w tle berberysy i wiciokrzewy.


Jak ja lubię ten ogród :-)

Jutro ciąg dalszy.

 

piątek, 15 lutego 2019

No mamy wiosnę ;-)


W południe 10 stopni, słonecznie, a kwiczoł, mój stały gość w ognikach sobie żeruje.



Wokół stada wróbli hałasują jak szalone, ale im zrobić zdjęcie jest bardzo trudno. Bardzo płochliwe ptaszyny.

Kolejne kły z ziemi wyłażą




Generalnie w ogródeczku śmietnik i jak nadal będą takie temperatury, to biorę się za sprzątanie.

 
 

piątek, 8 lutego 2019

Wiosna za szybą

 Tylko ;-)

W bezpośrednim kontakcie jednak zimno, ale dzień słoneczny od rana, wyruszyłam szukać wiosny w ogródeczku.

Widok ogólny raczej jeszcze nieciekawy. Szarawo, śniegu resztki, ale kilka zielonych plam znalazłam.

Runianka japońska kwitnie


Ubiorek zielony bo wiecznie zielony ;-)



Berberys Juliany nie przemarzł. Jeszcze!


Jytte zwykle taki zimą. Bardzo go lubię pomimo strasznych kolców.



No a tu wiosna w pełni. Hiacynty wyłażą, ale czy dobrze robią? Niby w perspektywie mrozu nie ma, ale pamiętam marzec 2018. Róże, bzy też w pakach. Oby tak już zostało.