Wichrowy dzień, do tego ten wicher lodowaty. Nie wiem, czy jutro będę mogła się ruszać, bo przewiało mnie solidnie ;-)
Ale kolejne 4 godziny ogrodowania zaliczone, ogródeczek czysty i gotowy na rozkwit wiosny. To zapewne jednak jeszcze nie tak prędko, chociaż patrząc na forsycje w pąkach kto wie?
Niemal wszystkie wiosenne tak wyglądają. To akurat wilczomlecz złocisty, jedyny z wilczomleczy, który co roku jest. Inne przepadły, a miałam całkiem fajną kolekcję, bo bardzo je lubię.
Tu wszystko rośnie i wkrótce będzie bardzo zielono.
Posadzone rok temu rozmaite odmiany trzmielin pięknie rosną.
Niezawodna runianka pod pociętymi na krótko clematisami Polish spirit. Ta odmiana lubi cięcie. Zwykle tnę je na ok. 50cm. W tym roku bardziej radykalnie na 35 cm.
Trawnik jak wszędzie paskudny. Dzisiaj wygrabiłam wory sianka, ale po zeszłorocznej suszy nie wiem jak to będzie. Jedno wiem, bentley będzie w robocie wkrótce, bo krawędzie to masakra ;-)
Tu był murek z cegieł. Niestety kupiłam złe cegły i się rozpadły. Murek zlikwidowany tylko ławeczka pod morwami została. Wielkie miejsce do obsadzenia :-)
I takie wiosenno-jesienne spojrzenie na koniec
Jutro odpoczywam!!!
Miałam jechać do Borkowa, ale wraca zimno, a ja z trudem się ruszam.
Borków poczeka do poniedziałku, kiedy wraca ciepło.