poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Coraz bardziej jesiennie


Pracowałam w deszczu, ale że była to raczej mżawka, nie przerwałam porządków. Zbyt rzadko jestem na Młocinach, by byle deszczyk mnie wypłoszył ;-) Jabłka zebrane i oddane sąsiadowi, ogródeczek wygrabiony, bluszcze przycięte, wszystko pod kontrolą. Widoki bardzo jesienne jednak.

To ulubiony zakątek mojego syna, kiedy w ubiegłym roku spędzał tu jesień. Teraz jest daleko i nie wiem kiedy go zobaczę. Kiedy patrzę na to miejsce, przypominam sobie jak z laptopem pracował pod morwami.



Zielona ściana dławisza i zarośnięta rabatka bluszczowa. Świetnie sobie razem dają radę. I dławisz i bluszcz to jednak ogrodowe bestie ;-) Ja tylko tnę bezustannie obie.


Bardzo zielono wreszcie


Rabata frontowa




Tardiva nadal kwitnie. Cudna odmiana hortensji. Planuję  mieć ją w Borkowie.


Skalniaczek pod wyciętym drzewem jest niezniszczalny. Nic tu nie robię, a zawsze jest jakoś ;-)


Zzieleniały



Dobrze że sąsiad nie ma jabłonek. Mam komu oddawać to bogactwo.


Młociny dają mi spokój, a po ostatnich przeżyciach w Borkowie bardzo mi to potrzebne. Nie mam ochoty na razie w ogóle jechać do Borkowa. I tak pojadę. Robota czeka.
 

piątek, 14 sierpnia 2020

Młociny 14 sierpnia 2020


Rok temu z typowym dla mnie hurra optymizmem ogłosiłam pokoleniową zmianę i nawet uwierzyłam w to przejęcie ogródeczka przez mojego syna. Zapewne dlatego, że bardzo bym tego chciała, ale życie jak zawsze potoczyło się inaczej. Syn wyemigrował ostatecznie z Polski, a ogródeczek przecież wymaga opieki. Albo rozstania. No ale na to nigdy się nie zdobędę i tak wróciłam do 'oblatywania' dwóch ogrodów oraz dzielenia czasu między domem, pracą i co tam jeszcze po drodze się pojawi.
Teraz staram się głównie jednak być na wsi, są wakacje, tam poza tym jest najwięcej do zrobienia. Dzisiaj jednak Młociny, gdzie bardzo zielono pomimo suszy, mnóstwo cienia i ogrom spokoju.





Hortensje zielenieją ;-)






 Rozchodniki niebawem zakwitną



A żurawka Marmalade najwyraźniej zmienia barwy.


Na Młocinach jesieni jeszcze nie widać, tak bardzo jak w Borkowie. Liście wprawdzie się sypią, ale zieleń dominuje. Na wsi raczej coraz bardziej żółto i sucho.

Posprzątałam, podlałam, wracam na wieś.
 

 

niedziela, 2 sierpnia 2020

To co mi kwitnie


10 dni nieobecności, bo sił nie starczało po tych wiejskich zmaganiach. Nie raz już pisałam, jak te dwa ogrody rywalizują ze sobą o moją uwagę  i pracę w nich, ale nie mam wyboru, jakoś to godzę póki co. Dzisiaj nawet przyszła mi do głowy nieco straszna, ale przecież bardzo realistyczna myśl - za parę lat Młociny to będzie cały mój ogrodowy świat, jak sił na Borkowe przestrzenie zabraknie. Niewątpliwie tak będzie, pozostaje tylko pytanie, kiedy będzie konieczny taki wybór. Mam nadzieję, że to jednak kwestia wielu lat.

Plan jest taki, że 80-te urodziny planuję na tarasie w Borkowie ;-), a na Młocinach poprawiny!

Dzień wcale nie upalny, ale to już przecież jednak sierpień. Porządki, grabienie, przycinanie i wielkie cięcie. Jednak ognik poszedł pod sekator. Piła też była konieczna, oj nacięłam się dzisiaj za wszystkie czasy. Potem rozdrobnienie ściętych konarów, jutro dwa tekturowe pudła do których zapakuję te kolczaste paczki pociętych gałęzi i konarów i w środę wielkie ognisko w Borkowie. Dobrze mieć takie miejsce, gdzie można spalić tyle drewna. Co inaczej z tym zrobić?

A tak teraz wygląda cienisty zakątek pod ognikami


Widać go też w tle kwitnących hortensji Tardiva - bałam się, że susza i w tym roku je wykończy, ale mają się świetnie. Bardzo je lubię.


Floksy dopiero zaczynają u mnie kwitnąć


A budleje tak w połowie ;-)




Lilie to już końcówka


Te jeżówki to taki ogrodowy prezent. Co roku wyrastają w tym samy miejscu, gdzie ich nigdy nie posadziłam. Wszystkie te, które posadziłam - niestety dużo tego było :-(  - zginęły niemal po roku. Nie mam do nich ręki. A tak je lubię. Podobnie z rudbekiami - trudno uwierzyć, ale u mnie nawet one giną.
W Borkowie też!



Kalina nie zawodzi koralowo


A co będzie z jabłkami? Nie wiem. Wiśnie zgniły na drzewie :-(  Miały ohydny smak sfermentowanych owoców, do tego pełne były robali.


Ale widok ładny ;-)

Tylko więcej ich w trawniku niż na drzewie. Nie narzekam, tylko pogoda powoduje, że jest jakiś brak równowagi w przyrodzie. Albo potop, albo susza, nie wiem jak dają radę ludzie, którzy mają np. sady?