sobota, 4 lipca 2015

Przesadziłam

z tym spaleniem słońcem, co to ostatnio pisałam ;-)

Dzisiaj zaraz po pracy pognałam na działkę - oczywiście 50 km na godzinę - by podlać ogródeczek. Spodziewałam się niemal pogorzeliska (odpukać!), a tu mokra zieleń. Widać moje ostatnie lanie wody i coraz większy cień padający od morw zrobiły swoje. 

Tak mi się przynajmniej wydaje





Liliowce nowe i początki jeżówek




Trawki i czosnki w różnych etapach rozwoju





Tylko clematis jednak cierpi. Ma tu niestety słonce za długo. Po drugiej stronie pergoli jest znacznie lepiej.


Za to winogronom ta pogoda niezwykle odpowiada. Zapowiada się niezwykły urodzaj.


Dzisiaj wracałam do domu bardzo zadowolona. Oba ogrody pod kontrolą, może nie jest tak jakbym marzyła by było, ale przecież do czegoś trzeba dążyć, wyznaczać sobie nowe cele, gonić króliczka, bo tylko wtedy to wszystko ma sens.

W planach jednak kosa i koszenie traw z synem, który podjął się bycia Głównym Kosiarzem Borkowa!