Zebrałam, przywiozłam, przetworzyłam!
Takie moje veni, vidi, vici, bo tegoroczne owocobranie wymaga zwycięstwa z samym sobą, by przemóc zmęczenie, przesyt, brak czasu i zakończyć z tymi owocami w słoikach.
Z brzoskwiniami o tyle łatwiej, że nie było ich aż tak dużo, a poza tym obróbka o wiele łatwiejsza, niż w przypadku jabłek. Po sparzeniu skórka schodzi sama i owoce gotowe do duszenia w syropie.
Winogrona to dopiero będzie wyzwanie! Te czekają by je zjeść. Reszta wisi i czeka, by je zebrać i co dalej?
I taki żart ;-) Pałka z szyszkami! Po czyszczeniu stawu zabrałam te brązowe ślicznotki do ozdoby tarasu i teraz mają towarzystwo szyszek, zamiast towarzystwa bażantów. Tych ostatnio w stawie bez liku.
Chyba zacznę polować ;-) Oczywiście żartuję, ale nie wiem dlaczego mam ochotę nauczyć się posługiwać bronią palną. Niektóre egzemplarze broni są niezwykle ładne pod względem designu i wykonania.
Od razu zaznaczę dobitnie - zabicie zwierzęcia przeze mnie jest absolutnie niemożliwe. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można strzelić i zabić żywe stworzenie.