Wreszcie słoneczny i ciepły dzień. 6 godzin w ogrodzie. Przy takiej aurze, to żadna praca nie straszna. Do tego zieleń bujna i soczysta, niewielkie straty po mrozach, oczy odpoczywają po tych glonach w stawie i gnijącej trawie w Borkowie.
Zaczęłam od czyszczenia clematisa Paul Farges. Musze przyznać, że Summer snow chyba trochę wymarzł, bo bardzo dużo pędów w górnych partiach było suchych. To nie jest clematis do cięcia, ale czyszczenie coroczne jest nieodzowne. A przy jego tempie wzrostu, wkrótce znów będzie zielona ściana.
Teraz jest tak
Berberys Atropurpurea, hortensja pnąca, na ogrodzeniu Paul Farges, na słupie Wiciokrzew zaostrzony.
A po środku stary krzew bzu. Kwiaty nie zmarzły!
Ruszyły wszystkie odmiany sadźca, hosty ogromnieją
Trawy rosną
Na bylinowej wszystko coraz większe - floksy, jarzmianki, białe jeżówki, tawułki Arendsa, budleje musiałam przyciąć przy ziemi, ale to akurat norma.
Red baron też spory
Liliowce Stella d'oro, ja je bardzo lubię, ale wiem, że nie są popularne.
I ta bujna zieloność ;-)
A winogrona mam w dwóch odmianach. Te na wino mają małe pąki i nic im się nie stało, te deserowe miały spore liście i niestety liści już nie ma. Co z nimi będzie? Trudno teraz osądzić.
I co ja robiłam tyle czasu? :-))))