Rok 2018 pomimo pogody z piekła ;-) rodem odnotuje się jako rok klęski urodzaju owoców wszelkich. Na razie staram się sprostać bogactwu jabłkowej obfitości. Po każdej wizycie na Młocinach wracam z koszem pełnym jabłek zebranych z trawnika. Nie są to jabłka jakościowo doskonałe, ale w 80% nadają się na przetwory. Takie duszone jabłka z cynamonem zamknięte w słoiczku to skarb na zimę ;-)
Koszt niemal żaden, bo na kosz jabłek zużywam ok. 1/2 cukru, tylko pracy sporo, bo trzeba te owoce 'obrobić'. Ale jakoś nie mam sumienia wyrzucać zdrowych owoców.
Upał niemiłosierny, uciekłam znowu szybko do domu.
A ogród bez problemu. Afrykańskie upały mu nie szkodzą i zrobił się bardzo hostowy ;-)
Nie licząc winogron, bo tych też masa ;-)
Przede mną aktywny tydzień. Jutro wyjątkowo w pracy, środa wizyta w tartaku, czwartek zakup piły spalinowej, piątek dostawa drewna i w weekend rusza budowa.
To są plany!