Dzień wolny, czas na wszystko, to i na krótką wizytę na Młocinach.
Po śniegu ani śladu, za to śmieci nawianych przez ostatnie silne wiatry mnóstwo. Nie sprzątałam, bo nadal wieje, a poza tym mżawka, okropnie brzydko. Ustawiłam jedynie nowy palik dla Iwy i uciekłam do innych, przyjemniejszych spraw ;-)
Ale oczywiście jeszcze jak zwykle dokumentacja zdjęciowa - niewielka - bo jest jednak nieciekawie i tylko parę kadrów, gdzie ogródeczek wygląda jako tako. To chyba najgorszy czas dla ogrodów niezimozielonych. Nie narzekam, to raczej tylko konstatacja.
Kosodrzewina - wciąż planuję dosadzić tu jej więcej. Bardzo ją lubię.
Lawendowy zakątek, jeden z kilku. Mnie się podoba w tej zimowej wersji, oczywiście jest regularnie cięta i tylko zastanawiam się, czy rzeczywiście po kilku latach straci całkiem walory estetyczne. Tak twierdzą co poniektórzy ogrodowi znawcy.
Iwa ma lepsze podparcie, z właściwej strony, chociaż palik nadal mógłby być wyższy ;-)
Koraliki dławisza, ogników i głogownik
I clematis Polish Spirit w zimowej wersji - czekoladowej, jak to pięknie ujęła Basia z 4 arowego azylu.
Z Basią poznałyśmy się na jednym z forów i jakoś lata mijają, a Basia nadal o mnie pamięta i zagląda, a ja zaglądam do Niej. I to jest jedna z wielu wspaniałych cech ogrodnictwa - łączy ludzi przez ich pasje i niewiele więcej ma znaczenie.
Gdyby jeszcze ta pogoda nie była taka okrutna. Wszystko potrzebuje światła!