Róże - bo kiedy po czterech dniach nieobecności na Młocinach znalazłam się przed moim ogródeczkiem, zobaczyłam taki widok.
Moje pnące wreszcie się nieco wykazały, a czekałam na to - bagatela - trzy lata !
Nadal pozostaje zagadką, czy to na pewno Flammentantz, bo te moje krzewy kwitną dwa razy, a to nie jest cecha tego gatunku. Zobaczymy, ale ja i tak bardzo lubię pomimo ich niezwykle 'kiczowatej ' urody. No taka jest prawda, że róże zawsze są zbyt pięknie, zbyt czerwone, zbyt doskonałe... Istny kicz, ale chyba powoli zmieniam moje preferencje artystyczne ;-)
Pierwszy zbiór owoców - jagódki kamczackie obrodziły. Jest faktem, że zbieranie ich bez płachty pod krzewami, oznacza jagody z ziemią. Bardzo łatwo opadają.
No i jest kolor piwonii. Niestety ani biały, Baroness Schroeder, ani Red Charm, tylko pospolity 'majtkowy' ;-) Ale i tak się cieszę, bo to moja pierwsza własna piwonia.
Kwiaty na Hortensji pnącej, cudnie rosnącej
Czarne Rudbekie
No i takie tam...
Jutro grillowanie z synem, tutaj, na Młocinach, czyli wielkie świętowanie, tylko inaczej ;-)











