Jeszcze dzisiaj rano narzekałam na brak wiosny, na ogrodowy zastój, a patrząc na poranne prognozy nie miałam zbyt wielkiej nadziei na naprawdę aktywny dzień.
A tu niespodzianka!
Zamiast deszczu i chmur, słońce, ciepło. Na Młocinach wielkie prace ogrodowe, a w Borkowie roboty drogowe rozpoczęte. Wreszcie!
Jutro miałam w planach prace w Borkowie, ale mam zakaz zbliżania się do działki ;-) Pan Karol, mój frontman od prac drogowych zadzwonił wieczorem i przedstawił raczej czarny obraz stanu rzeczy. Zaczęli prace rano, zwieźli gruz ceglany, ale przy dalszych pracach się zakopali, bo zbyt mokro. W efekcie - wg Pana Karola - okolice mojej działki to obraz tak straszny, że lepiej żebym tego nie oglądała i przyjechała na gotowe. Mam dostać zdjęcia i sygnał, że mogę przyjeżdżać.
Dygresja Borkowska, już wracam na Młociny.
Sprzątałam, sprzątałam, grabiłam, grabiłam, cięłam....
Trzy wory śmiecia, ale ogródeczek na Młocinach już pięknieje.
Zacznę od tego dziwoląga :-)
Nie miał gdzie wyrosnąć? :-)
Rabatki czyściutkie, tylko czas się zabrać za wyrównanie tych strzępiatych krawędzi.
Clematis przycięty. To Polish Spirit. Kocha cięcie, dzięki temu cudnie kwitnie w sezonie.
No i pełno nowego życia. Tu Serduszka
Przetaczniki w każdej kępie takie aktywne
Bardzo lubię te pąki na Rokitniku
A tu niespodzianka. Ice Dance, której całą kolonię straciłam w ubiegłym roku odżyła w jednej kępce :-)
Na tym etapie mogę śmiało stwierdzić, że po tej dość ostrej zimie nie mam żadnych strat. Wszystko budzi się do życia. W ubiegłym roku pogrom wszystkich traw, budlei, a przecież to nie była ostra zima.
Jutro zatem wracam na Młociny. Dzisiaj harowałam jak wół, bo w planach na jutro był Borków, no ale skoro mam zakaz...