wtorek, 25 lutego 2014

Dla ukojenia smutku...








Byłam tam dzisiaj, czeka mnie mnóstwo ciężkiej pracy, ale to dobrze.

poniedziałek, 24 lutego 2014

A wszystko toczy się dalej...

Kiedy wali się nam na głowę nasz mikroświat, kiedy istnieje dla nas tylko żal i smutek, to tak naprawdę dotyczy to tylko nas. Wokół wszystko żyje swoim rytmem, pełno jest życia, radości, pewnie też gdzieś innego smutku, ale jednak kula ziemska nagle nie staje w miejscu, chociaż przez moment, tak nam się może wydawać.

A czas, odwieczny lekarz - banał przeogromny, ale jakże prawdziwy -  z każdym dniem zaciera każdy ból. Blednie żal, smutek, poczucie straty, zostają tylko dobre wspomnienia.

A do tego wokół szaleje wiosna i rodzi się nowe życie, na każdym kroku pąki gotowe by odrodzić się w nowej pięknej szacie drzew, krzewów, jeszcze chwila i łany wiosennych kwiatów wywołają nowy uśmiech. Może jeszcze będzie przez łzy, ale przecież rozumiejąc życie i jego wartość, nie da się inaczej. Nasza radość z życia, póki ono jest, jest bezcenna.

Jak dobrze że jest przyroda, że mam te moje 185 metrów, bo kiedy dzisiaj patrzyłam na te pąki, jednak jakoś inaczej już patrzę na wszystko. 

Żegnaj Grysiu, witaj Wiosno.


Niezwykle zielony krwawnik


Rozchodniki, wiadomo, pierwsze budzą się do życia


Pąki na rokitniku, ale tylko żeńskim, męski nadal łysy


Pąki na Rosa Rugosa


Nowe kły Rodgersji


wiosna, nowe życie, wszystko się odradza, tylko to co odeszło na zawsze, odeszło na zawsze....

środa, 19 lutego 2014

Łąki, strumyk i bobry...

Tylko 20 km od granic Warszawy, w dorzeczu rzeki Świder leży moja łąka nad własnym strumykiem. Obok stary wiąz, brzoza i kępy starych drzew, których nazw jeszcze nie znam. Wokół lasy i pola, w najbliższym sąsiedztwie śliczne działeczki rekreacyjne, no i bobry!

Wygląda na to, że mam własne bobry, no bo skoro ich żeremie są w moim strumyku...

Dziki też są.

Pewnie czeka mnie niezła zabawa z tymi zwierzakami, ale na razie to dla mnie czysta radość.

Z tej radości nie zrobiłam nawet pół zdjęcia, ale też i pogoda dzisiaj była paskudna, buro, mżawka, tak więc zdjęcia już wkrótce. 

No czy nie jest cudny!


Zdjęcie pochodzi z serwisu Kraina bobra. W oczekiwaniu na załatwienie formalności i na cieplejszą pogodę zdobywam wiedzę o bobrach, moich nowych sąsiadach.

wtorek, 18 lutego 2014

Wiosenne przebudzenie

Czasu mam coraz mniej, bo praca, bo nowe plany ogrodowe, ale przecież ROD-owej posiadłości nigdy nie zaniedbam. Dzisiaj spędziłam tam - zaznaczam: w słońcu i cieple! - dobre parę godzin i wiem jedno na pewno. 

Nigdy, za nic, nie zostawię dobrowolnie tych 185 metrów, na których od zera stworzyłam coś, co zaczyna żyć niemal już wedle moich oczekiwań.
Jeśli nowe grunta będą, to będą jako drugie, chyba że los zdecyduje, że jednak ROD pójdzie pod koparki.
Po raz pierwszy, a jest to moja trzecia wiosna na Młocińskiej posiadłości, zobaczyłam jak moja praca daje efekty wiosną na taką skalę. Ogromnie dużo życia wszędzie. Pąki, nowe listeczki, kły rozliczne z ziemi wychodzą, zielone soki widać niemal gołym okiem. 
To jest też pewnie sprawa wiosny tej zimy, bo początki ubiegłych lat były jednak inne, ale tez nadal jest obawa, co dalej.

Czy kotki na wierzbie to jednak zapowiedź wczesnej wiosny?



 Krokusy coraz większe


Łebki szafirków pod jabłonką w sporych ilościach, ale czy zakwitną?


Pąki na trzmielinie oskrzydlonej


Podobne pąki na wszystkich krzewach, azalia japońska zieloniutka, hortensja dębolistna też ma pąki, jak tak dalej pójdzie, zazieleni sie mój ogródeczek za miesiąc.

Trawki


Trawki, ale widać też kły tojeści kropkowanej, takiej z żółtymi brzegami. Nazywa się 'Golden Aleksander'


 To mój zeszłoroczny zakup i uważam ją za bardzo dekoracyjną roślinę.




Przycięłam trzcinniki i jest porządek 


Berberyski


Nie mam już więcej zdjęć, słońce zaszło, a ja grabiłam, czyściłam, porządkowałam ciesząc się każdą chwilą po takiej długiej przerwie.

Jutro wizyta w nowym miejscu... No i co to będzie?

środa, 12 lutego 2014

W poszukiwaniu zielonego

Wprawdzie miałam dzisiaj wreszcie pisać dalej o Maderze, ale zupełnie mi się nie chce. Za oknem plucha, a ja sobie zaplanowałam na dzisiaj wizytę w ogrodzie.

Bez sensu, w ulewnym deszczu wędrowałam po zakątkach mojej działeczki w poszukiwaniu życia, zieleni i urody.

Urody nie znalazłam, bo taka pogoda to ni pies, ni wydra, mokro, szaro, buro, tu śnieg, tu błoto, ogólna paskuda. 

Za to życia i zieleni znalazłam mnóstwo! Mam wrażenie, że nic nie zmarzło poza oczywiście Hebe i Głogownikiem. Hebe to oczywista oczywistość, a Głogownik i tak był marny, więc wytnę go przy ziemi i dam mu szansę na lepsze jutro.

A co znalazłam?
Znalazłam cudownie zieloną i w świetnej kondycji moją Morrową Turzycę 'Ice dance'


Siedziała dość głęboko pod śniegiem niczym nie przykryta i jest jak nowa!

Inne trawy:


Jeszcze w śniegu, ale wcale nie jest źle. Miłka, Turzyca Buchananii, Trzcinnik Foerester jeszcze tydzień temu pod metrową warstwą śniegu, dzisiaj wyglądają tak. Zalecane jest cięcie na wiosnę, ale z Miłką i Buchananii to się zastanowię.

Wspaniale przezimowała berberysowa Juliana


Jak widać wokół pełno kiełków krokusów!


O nie nie martwię się wcale, jak tylko zrobi się cieplej spodziewam się tutaj niebieskiego dywanu. A może żółtego???

I jeszcze nieco zieleni. Ubiorek


Moje trzmieliny, ta czerwona od Joasi



 Iglaczkowa rabatka


i chyba jednak niezniszczalne wilczomlecze


To na tyle, chociaż w planach nowa lokalizacja ogrodu, jak dobrze pójdzie. Chyba znalazłam wymarzone miejsce wśród pól i lasów, gdzie powoli powstanie mój wymarzony ogród. Czy tylko jednak się uda?

niedziela, 9 lutego 2014

Wilczomlecze

Oglądałam dzisiaj wilczomlecze na rozmaitych zdjęciach i tak mi żal, że moich teraz nawet jeszcze nie widać spod śniegu, a już tak bardzo czekam na ich kolorowe listki o najrozmaitszych kształtach. 

Te migdałolistne w odmianie Purpurea są tak cudne w kolorach od zielonego po ciemną czerwień, z ciemnoczerwoną łodyżką




Tak było w sierpniu 2013 wkrótce po ich posadzeniu. Kwiatów już nie było, a przecież i kwitnienie mają warte uwagi.
To zdjęcie z atlasu roślin

Mam nadzieję mieć podobne ukwiecenie w tym roku.

A w ogóle to mam zamiar do tych odmian, które już mam - Złocistego, Maritimi, Groszkowego i Białoobrzeżonego dodać nowe odmiany, bo uważam wilczomlecze za prześlicznie dekoracyjne rośliny.


Ot takie wspomnienia ogrodowe, zanim znów będzie można mieć je na żywo.



I jeszcze tylko podarowana sadzonka Groszkowego i podwójnie miłe wspomnienie, nie tylko rośliny, ale też wspaniałej ofiarodawczyni.


Tu jeszcze w domu stoi sobie pod krotonem, a teraz nie wiem nawet co tam pod śniegiem jest. Ale myślę, że posadzona 31 października 2013 roku zdążyła się dobrze ukorzenić i wkrótce pokaże zielone 'szczotki'.

A to jego ostatnie zdjęcie z 4 grudnia 2013.


Śnieg powoli znika, kropi deszczyk i mam nadzieję w środę lub czwartek już go nie zobaczyć wcale.

piątek, 7 lutego 2014

Zakupy?

Ze znakiem zapytania, bo do zakupów droga daleka, na razie to rekonesans, ale jednak ciągnie...
Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku zajrzałam do moich ulubionych sklepów.
Trochę dlatego, że poza rewelacyjnym stanem ducha i zapachem wiosny w powietrzu, zdobyłam niezwykle optymistyczne informacje na temat naszego ogrodu ROD-owego. Wszystko wskazuje na to, że plany sobie, a życie sobie. To taka papierowa twórczość, a od jej powstania do realizacji czasem wieczność mija. Może generalnie to mało optymistyczne, ale akurat w przypadku naszego obszaru miasta i dzielnicy Bielany to jest wiadomość wspaniała.
A zatem, po mnie choćby potop, a ja aktualnie znowu mam energię do rozwoju mojego ogródeczka ROD-wego.

Moje roślinne plany, to na tę chwilę uzupełnienie ogrodu o kolor biały. Cudny kolor, a u mnie poza Ubiorkiem wiecznie zielonym białego brak.


Będą białe piwonie. O takie:


Ta ma piękną nazwę 'Mother's choice' i ma mieć niezwykle wielkie, gęste kwiaty.


Ta zaś to piwonia chińska o nazwie 'Shirley Temple'.

Zdjęcia pochodzą z 'mojego' sklepu. To znaczy sprawdzonego przeze mnie. kupowałam tam liliowce w zeszłym roku, w tym też dokupię parę sztuk, ale wyłącznie w kolorze ciemnym.
O takie np.:


Tyle pierwszych planów, ale już to oczekiwanie 'w dołkach startowych' jest, już myślę czy nie czas kłącza kanny do ziemi wsadzać... 

Ale staram się powstrzymać od falstartu, by potem nie mordować 'pędzonych' na parapecie roślin, by nie za wcześnie wsadzić je do ziemi, bo co przyniesie kwieceń, to przecież nadal wielka niewiadoma.

wtorek, 4 lutego 2014

Śniegowy ogródek

Po 4 tygodniach przerwy dzisiaj odwiedziłam wreszcie moje ogrodowe metry. 

Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak długo mnie tam nie było. Do tego powrót na działkę oznaczał powrót do radosnej normy, a tamte czarne cztery tygodnie odchodzą w przeszłość. Szybko zwykle zapominam wszystko co było złego w moim życiu, czasem całkiem wyrzucam z pamięci. Och, jak to wspaniale znowu cieszyć się ze wszystkiego!

Wbrew moim obawom, chyba wielkich strat nie będzie, bo biały puszek okrył wszystko szczelnie, śniegu jest naprawdę gruba warstwa, co widać na zdjęciach - płotki niemal całe zakryte.


Berberysy za płotkiem zniknęły pod śniegiem, z przodu tylko patyczki pęcherznic, biało.

Ścieżka zasypana, tylko pod ogrodzeniem zielenią się bluszcz i głogownik, ogniki i tuje. Głogownik całkowicie bez okrycia i wcale nie wygląda źle . Na razie. Zobaczymy co będzie.



Piuropusze tawułek i kosmate gałązki róży pomarszczonej, jakieś ślady na śniegu i tyle.


Nacieszyłam się chyba ostatnim zimowym widokiem, bo jednak codziennie coraz cieplej, zapewne wkrótce śnieg zniknie.