Jakże paskudny dzień pogodowo. Szaro, zimno, pada, a ja na Młocinach wbrew wszystkiemu. Bo ja tak właśnie lubię. Inaczej niż stadko truchtające tam gdzie wszyscy. Wokół ani żywej duszy, deszczyk szemrze po liściach, a ja w cieple włączonego olejaczka (grzejnik olejowy, zakup syna) suszę się i dogrzewam w przerwach między grabieniem.
Posprzątałam, zrobiłam trochę zdjęć i do domu, bo nie mam ochoty się przeziębić. Jeszcze jest praca, jest Borków, jest dom, całe mnóstwo spraw i przyjemności, trzeba być w formie.
Dzisiejsze mokre obrazki