Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pęcherznica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pęcherznica. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2018

?


Chciałam dać tytuł susza, ale męczy nas ona tak okrutnie, że nie zasługuje na ważne miejsce. Ale niech wie ta pogoda, że mamy jej dość. Z przyjemnością czekam na te zapowiadane ochłodzenia i deszcze. Oby się tylko to sprawdziło. 

Brak deszczu martwi mnie o tyle, że mam spore przerwy w wizytach na Młocinach, a posadziłam tam ostatnio trochę nowych roślin. Starsze, długo rosnące dają sobie radę doskonale, ale te 'świeżaki' ?

Z duszą na ramieniu i trochę na siłę jechałam dzisiaj po pracy, wieczorem do ogródeczka, by zobaczyć co z nimi. No i podlać. Inna sprawa, że to świetna godzina do podlewania :-)  

Był czas najwyższy!  

Wprawdzie żadna roślina nie padła, wszystkie - poza łubinem - wyglądają doskonale, ale  widać, że były na granicy wytrzymałości. Ziemia jak pył, trawnik... szkoda nawet pisać o tych wypalonych plackach :-(

I zaraz raport o nowych ;-), ale najpierw moje kwitnące kaskady


Można powiedzieć - przecież to tylko pęcherznice. Ja uważam je za cudne krzewy i nie wyobrażam sobie ogrodu bez nich. Szczególnie że mają tak wspaniałe odmiany w kontrastowych barwach liści. Nie są wymagające i poza regularnym cięciem formującym po kwitnieniu, to rośliny niemal bezobsługowe.



Tu już ogniki kolumnowe. Też moja słabość


Krzewuszka cudnie kwitnie. Mam ja z nimi przeprawy, wymarzają, nie rosną, te ciemne ledwie żyją :-(

Ale ta!





A nowe?

Trzmielina Sunspot cudnie się ma i uważam, że to był świetny zakup. I tu, i w Borkowie pięknie sobie rośnie.


Jest ich tu kilka w rozmaitych stadiach rozwoju. Jest też łubin i niestety chyba jest kiepsko. To moja kolejna próba z łubinem tutaj. Chyba zabiorę go do Borkowa.


Skalnica i kokoryczka wbrew obawom wspaniale, lilia orientalna też, a zawciąg kwitnie i kwitnie, ale stale usuwam mu te przekwitłe pędy.




Noc czarna, jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Bo przecież nie jest ważne, że jestem zmęczona jak psisko, tylko to że niczego nie zaniedbałam, że znowu dałam radę. No tak już mam ;-)


piątek, 24 czerwca 2016

Szpaczki, kwiaty i owoce.


W przeciwieństwie do Borkowa, gdzie orka na ugorze i znikome efekty w kierunku ogrodu ;-), Młociny to moja bombonierka, gdzie na niewielkiej powierzchni mogę dopracować każdy zakątek. Z rozmaitym efektem oczywiście, ale to nie jest walka z żywiołem traw, skrzypu, rdestu, chrzanu, glonów, moczarki......

Tu niemal nie ma chwastów nawet w trawniku, bo regularnie je wyrywam, każda roślina obskubana, przycięta, nawieziona kompostem lub gnojówkami, podlana, pochwalona, dopieszczona ;-)

A że dzisiaj skwar nieludzki nastawiłam zraszacze, nalałam świeżej wody do pojemników dla ptaków i usiadłam sobie z aparatem na wprost morwy w oczekiwaniu na szpaki. Bo kłębią się u mnie jak szalone. Wkrótce przybył młody


Napił się wody z gliniaczka


A drugi miał problem i nie potrafił wskoczyć na krawędź garnka. Dziobał garnek i skrzeczał, co mogłam obserwować przez zoom'a. Mój błąd, już wystawiłam płytkie poidełka.


A tu dorosłe szpaki na morwach. Trudno je pokazać lepiej, bo liści dużo.


Kwiaty coraz to nowe są, albo stare tylko coraz ich więcej. 

A czosnki u mnie nieliczne w tym roku. Jak reszta cebulowych poza kępą liści nic więcej się nie pokazało. Te są wyjątkowe.


Dzwonki skupione kwitną. To akurat bylina niezawodna, tylko u mnie za szybko zasycha w dolnych partiach. Teraz rośnie w zacienionym zakątku, zobaczymy, czy to pomoże. 


Lawenda po dobrym cięciu w tym roku. Cięcie lawendy wbrew pozorom wcale nie jest łatwe. Nie można za mało, nie można za dużo, trzeba nadać kulisty kształt. Powoli się uczę i tej sztuki.


Cudne tawułki i jak na razie bardzo słabiutki kwiat Rudbekii Green Wizard. Póki co zawód, ale poczekam. Oczywiście po Rudbekii Black Beauty, która niestety nie zniosła mroźnej wiosny, trudno jej będzie dorównać chyba.


Ten Clematis już mnie pokonał ;-)


Pomarszczona kwitnie i pachnie. Cały ogród aż słodki od jej aromatów.


Tylko pęcherznica ;-)


Pierwszy zbiór


To wczesna odmiana wiśni. Stare drzewko, nie znam oczywiście nazwy.




środa, 18 czerwca 2014

Radość z powrotu

Kilka dni przerwy i jak miło znowu cieszyć się tą własną zielonością. Jakoś udało się opanować pracowe szaleństwo i oto znowu długie godziny na Młocinach i powoli jakby odzyskiwany spokój. Jak dobrze, że są ogrody. 

Najpierw koszenie trawnika, potem cięcie wąsów na obrzeżach rabat, potem grabienie, potem podlewanie. Zawsze grabię i podlewam trawnik bezpośrednio po koszeniu - inaczej świeżo ścięta trawa zasycha w słońcu i robi się biała. Grabienie napowietrza trawnik i usuwa zawsze sporo martwej trawy na poziomie korzeni. Oczywiście kosiarka ma kosz, ale to nie o grabienie skoszonej trawy chodzi, a o wyczesanie suchych traw, rozmaitych pozostałości i o takie ożywienie ogólne trawnika. Działa.

A oto kawałek mojej zielonej połaci po koszeniu dzisiaj.


Tojeść i Trojeść



Żurawkowy gąszcz


Hortensje wyhodowane z patyczka


Rokitnik, krzew ulubiony ;-)


Kolejne wcielenie kwiatów Rodgersji. Teraz otwierają się białe kwiaty z czerwonych pąków


Berberysy!




Bagatelle


Kolejny etap w rozowju Rudbekii Black Beauty. W tle Wiciokrzew zaostrzony w szaleństwie kwitnienia.


Pęcherznice czekają na sekator, ale jakoś żal...


Jutro też tutaj. Wyjazd do Borkowa i praca w święto na wsi raczej nie do przyjecia.