środa, 29 marca 2017

13 tydzień roku :-)

Po wczorajszej rozpaczy w Borkowie, dzisiaj szukałam ukojenia na Młocinach.

Kiedy jednak podjechałam pod bramę ogrodu i zobaczyłam taki widok


pomyślałam przez moment, że może być jeszcze gorzej. Na szczęście okazało się, że nasz ogród gra w filmie, a straż też. Nic się nie paliło poza ogniskiem obok mojej działki i to całkiem legalnie, bo ogród - do potrzeb filmu - miał być zasnuty dymem.

No to był i była to super okazja,  by spalić wycięte na jesieni rokitniki, oczyścić co się da i pozbyć bez konieczności targania worów ze śmieciem.



Oczyściłam clematisa Paul Farges - jego się w zasadzie nie tnie, ale cięcie oczyszczające zawsze jest potrzebne. Poza tym wlazł mi na bez, a tego nie lubię, bo ten krzew bzu to stara odmiana i kwitnie zabójczo. A tu jego pąki


Listki na pomarszczonej 


i na pęcherznicy, ale tylko na Luteus, te ciemne jeszcze daleko


Wszystkie berberysy w czerwonych oczkach


Wielkanoc blisko ;-)


A tu kolejna niespodzianka od strony sąsiada. Strasznie niesympatyczny typ, do tego utrzymuje wieczny bałagan, bo stale buduje i rozbudowuje dom, jakby to była działka budowlana, a nie działka w ROD. Płot też nielegalny, bo pomiędzy działkami nie wolno grodzić wyżej niż 1 m i to nie takimi zaporami. Ja jednak wolę ten płot, niż patrzeć na te cegły składy, folie...


I niestety jeszcze jedna niespodzianka. Róże pnące wymarzły do kopczyka. Wszystkie! A były takie cudne. To już chwilowo wspomnienie


A potem lunęło. Nie zdążyłam wyciąć wszystkich róż, a nie jest to łatwe zadanie, bo kolczaste są bardzo, a te najstarsze mają bardzo grube odnogi. Wierzę, że odrosną. 


wtorek, 21 marca 2017

Wreszcie się coś dzieje!


Jeszcze dzisiaj rano narzekałam na brak wiosny, na ogrodowy zastój, a patrząc na poranne prognozy nie miałam zbyt wielkiej nadziei na naprawdę aktywny dzień.

A tu niespodzianka!

Zamiast deszczu i chmur, słońce, ciepło. Na Młocinach wielkie prace ogrodowe, a w Borkowie roboty drogowe rozpoczęte.  Wreszcie! 

Jutro miałam w planach prace w Borkowie, ale mam zakaz zbliżania się do działki ;-) Pan Karol, mój frontman od prac drogowych zadzwonił wieczorem i przedstawił raczej czarny obraz stanu rzeczy. Zaczęli prace rano, zwieźli gruz ceglany, ale przy dalszych pracach się zakopali, bo zbyt mokro. W efekcie - wg Pana Karola - okolice mojej działki to obraz tak straszny, że lepiej żebym tego nie oglądała i przyjechała na gotowe. Mam dostać zdjęcia i sygnał, że mogę przyjeżdżać.  

Dygresja Borkowska, już wracam na Młociny.

Sprzątałam, sprzątałam, grabiłam, grabiłam, cięłam....
Trzy wory śmiecia, ale ogródeczek na Młocinach już pięknieje. 

Zacznę od tego dziwoląga :-)


Nie miał gdzie wyrosnąć? :-)

Rabatki czyściutkie, tylko czas się zabrać za wyrównanie tych strzępiatych krawędzi.



Clematis przycięty. To Polish Spirit. Kocha cięcie, dzięki temu cudnie kwitnie w sezonie.


No i pełno nowego życia. Tu Serduszka


Przetaczniki w każdej kępie takie aktywne


Bardzo lubię te pąki na Rokitniku


A tu niespodzianka. Ice Dance, której całą kolonię straciłam w ubiegłym roku odżyła w jednej kępce :-) 


Na tym etapie mogę śmiało stwierdzić, że po tej dość ostrej zimie nie mam żadnych strat. Wszystko budzi się do życia. W ubiegłym roku pogrom wszystkich traw, budlei, a przecież to nie była ostra zima.

Jutro zatem wracam na Młociny. Dzisiaj harowałam jak wół, bo w planach na jutro był Borków, no ale skoro mam zakaz...




piątek, 17 marca 2017

Skorzystałam !


Udało się!

Trafiłam na 'pogodowe okienko' i w słońcu, cieple pracowałam 4 godziny w ogrodzie. Marzec nas niestety nie rozpieszcza w tym roku w sensie ogrodowym, bo ciągle dość zimno i właściwie ogrody nadal śpią. Poza początkowym kiełkowaniem wszystkiego w pierwszych dniach marca, potem wszystko zamarło.

A teraz śnieg z deszczem tłucze o szyby :-(

Za to są krokusy. Wprawdzie bardzo małe, mniej liczne niż rok temu, no ale są !


Trzcinniki jak zwykle za późno przycięte, ale im nic nie zaszkodzi. Zaraz będzie cudna zielona kępa. Po ścięciu chochoła wydobyłam z kępy trzcinnika srocze zasoby w postaci wielu orzechów pochowanych wśród traw. No ale teraz z głodu nie umrą.


I te zielone kły! Co też w tym roku wyrośnie, a co nie ?



Trawnik paskudny jeszcze. Grabienie to teraz podstawa, by usunąć sianko, śmiecie, dotlenić. Wcale nie jestem zwolenniczka wertykulacji. Reklamowana przez firmy ogrodnicze, ale można to zastąpić - wprawdzie bardzo ciężką pracą - ale zwykłym grabieniem. Dzisiaj kolejne wory sianka, śmieci, ale ogród nadal smętnie wygląda. 

I ogród i ja czekamy na słońce i ciepło.



piątek, 3 marca 2017

Kocham ogrody!

Po prostu. 

Dzisiaj niemal na czterech z powodu nadal utrzymującego się wycieńczenia organizmu po chorobie spędziłam ponad 5 godzin na pracach ogrodowych i już pod koniec dnia, byłam jak nowo narodzona. 

Wprawdzie nóżki mi się trzęsły, siódme poty biły, ale nadal żyję ;-)

Co więcej, mam się nawet lepiej, a widok wyczyszczonego ogródeczka na Młocinach był jak balsam dla umęczonego umysłu.

A co zrobiłam? Przede wszystkim sprzątanie. Nawiało rozmaitego śmiecia na rabaty, a że wszędzie zielone kły z ziemi wychodzą, nie sposób, by w tym śmietniku rosły. Dwa wory śmiecia zebrane, a oto kły ;-)








Cały ogród pełen jest tego nowego życia, co zaskakuje, bo tydzień temu nie było niemal nic. Jeszcze się nie ciesze, bo rok temu z tych zielonych kłów nic nie wyrosło, ale mam wrażenie, że ten rok jest inny.

Ścięłam wszystkie byliny zostawione na zimę do dekoracji, przycięłam Red Barony, budleje, uformowałam lawendę, wygrabiłam tony sianka z trawnika i .... z trudem wróciłam do domu ;-)

Za to w domu mogłam sobie powspominać dzisiejszy dzień :-)

Marketowe primule rosną kolejny rok


Kostrzewy wyjątkowo ładnie przezimowały


Bylinowa pusta, no ale jaka ma być ;-)


Widoczki ...