Dzisiaj kolejne ugryzienie przez osę i to w tej samej części ogrodu, więc za radą ogrodowej sąsiadki zaczęłam szukać, czy przypadkiem osy nie osiedliły się u mnie bardziej trwale. Już po chwili znałam odpowiedź.
Niestety, osiedliły się w domku gospodarczym.
Zdjęcie na szybko, bo bałam się kolejnych ugryzień, do tego z telefonu, bo nawet nie brałam dzisiaj aparatu fotograficznego.
No i mam problem, wprawdzie sąsiadka pożyczyła mi resztki swojego spray'u zwanego Gaśnica na osy, ale nie jestem pewna, czy było go dość, by unieszkodliwić osy. Jutro kupię nową tubę i będę walczyć dalej.
Nie mam w tym momencie wątpliwości do zastosowania chemii w ogrodzie. Ja walczę o życie ;-)
Szyja spuchnięta, puchnie kolejne ugryzienie, no mam trochę dosyć.
Na pocieszenie wreszcie nie żółty liliowiec i nadal cudne anabelki.




