Ostatni raz w lipcu na Młocinach. Dzień wietrzny, momentami wręcz jesienny. Jakoś smutno dzisiaj w ogrodach. Wprawdzie wszystko się zieleni, nawet liści opadłych mało, ale może to ten szelest gałęzi podczas porywów wiatru, może szare chmury co i raz zasłaniające słońce, może to po prostu taki mój jesienny dzień ;-)
A może znowu oczekiwanie na jutro, bo w planach wreszcie Borków. Po dwóch tygodniach przerwy.
Trzmielina oskrzydlona, Zebrinus i Sadziec
Wysiane dziwaczki długo wegetowały w upały, ale teraz chyba ostro ruszyły.
Budleje przekwitają
Trawnik coraz ładniejszy
Jabłka niemal gotowe
Może nie są to jabłka doskonałe w smaku, ale ich wygląd na drzewie po prostu mnie zachwyca.
Wiatr wygonił mnie do domu wcześniej, jakoś nie było nastroju do cieszenia się ogrodem.






































































