Myślę, że to jest to, co robią wszyscy ogrodnicy w kwietniu ;-)
Po długiej zimie, śniegowej wiośnie w marcu, idziemy przez nasze ogrody od rośliny do ogrody, patrząc co już jest, jakie jest, czy jest?
Szczególnie to ostatnie pytanie jest czasem trudne. Już wykopywać, czy jeszcze poczekać. Mam tak z hortensją dębolistną. Co roku jej mniej i chyba to już jej koniec. Nawet jak odżyje, to marnizna taka, że chyba się rozstaniemy. To zawsze trochę żal.
Ale przecież są i miłe niespodzianki! Serduszka wyrosła jak krzak i cała w pąkach.
Ziemia spieczona, sucho a deszczu nie widać przez kolejne tygodnie.
Ogród jednak daje radę
Wilczomlecz złocisty w pąkach
Kępy floksów
Szafirki jak wszędzie w ogrodach - jak czytam ;-) - niestety marnieją
Trzcinnik na tym etapie jest cudny. Potem mniej go lubię, ale nadal uważam, że to świetna trawa
Ubiorek wiecznie zielony zakwita. To kępka z rozsady. Stary ubiorek odbija, bo ścięłam go dla odmłodzenia przy ziemi.
Tawułki też zaskakują, bo w pełnym słońcu i w ziemi jak gliniany spiek pieknie rosną.
Karłowacieją też hiacynty.
Marmalade niezawodna odrasta
Pierwsza w tym roku sasanka. Ta miała być biała ;-)
Kolejny 'karzełek'
Ostatnio nawiedzają mnie wątpliwości, ogarnia zniechęcenie, mój wrodzony optymizm, o którym piszę w notce o mnie, gdzieś zanika. To podobno poszpitalna trauma, może kwestia wieku, a może moja wrodzona potrzeba szukania czegoś nowego.
Wczoraj bardzo serio rozważałam wyprawę do Nigerii, by raz jeszcze odwiedzić stare miejsca z tej mojej afrykańskiej przygody, ale rozsądek mnie powstrzymał. Północna Nigeria to nie jest region turystycznych wycieczek.
Nie zmienia to faktu, że tracę motywację, dawny entuzjazm, działam raczej z poczucia obowiązku, niż dla przyjemności. Pewnie wkrotce coś wymyślę, by to zmienić.
Może jednak pojadę do Afryki ;-)