sobota, 30 czerwca 2018

Jabłka w hortensjach ;-)


Wpadłam wczoraj do ogródeczka po 8 dniach pracy prawie bez przerwy, dzisiaj też znowu praca  - koniec roku akademickiego to zawsze orka, ale przecież wkrótce wakacje :-) W ogródeczku bałagan nieziemski, jakiś orkan chyba tu przeszedł. Część pnączy winogron na ziemi, trawnik zasłany jabłkami, pełno suchych liści i połamanych gałęzi.

Sprzątałam 4 godziny, a potem w domu zasnęłam przed telewizorem oglądając mój ulubiony serial Midsomer murders :-( Znaczy się starość. A serial ma długą angielską tradycję i oglądam go głównie dla krajobrazów angielskiej prowincji, świetnych aktorów dystansu do zbrodni.

A jabłka w hortensjach? No takie widoki


Konary jabłonki sięgają ziemi pod ciężarem owoców


A tu wyścig lilii - która wyższa ;-))))



Kalina naprawdę koralowa. Zero mszyc!


Gnam do pracy. Miłego dnia odwiedzającym :-)

czwartek, 21 czerwca 2018

Wisienki ;-)


Moja wiśnia to rachityczne i bardzo stare drzewko, jak wszystkie na Młocinach odziedziczone po poprzedniku. Zwykle owocuje kilkunastoma owocami, więcej tego dla ptaków, niż dla zbierania. Ten rok - jak wiadomo -  jest absolutnie wyjątkowy pod względem zjawisk natury i chociaż susza szaleje i uszkodzi wiele zbiorów, owoców będzie w bród.

Zamiast garstki wiśnie mam prawie pełną dużą łubiankę. Do tego wiśnie pyszne, słodkie!


Ogródeczek odwiedzany 2 razy w tygodniu jakoś trwa, ale część roślin powoli zamiera. Dzisiaj wycięłam prawie wszystkie przetaczniki Christa. Zwykle to okaz w moim ogrodzie, bo rozmnożyłam je na liczne kępy i kwitną okazale tymi syrenimi ogonami. Może odrodzą się za rok. Do tego zaatakował je mączniak.

Budleje marniutkie, ale kwitną. Ta ma cudny kolor. 



Rugosy kwitną i zaraz przekwitają.


Ale są herosi tych trudnych warunków. Ten ciemny rozchodnik w pełnym słońcu trwa. Ja też ;-)


czwartek, 14 czerwca 2018

Pod gruszą i o urodzaju


Grusza ma niewiele lat mniej niż ja. 

Ogród - ROD założony przez Hutę Warszawa dla jej pracowników - powstał w latach 60-tych. Wtedy też pewnie pierwszy właściciel działki posadził liczne drzewa owocowe, w tym gruszę. Z tamtych drzew pozostały jedynie 2 jabłonki, 2 wiśnie, 1 brzoskwinia, 3 morwy no i ta grusza.

Zwykle ta grusza to raczej problem, choruje, sypie liśćmi, nie owocuje. Jest, bo lubię te jej stare, pochylone konary, daje cień, jest niezwykle malownicza pomimo wad, jakie ma. W tym roku jak wszystko inne i grusza jest nietypowa. Nie choruje, pełna zdrowych zielonych liści i pełna owoców!

Ten konar zawieszony na drzwiami domku to mój ulubiony kawałek tego ogrodu. Stąd przecież nazwa bloga o ogródeczku na Młocinach.



Tak więc owocuje wszystko i to w ilości, która zdumiewa. Na jabłonkach, na morwach. Dla mnie to piękny widok tych przygiętych do ziemi pod ciężarem owoców konarów. 


Morwa to stołówka ptactwa wszelakiego, bo kto by to zbierał! Drzewa mają teraz 5-6 metrów wysokości, są piękne. Ja objadam się tymi czarnymi jagódkami z dolnych gałęzi, górne zostawiam srokom, wróblom i wszelkim innym ptakom, których codziennie jest tu setki. Robią straszny hałas, a śmietnik pod morwami jest trudny do opisania ;-)

Do tego to czarna morwa, wszystko jest brudne, hosty poplamione, trawnik za to chyba lubi ten rodzaj nawozu, bo pomimo cienia tu, pod morwami jest wyjatkowo ładny jak na nasze obecne warunki pogodowe. 


  No właśnie. Warunki pogodowe :-( 

Kiedy dzisiaj po 5 dniach przerwy dotarłam na Młociny zobaczyłam dość marny widok. Tuż przy wejściu rośnie rodgersja kasztanowcolistna. Zamiast cudnych, wielkich, wyprostowanych liści zobaczyłam  płaski, ale jeszcze zielony naleśnik. 

Ruszyłam do ratowania - podlewanie, podpory i kiedy odjeżdżałam rodgersja wyglądała tak. Widać nadpalenie liści.


Niektóre liście jeszcze nadal nie odzyskały sprężystości



Nie wyobrażam sobie mojej drewnianej ścieżki bez rodgersji ;-)


Lałam wodę cały dzień, ale widać, że ogród słabnie. Z każdym kolejnym dniem bez deszczu będzie coraz gorzej. Póki co jeszcze to wszystko jakoś wygląda i do tego kwitnie.







I w sumie jest zielono




Wczoraj Borków. Nadal koszę sama. Jak skończyłam kolejny kawałek nie miałam siły zrobić zdjęć :-(
Nie nocowałam, bo wiadomo Młociny. Jutro znowu Borków i koszenie. 

OMG CZEKAM NA WAKACJE!



piątek, 8 czerwca 2018

Moda na rdzę, czyli nowe ozdoby ogrodowe


Raczej rzadko ulegam modom, ale nowe rzeczy zawsze mnie inspirują do nowym poszukiwań. Tak się złożyło, że musiałam coś zrobić z gęstwą róż wielokwiatowych. Leżały na wszystkim, nie dawało się przejść pod pergolą dla clematisa, zarastały clematisa. Poszukując podpory na te kolczaste stwory natrafiłam na kute pergole w kolorze rdzy. W dodatku za niewielkie pieniądza za komplet 3 sztuk.

To tej paczki szukałam wczoraj i myślałam, że zginęła. Dzisiaj zanim jeszcze zaparzyłam kawę przesyłka była już w domu. Trochę się denerwowałam, czy w paczce nie będzie jakieś badziewie, bo kurier zapytany o przesyłkę odparł: 

"Tak, tak jakieś zardzewiałe druty"

Uff... co za cudo! Tu jeszcze w domu



Zamówiłam też z rozpędu takie zawieszki, bo za grosze, a ładne.



Wiszą :-)


A pergole stoją. Przyznam, że 'wepchanie' kolczastych pędów róż do tych pergoli nie było łatwe. Trochę je pocięłam, ale one rosną jak dławisz, więc zaraz znowu będę je cięła.






Ja jestem zachwycona tymi zardzewiałymi drutami ;-))))

A tu jeszcze wisienki. Nie jest ich tak dużo jak jabłek, ale za to jakie ładne.



środa, 6 czerwca 2018

Zagadka ;-)))


A co to ?


Ja wiem, bo kupiłam i posadziłam, ale sama nigdy wcześniej nie widziałam, chociaż to w sumie pospolita roślina. Basia na pewno wie, tylko nie wiem czy jeszcze tu zagląda ;-)

Mam więcej zdjęć, ale wkleję jak ktoś odgadnie.

Poza tym jak zwykle sporo prac porządkowych, trawnikowych no i zbieranie jabłuszek. Nadal dużo opada. 

I kolejne kwiatuszki










piątek, 1 czerwca 2018

Czerwcowe refleksje w upale


Od kiedy pamiętam byłam w ogrodzie. 

Tym w starym domu, jako dziecko. Pisałam o tym wiele razy. 

Potem był straszny, szary blok na głuchej prowincji, potem na szczęście wielkie zmiany, ogród w Afryce, potem moja praca i zamiana wszystkiego na wielki świat. 

Dosłownie. 

Mało jest miejsc na świecie, gdzie mnie nie było. A przecież zawsze i ciągle marzyłam o jednym - o ogrodzie. Od 2011 roku mam Młociny, od 2014 mam Borków. Naprawdę zrealizowałam swoje marzenia i chociaż grzbiet boli od pracy, pogryzione i podrapane ręce nie dają spać, dzisiaj kiedy zabierałam do kosza wyposażenie na Młociny byłam szczęśliwa. Wczoraj Borków, dzisiaj Młociny i tak co tydzień. I niech tak zostanie :-) 

A Młociny? Dają radę w tych tropikach, tylko te wiadra opadłych jabłek nieco mnie martwią. Wprawdzie na drzewach nadal ciężar owoców skłania konary ku ziemi. Urodzaj będzie niezwykły.


Róże pomarszczone ścięte jesienią do ziemi uznałam za stracone. Odrosły cudnie zagęszczone i znowu kwitną


Astilbe w pełnym słońcu. No cud jakiś ;-)


Rabata z konarem. Skalnica cudnie się ma, a kokoryczce dodałam kamień, jako cieniowanie. Obskubałam yukki z brzydkich liści. Nie wiem co im jest, ale źle rosną. A ta zielona plama z lewej, to rozchodnik biały. Posadziłam rok temu jakąś 2 centymetrową kępkę ;-)


Lilia orientalna dosadzona niedawno będzie kwitła


I widoczki






I tak dla porównania - czerwiec 2012.