Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dąbrówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dąbrówka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2016

Szalona pogoda 2

Dzisiaj zwalone drzewo, brak parkingu pod działką, ulewa i grad po drodze, wilgotność tropikalna, za to ziemia jak na pustyni.


To już nie są zwykłe burze, czy zwykły wiatr. To są zjawiska pogodowe z zupełnie innych stref klimatycznych. W stolicy wyją karetki, a serwisy publikują coraz to nowe zdjęcia powalonych drzew, zniszczonych samochodów i niestety są informację o ofiarach.
Czyli znowu jestem szczęściarą, bo po wybraniu się do Centrum ogrodniczego i zakupach tamże, jechałam w tym kataklizmie na działkę. Dojechałam przez ulewy, grad, mijając po drodze zwalone drzewa. Dojechałam i poza zwalonym drzewem na parkingu wszystko w porządku.

Ogród jedynie zaśmiecony liśćmi, jabłkami, połamanymi gałązkami i mnóstwem owoców morwy. Zbierałam je z trawy jak poziomki ;-)

Zrobiłam też zakupy w tym CO, chociaż oferta była tak mizerna, że niemal wyjechałam z niczym.

Oto moje nowe roślinki


Zakupy trochę by nie wrócić z niczym, chociaż po wykopaniu moich starych dwóch tawułek Arendsa ukrytych pod gęstwą róży pomarszczonej i przesadzenie ich na bylinową, dodatek kolejnej tawułki wydawał się uzasadniony. Jałowce kupiłam, bo były śliczne. Dodałam je także do rabaty bylinowej i zobaczymy jak to będzie.

Oto efekt moich dzisiejszych prac wykonanych pomimo nadal kiepskiego zdrowia, bolącej nogi, dziwnych reakcji na słońce - chyba po tym uczuleniu powinnam siedzieć w domu. Do tego nawet komputer mi dzisiaj odmówił posłuszeństwa. Burza? 






Kolorystyka nadal bez zmian - biało-burgundowa. Tawułki maja niemal identyczny kolor jak jarzmianki.


Jak na mnie to mnóstwo kwiatów ;-)ale będzie duuuużo więcej. Pąków na tym clematisie jest po prostu bez liku. Ostre cięcie w tym roku i jakie efekty.






A tu już moja lawendowa rabata. Lawenda w tym roku rośnie wyjątkowo pięknie, przetaczniki też, wkrótce zakwitną czerwone krwawniki. Tu kolory niebiesko-czerwone.



  

Tu nowe jałowce widać najlepiej.


A to mój ciemny i ukryty zakątek dąbrówkowy. Za kompostownikiem.



 
Ciężki dzień pomimo tylu przyjemności. Wichura nadal szaleje, zabrałam z tarasu wszystkie lekkie rzeczy, poukrywałam rośliny po katach, żywioł szaleje....





piątek, 13 maja 2016

Suchy deszcz ;-)

Niby pada co chwilę, a ziemia sucha jak piasek. Podlewałam dzisiaj w czasie gdy padał deszcz nie zważając, co kto sobie może o mnie pomyśleć, ale te ułamki milimetra wody deszczowej z trudem nawet zwilżają powierzchnię ziemi bez możliwości dotarcia głębiej. Dodatkowo kosiłam dzisiaj trawnik, a po koszeniu silne podlanie to podstawa. 

I znowu znalazłam sobie dość pracy, by cały dzień minął nie wiadomo kiedy, ale za to jak przyjemnie!

Koszenie, odchwaszczanie rabat i trawnika, posadziłam też dwie irgi 'podkradzione' z dostawy dla Borkowa ;-)

A jeszcze była miła niespodzianka. Zakwitła poziomka ozdobna.


Dostałam kiedyś sadzonkę od wspaniałej osoby, Agnieszki, która pomimo młodego wieku odeszła już od nas. Mam od Niej wiele roślin i co roku, kiedy kwitną po kolei, myślę o Niej pamiętając, jaką była wspaniałą osobą. Do tego ta poziomka zakwitła po raz pierwszy. 

Dąbrówka i Gajowiec też od Agnieszki. Gajowiec może być uznawany za nieco ekspansywny, ale nie jest trudno nad nim zapanować, a do tego wiosną kiedy mało co jeszcze rośnie, jego biało-zielone listki zdobią, a potem lubię te żółte kwiaty.


A to Dąbrówki czas, teraz jest najpiękniejsza, potem jeśli jest za ciepło i sucho podsychają jej liście, traci tę soczystą świeżość. 


Irgi rosną. Tu jeszcze sporo brakuje, ale powoli uzupełniam straty.


Nowa bylinowa powolutku. Dwie jeżówki z tego nieudanego zakupu w plastikowych woreczkach już stracone. Zgniły :-(


Jarzmianki bardzo powoli, trzykrotka ledwie zipie, Red Baron kiełkuje, budleje też jakoś marnie - zaczynam mieć niemal pewność, że z jakiegoś powodu byliny u mnie po prostu nie dają rady. Może to kwestia liczby drzew owocowych na tak małej powierzchni. To jest mój ostatni eksperyment - jak się bylinówka tutaj nie uda, kończę z bylinami.

Krzewy i pnącza rosną u mnie doskonale.



Clematis Polish Spirit po silnym cięciu 35 cm nad ziemią rośnie bardzo szybko, a pędy ma tak geste, że połowy pergoli już nie widać.


Kalina koralowa nadal bez mszyc





  
Wprawdzie to też bylinówki w dużej mierze, a jakoś jest ;-)




I tak piątek kończy tydzień, jutro praca i następna wizyta na Młocinach dopiero w poniedziałek. I dobrze, odpocznę, dojdę do siebie, by z nowym zapasem sił ruszyć do moich kochanych ogrodów, bez których nie wyobrażam sobie już życia, pomimo że wymagają tyle wysiłku, tyle zmagań.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Po deszczu

Wreszcie ziemia przypomina ziemię, a nie szary pył. Deszcz padający wczoraj i w nocy wreszcie dostarczył ogródkowi dość wilgoci i z przyjemnością patrzyłam na moje wprawdzie pustawe jeszcze rabatki. 

Posadzone dwa dni temu rośliny pięknie się przyjęły, a Jarzmianka Claret nieśmiało pokazała kolor zakwitając pierwszym, malutkim kwiatkiem.


Wkrótce dojdą tu kolejne białe jeżówki, białe floksy, a za czerwonymi trawami wrócą czarne Rudbekie. Wrócą, bo po stracie Black Beauty będą inne czarne, tym razem Green Wizard, ale one też są czarne.

Przesadziłam Bergenie z pełnego słońca do cienia, bo stale miały przypalone liście, nigdy też nie zakwitły. To paroletnie rośliny, ale tej wiosny straciły wszystkie liście i teraz odrastają na nowo.


Rosły pod clematisem, teraz muszę znaleźć coś do posadzenia tam, by osłonić clematisom 'nóżki'. A że to patelnia, to zastanawiam się nad przywrotnikiem, Alchemilla mollis. Od dawna za mną 'chodzi' ta roślina, bo lubię takie bujne z liści i kwiecia, kępiaste byliny.

Powalczyłam z chwastami, uporządkowałam miejsce wokół ujęcia wody. Trawa powrastała w kamienie, trzeba to było wyczyścić.



Za murkiem Hortensja dębolistna powoli zielenieje.


Za to berberysy już w pełnym rozkwicie



Wykopałam ostatecznie starą budleję. Miałam ją 4 lata, niestety nie przeżyła tej zimy, poza tym zaczynam się obawiać, czy nie mam turkucia, bo zbyt wiele roślin po prostu znika.

Do tego muszę się przyznać, że wprawdzie nie tu, ale w Borkowie miałam spotkanie z tym potworem. Podczas przekopywania skarpy pojawił się ten zwierz, a ja zgłupiałam i pozwoliłam mu zniknąć w ziemi. Jest niesamowicie duży i na swój sposób piękny. Mam nadzieję, że nie ma ich w Borkowie dużo, ale dotychczas żadna roślina nie padła.