piątek, 27 października 2017

Róże kwitną :-)


Dzisiaj znowu na Młocinach. 

W Borkowie roboty postępują bez mojej obecności, więc mogę nadrobić zaległości i przygotować ogródeczek do zimy. Zimy? Czytałam wczoraj prognozy - a czytuje je namiętnie ;-) - ze zimy nie będzie. Jestem za tym by tak było. 

Mam plany ogrodowe na listopad i grudzień, jak dobrze pójdzie. 

W ramach prac porządkowych wczoraj przycięłam winogronowe pnącza. Jestem całkowitą zwolenniczką jesiennego cięcia i na prawdę u mnie sprawdza się doskonale. Unikam zmagania się z terminami na wiosnę - już, później no i nie ryzykuję 'płaczu łozy'.

Zdjęcia nie mam, bo jak wczoraj skończyłam, było ciemno, a dzisiaj była ulewa.

Mam tylko to jedno


Widać tu też moje czyściutkie rabatki i wystrzyżony trawnik. Wilgoć ogromna, trawnik nieco 'łysieje' miejscami, ale ogólnie nie jest źle. Trzeba bardzo dużo grabić i usuwać 'sianko' inaczej przy nadchodzących deszczach, będzie gnicie.

Widać też moje róże pnące - to te wycięte przy ziemi na wiosnę po wymarznięciu. Odrosły na 2 metry i kwitną


Wycięłam tez na 40 cm Rugosę. Przyznam, że zaniedbałam jej cięcie. Żal mi było, bo chciałam mieć różane chaszcze, a zamiast tego miałam łyse dołem i bardzo wiotkie pędy. To jest zdjęcie z czerwca. Rzadko fotografowalam to miejsce ;-)


Wcale nie jestem pewna, czy to nie koniec Rugosy, ale zobaczę na wiosnę.

Ulewa przerwała prace. Na zdjęciu widać te warkocze deszczu


Uporządkowałam wreszcie taki ukryty zakątek za kompostownikiem. Rośnie tu dąbrówka rozłogowa, bodziszki, gajowiec, bluszcze, irysy, a wszystko pod rozłożystym krzewem aronii. W lecie jest tu istny busz.




I moja berberysowa rabatka. Jedna z wielu, bo ja kocham berberysy. Trochę mi żal, że na moich bagnach w Borkowie berberysy nie chcą rosnąć. Ostatnio przesadziłam Kórniki w nowe miejsce, może się uda. 


Jest tu też jedyny zachowany pięciornik. Sadziłam ich na Młocinach sporo, ale ginęły. Nie wiem dlaczego. Ten też wygląda marnie.

Przede mną 4 dni pracy, potem skupię się na czym innym. W planie spotkanie z synem, czyli moje święto.

Dom już jesienny, wiszą brązowe zasłony, białe schowane, czekają na wiosnę... w kuchni dynie pomarańczowe i kwiaty na przeprosiny...

Mam 67 lat i nadal ogromnie lubię każdy nowy dzień :-)



czwartek, 26 października 2017

Uroda jesiennego bałaganu


Zwykle najpierw sprzątam, a dopiero potem uwieczniam rozmaite zakątki ogródeczka. Jakoś tak pokazywać ten jesienny rozgardiasz wydawało mi się niedopuszczalne. To jakby bałagan w domu pokazać ;-)  

A ja kocham porządek, sądzę, że nawet za bardzo. Moje biurko zawsze, od lat, w każdej pracy to pusty blat z porządnie ułożonymi folderami... 

No tak, pedantka :-(  

Dzisiaj zatem pokazuję bałagan w ogródeczku, bowiem dzisiaj nawet mnie zachwycił ten jesienny wysyp trawnikowych, liściastych dywanów.

Dodam, ze kocham 'szurać' liśćmi w parkach, a kiedyś, za młodu, w przypływie szaleństwa zorganizowałam liściaste party. Razem z moją współlokatorką z londyńskich czasów przyniosłyśmy do naszego flatu na Queen's Gate Terrace kilka worków liści z Hyde Parku i wysypałyśmy je na podłogę. To było naprawdę szalone party ;-)

No ale wtedy miałam 22 lata.

Wracając do bałaganu ;-) urody jesieni i kolorów moje dzisiejsze zdjęcia
























6 worów liści ! Z samej morwy tylko 3. Ale kocham liście, bo dzieki nim jesień jest tak kolorowa.

piątek, 6 października 2017

Znowu o kolorach


No znowu, bo nie pamiętam kiedy mój ogródeczek tak się mienił barwami, jak w tym roku. Soczystość zieleni daje wspaniałe tło, a przebarwienia są w tym roku po prostu zjawiskowe.

Zanim jednak mogłam uwiecznić te barwy, musiałam długie godziny grabić i grabić, i sprzątać... Ale to teraz główne prace ogrodowe. Nawet już kosić nie trzeba, trawa przestała rosnąć, a cały ogród właściwie się nie zmienia i nie wymaga żadnej innej pracy.

I jeszcze ta pogoda dzisiaj - całkowicie niespodziewanie ciepły i pełen słońca dzień!