wtorek, 20 września 2016

Gruszkobranie

Moja tytułowa grusza to bardzo stare drzewo posadzone przez poprzedniego właściciela działki. Kiedy w 2011 roku przyjechałam po raz pierwszy na działkę oparłam rower o jej pień.

 
Przez ostatnie 4 lata od początku kiedy przejęłam działkę grusza prawie nie owocowała, stale chorowała, ale jej pochylające się nad całą działką ramiona były tak piękne, że nawet nie pomyślałam by cokolwiek zmieniać. Grusz trwała, dawała cień, a ja lubiłam siedzieć sobie pod gruszą właśnie.

To co zmieniłam, to jej otoczenie. Poprzednio rosła w chaszczach, u mnie rośnie na czystej nawożonej rabacie, jednie w nogach ma bylinowe nasadzenia.   

2011



2014



Pojedyńcze owoce


W tym roku grusza zadziwiła - obrodziła owocami niezwykle obficie


Niestety zanim owoce dojrzały w pełni zaczęły gnić na drzewie. 


Zrywałam co się dało, a dzisiaj przy pomocy chytrego narzędzia zebrałam ostatnie owoce.



Nie jest tego już zbyt wiele, ale w rewanżu za pożyczony sprzęt, część oddałam sąsiadce.


Jak widać ptaki już swoje zjadły ;-) Na tej gruszce tylko mały ślad ptasiego dzioba, więc ja zostawiłam, ale wiele było wyjedzonych w połowie lub więcej.


Oczywiście nie wiem jaka to odmiana. Tu na Młocianach nazywają je 'zimówki' po prostu. Już teraz można je jeść, są pyszne, wspaniałe na gruszki w syropie lub occie.

A ogród wygląda nieciekawie - trawnik zżółkł, byliny do wycięcia, śmietnik, ziemia jak skała, deszczu nie było od tygodni.

Jutro Borków i ostatnie koszenie.

Jesiennie, zimno, smutno, ale są jednak ogrody, a to że nadchodzi kolejna pora roku, to przecież nic dziwnego.