piątek, 25 listopada 2016

Wilgotne zimno we mgle

Mgła jak w Londynie w latach 50-tych, a wiadomo, że był to smog. Jestem na bieżąco, bo oglądam Netflixowy serial The Crown.  Absolutely fabulous - nie mylić z serią o tym tytule ;-) Obejrzałam 6 odcinków i jestem pod wrażeniem doskonałości aktorskiej, niezwykle ciekawego pokazania monarchii, jej roli i znaczenia w społeczeństwie brytyjskim, przy zachowaniu lekkości i atrakcyjności kolejnych odcinków.

Może to z powodu tej mgły tak mi się dzisiaj dobrze pracowało na Młocinach. Było przenikliwie zimno, mokro, szaro, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Może to też kwestia tego, że miałam świadomość, jak pilnie muszę uporządkować moje tuje. Może tuja nie jest uważana za pożądany element ogrodu - co nie do końca jest słuszne, bo wszystko to kwestia proporcji i  planu ogrodu - ale skoro je mam, jako bardzo udany kawałek żywopłotu, to musi być zadbana.

A to oznacza 'wytrzepanie' drzewek z takich dodatków:




Wbrew temu co widać na zdjęciach tuje są w pełni zdrowe, a te suche gałązki to jedynie naturalna kolej rzeczy - w środku krzewu, gdzie nie dochodzi dość światła część gałązek zamiera. Systematyczne usuwanie tego suszu jest konieczne i uchroni tuje przed chorobami. Zebrałam z moich 8 tujek kilka wiaderek tego suszu


ale potem było tak


Kolejna praca to było wycięcie - niestety :-( - zagęszczonych rokitników. Rokitniki to piękne krzewy, ale na wielkie ogrody. Ja posadziłam 5 na tych moich 185 metrach, w dodatku niemal jeden przy drugim. No ale to było 5 lat temu, kiedy o ogrodach nie miałam bladego pojęcia. 

Teraz zostały dwa, a reszta tutaj :-(


Było mi żal, ale gęstwa była taka, że rokitniki zasychały i wcale nie wyglądały dobrze. Teraz jest puste miejsce na nowe rośliny. Po prawej śliwa, po lewej kaliny, z przodu śnieguliczki Hancock i Ruta! W tle działka sąsiadów z tradycyjnie pobielonymi pniami.


Jedyny trawiasty zakątek  z Trzcinnikami po stracie wszystkich innych traw


i bardzo smutny widok pergoli z clematisem Polish Spirit

smutny, bo taki jesienny, ale na wiosnę go zetnę i znowu zaszaleje...


Lubię ten ogrodowy cykl pór roku, jest w nim sens, który przypomina o zmianie, o tym ze w miejsce jednego przychodzi drugie i kolejne, i kolejne, że nic nie trwa wiecznie. 

I na szczęście!

środa, 16 listopada 2016

Listopadowa zieleń

Ogród wcale nie jest szary, listopadowy pomimo tego  że liście są już tylko wspomnieniem. Zieleni całkiem sporo, chociaż u mnie iglastych wcale nie ma dużo, bo poza świerkiem, paroma jałowcami i niewielkim tujowym żywopłotem, reszta to liściaste. 

Niewątpliwie gwiazdą mojego ogrodu jest o tej porze roku Berberys Juliany mając za tło berberys Jytte.



Głogownik trwa chociaż każdej zimy traci liście


Północna ściana ogrodu to w lecie dławisz, zimą bluszcz. Teraz gołe pędy dławisza, ale z kolorowymi owocami przeplatają się z zielenią bluszczu.



Najbardziej zielony jest tutaj Ubiorek


Mint Julep to tegoroczny dodatek 


A Marmalade to już kilka lat, tylko dopiero w tym roku znalazłam dla niej właściwe miejsce. Przedtem żyła, ale jakoś niezbyt żywa ;-)


Wygrabiłam ostatnie liście, wyczyściłam rabatki, wycięłam ostatnie byliny, powiązałam Trzcinnika w snopki, zostało mi jeszcze 'wytrzepanie' tujek z suchego badziewia w środku i sezon będzie trzeba uznać za zamknięty.

Wywiozłam sprzęt - kosiarkę, piłę, narzędzia, bo nie będą potrzebne do wiosny, a trzeba wszystko zakonserwować, zabezpieczyć.

Nieodwracalnie koniec pracy w ogrodzie, ale że w pracy tzw. młyn, to może i lepiej. 

Byle do wiosny.

 
 

piątek, 11 listopada 2016

Usprawiedliwiona nieobecność zewnętrzna ;-)


Spędzenie takiego domowego dnia bez wychodzenia dokądkolwiek, zwykle uważam za mało akceptowalne. Tyle jest zawsze do zrobienia w ogrodach, albo spraw do załatwienia, czyli tzw. kwerend, że bardzo rzadko decyduję się na pozostanie w domu przez cały dzień. 

Ale kiedy za oknem taki widok,



a obchody święta zablokowały mi praktycznie wyjazd z domu, bo to okolice biegu niepodległości, czuję się całkowicie usprawiedliwiona. 

Takie domowe dni to często czas na długie filmów oglądanie w ulubionym fotelu wyszperanym na ebayu za 5 funtów

 
To takie binge watching. Dzisiaj czeka na mnie Królowa, w najnowszej wersji historii Elżbiety II  - The Crown. Serial ma tak wysokie notowania i takie recenzje, że spodziewam się uczty teatralnej wręcz. 

Ale zanim zalegnę w fotelu zrobiłam dzisiaj przegląd moim domowym zielonym - hojom, krotonom i innym tropikalnego pochodzenia roślinom, takim jak araliowiec, monstera i najnowszego okazu tropikalnego kopytnika - Ipomea pres-caprae. To jest wilec, tyle że tropikalny o liściach w kształcie kozich kopytek, stąd moje skojarzenie z kopytnikiem pospolitym, chociaż to zupełnie inny gatunek.

Oto moje nowe sadzonki. Jedna to typowy przedstawiciel Ipomea pes-caprae, drugi to Morning glory. Oba rosną na piaszczystych wydmach w strefie subtropikalnej i bardzo się boję, czy niedostatek światła ich nie zaszkodzi. Inna sprawa że to jedne z najbardziej odpornych odmian, których wegetacja pojawia się jako pierwsza na terenach po kataklizmach wszelkiego rodzaju. Zobaczymy.



A to moja domowa zielenina :-)


Zamiokulkas z historią i hojowy parapet. Poza tą najbardziej znana hoją Carnosa jest tu Multiflora po lewej i Flavida po prawej.


Na pierwszym planie hoja Flavida



Kwitnąca hoja Multiflora


Monstera i Araliowiec. Bardzo lubią swoje towarzystwo. Od kiedy przestałam wystawiać araliowca na lato na taras, przestał też tracić liście na zimę.



Kuchenne krotony i kolejny hojowy parapet


Rosną tu od lewej: Lacunosa, Australis tenuipes, Australis Lisa, DS-70 (ex Tsangii), która właśnie kwitnie.





 Australis Lisa




 Bardzo kocham to moje miejsce ;-)



Ale właśnie nadeszły wieści z Borkowa, zaraz napiszę co się dzieje, a dzieje się, oj !

środa, 9 listopada 2016

Zdążyłam przed śniegiem

Wczoraj godzinami walczyłam z liśćmi, wszystko po to, by na wyczyszczone rabaty nasypać nowej ziemi, obkopczykować niektóre - róże i rodgersje - inne moje rośliny to raczej zimoodporne, bo już dawno zrezygnowałam z tych wrażliwych.

Widok ogrodów 'opakowanych' na zimę osobiście uważam za nieporozumienie - ogród zimą ma nadal cieszyć widokiem, a nie straszyć. Dlatego nie mam żadnych odmian wymagających ubranek na zimę. Co innego podsypanie ziemi, to nawet wygląda ładnie, szczególnie że nadal pięknie wyglądają żurawki, bodziszki, trzmieliny, kosmatka śnieżna, kostrzewy, a z krzewów śnieguliczki, hortensje dębolistne, wiele berberysów.

Zdjęć niestety nie zdążyłam zrobić po tych porządkach, bo zmrok mnie zastał. Jedno mam, ale kiepskiej jakości i zostawiam jako dokumentację.


Dzisiaj zimno bardzo, śnieg, niech ogród powoli zasypia ....
 

środa, 2 listopada 2016

Liściasta monotonia ;-)

Dzisiejszy widok ogrodu mnie jednak nieco podłamał.





 A ja niestety z tych porządnickich, co bałaganu w ogrodzie nie zaakceptuje chyba nigdy, więc złapawszy grabie znowu godzinami napełniałam wory liściowym śmieciem. Na szczęście jutro zabierają z naszego ROD-u zielone odpady, więc przynajmniej nie musiałam sama tych worów nigdzie zawozić.  

A pod wieczór było tak ;-)



Ta róża co to miała być Flammentanz a nie jest, jest jednak bardzo udana :-)