sobota, 31 marca 2018

W poszukiwaniu zielonego


Leje. 
Nie pada. Leje.
Zatem wbrew naturze pojechałam odwiedzić Młociny.

No bo jak tu świętować, jak ogródeczek sam.

Pewnie lepiej było nie jechać. Smętny widok w sumie. Szarość dominuje, więc poszukałam zielonego. Coś tam wyszperałam ;-)

Niezawodne bodziszki, wszędzie cudne zielone kępy.


Runianka japońska ma się dobrze


Berberys Yytte nie przemarzł, chociaz potrafi.


Krokusiny ;-) Jak wszędzie marnizna taka.


Jak co roku niezniszczalne!



A tu serduszka idzie jak burza


Oj, dobrze że pojechałam. Ładnie nie jest, czeka mnie mnóstwo sprzątania, ale wszystkie rośliny w świetnej formie. Jak tylko zrobi się wreszcie ciepło, oj bedzie cudnie!

A na tarasie chociaż te parę bratków ;-)




Miłego świętowania czytającym życzę i zaczynam wegańskie (sorry WFPB - czyli Whole Food Plant Based) święta z synem. Uwielbiam nowe wyzwania i chociaż to już kolejne święta bez tradycyjnego polskiego jedzenia, za każdym razem bardzo mnie te poszukiwania nowego motywują.



sobota, 10 marca 2018

Wiosenne kły


Wreszcie, wreszcie, wreszcie...

Wszystko wreszcie, bo choroby, operacja, szpital i nie byłam na Młocinach od 18 stycznia!!!!

Wreszcie, bo ciepło, bo słonecznie.

Wreszcie, bo trzy godziny sprzatania, chociaż padałam na twarz. Straszliwie wycieńczyły mnie te chorobowe historie, ale widok śmietnika na moich ukochanych rabatkach bardzo mnie zmobilizował. Nawiało lisci, rozmaitych owocników, śmiecia rozmaitego, a tu wszędzie wiosenne kły.

No jak tu dać im rosnąć wśród śmieci. Zdjęcia niestety jeszcze przed sprzątaniem, ale potem byłoby za ciemno.






Forsycje chyba wkrótce zakwitną


Na razie nie widzę żadnych strat po tych wściekłych mrozach. Te berberysy - Julianae i Yytte - potrafią stracić wszystkie liście, a tu proszę, jaka zieleń.


Ścięłam trzcinniki i jak widać czas najwyższy. 



A w środku kępy trzcinnika taka niespodzianka ;-)