Wreszcie, wreszcie, wreszcie...
Wszystko wreszcie, bo choroby, operacja, szpital i nie byłam na Młocinach od 18 stycznia!!!!
Wreszcie, bo ciepło, bo słonecznie.
Wreszcie, bo trzy godziny sprzatania, chociaż padałam na twarz. Straszliwie wycieńczyły mnie te chorobowe historie, ale widok śmietnika na moich ukochanych rabatkach bardzo mnie zmobilizował. Nawiało lisci, rozmaitych owocników, śmiecia rozmaitego, a tu wszędzie wiosenne kły.
No jak tu dać im rosnąć wśród śmieci. Zdjęcia niestety jeszcze przed sprzątaniem, ale potem byłoby za ciemno.
Forsycje chyba wkrótce zakwitną
Na razie nie widzę żadnych strat po tych wściekłych mrozach. Te berberysy - Julianae i Yytte - potrafią stracić wszystkie liście, a tu proszę, jaka zieleń.
Ścięłam trzcinniki i jak widać czas najwyższy.
A w środku kępy trzcinnika taka niespodzianka ;-)
Jak to wszystko cieszy! Takie maleństwa, ledwie widoczne ale serce rośnie na ich widok!
OdpowiedzUsuńZdrówka i sił życzę :)
Dziękuję ! Miło że znowu jesteś. Dłuuuuugo Cię nie było ;-)
UsuńA cieszy potrójnie chyba po powrocie z 'chorobowego'.
Poza tym wiadomo - WIOSNA zaraz w pełni i tyle piękna wokół.
Trzeba będzie zacząć działać ale jakże miłe to działanie - w ciepełku (WRESZCIE!) i tych zapachach ziemi i wiatru wiosennego, hura hura! :) To wszystko podziała uzdrawiająco, zobaczysz :)
OdpowiedzUsuńUzdrowienia mi trzeba!
Usuń