Jak dla mnie długo.
Po raz pierwszy od czasu gdy mam młociński ogród, nie było mnie tutaj przez calutki tydzień. To najdłuższy czas mojej nieobecności na działce, zwykle to 2 do 3 dni. Złożyło się na to wiele spraw. Nie tylko praca, ale przede wszystkim wymiana komputera po ostatniej awarii, no i pogoda!
No ale powolutku dałam radę i dzisiaj piszę już z nowego cudnego PC (nie uznaję dłuższej pracy na laptopie, muszę mieć w domu komputer stacjonarny, to pewnie kwestia wieku, ale skoro całe życie pracowałam na pececie, jakoś nie umiem i nie chcę tego zmienić). Dzisiaj też zawiozłam nowy dysk do zapisania starych danych. Zatem - chyba! - zdjęcia wrócą.
A na Młocinach po tygodniowej absencji i ostatnich pogodowych nawałnicach zdumiewająco nieźle. Wprawdzie liści sporo, ale ogród po deszczu odżył i nadal kolorowy. Nawet nie brałam aparatu spodziewając się koszmaru i deszczu, a tu słonce i ... tylko 3 wory liści ;-)
Zatem tylko niespecjalnie ciekawe trzy migawki obrazkowe, by jednak uwiecznić ten dzień.


