Wprawdzie miałam dzisiaj wreszcie pisać dalej o Maderze, ale zupełnie mi się nie chce. Za oknem plucha, a ja sobie zaplanowałam na dzisiaj wizytę w ogrodzie.
Bez sensu, w ulewnym deszczu wędrowałam po zakątkach mojej działeczki w poszukiwaniu życia, zieleni i urody.
Urody nie znalazłam, bo taka pogoda to ni pies, ni wydra, mokro, szaro, buro, tu śnieg, tu błoto, ogólna paskuda.
Za to życia i zieleni znalazłam mnóstwo! Mam wrażenie, że nic nie zmarzło poza oczywiście Hebe i Głogownikiem. Hebe to oczywista oczywistość, a Głogownik i tak był marny, więc wytnę go przy ziemi i dam mu szansę na lepsze jutro.
A co znalazłam?
Znalazłam cudownie zieloną i w świetnej kondycji moją Morrową Turzycę 'Ice dance'
Siedziała dość głęboko pod śniegiem niczym nie przykryta i jest jak nowa!
Inne trawy:
Jeszcze w śniegu, ale wcale nie jest źle. Miłka, Turzyca Buchananii, Trzcinnik Foerester jeszcze tydzień temu pod metrową warstwą śniegu, dzisiaj wyglądają tak. Zalecane jest cięcie na wiosnę, ale z Miłką i Buchananii to się zastanowię.
Wspaniale przezimowała berberysowa Juliana
Jak widać wokół pełno kiełków krokusów!
O nie nie martwię się wcale, jak tylko zrobi się cieplej spodziewam się tutaj niebieskiego dywanu. A może żółtego???
I jeszcze nieco zieleni. Ubiorek
Moje trzmieliny, ta czerwona od Joasi
Iglaczkowa rabatka
i chyba jednak niezniszczalne wilczomlecze
To na tyle, chociaż w planach nowa lokalizacja ogrodu, jak dobrze pójdzie. Chyba znalazłam wymarzone miejsce wśród pól i lasów, gdzie powoli powstanie mój wymarzony ogród. Czy tylko jednak się uda?







