Dzisiejszy dzień to chyba jeden z tych smutnych ogrodowych dni. Niby problem pod kontrolą, ale wcale nie jest mi z tym dobrze. Gniazdo os martwe, w ogrodzie jakby ciszej, do tego na trawniku martwy ptak.
Aż się boję myśleć, że ma związek z wytruciem os. Gniazdo puste.
Teraz mogłam bez obaw wejść do domku. A tam początki nowych budowli, których wcześniej nie widziałam.Już nie będą dokończone.
Os nie ma, a ja wcale nie czuję się z tym komfortowo, chociaż przecież pogryziona przez osy też w żadnym komforcie nie byłam. Ugryzienia bolały, puchły, dokuczały parę dni.
Jaki wybór ma człowiek w takiej sytuacji?
Jaki wybór ma człowiek w takiej sytuacji?
Tak czy inaczej nie miałam dzisiaj nastroju do prac ogrodowych. Dokarmiłam rośliny Florovitem, zebrałam opadłe jabłka i robiąc zdjęcia szukałam pocieszenia w roślinach.
Ucieszył mnie bardzo Rokitnik - wreszcie, po 4 latach od posadzenia ma jagódki. Po raz pierwszy.
Nie jest ich dużo, ale to dobry początek ;-)
Ogród w porannym słońcu wygląda inaczej
Róża nadal kwitnie, chociaż miała to być Flammentanz, więc nie powinna ;-)
I jeszcze ulubiona Marmalade
Jutro Borków i czyszczenie suchych strumieni, a za dwa dni wielka rocznica. 5 LAT od dnia kiedy Młociny stały się moje. Do tego dzisiaj odebrałam umowę dzierżawy działki, co finalnie legalizuje moje prawo do niej. Były pewne problemy z naszym ogrodem, ale dzięki aktywności nowego Zarządu ROD wreszcie jest porządek.
No to może w sumie dzień nie taki smutny. Do tego to mój 300-tny wpis na tym blogu. Zaczęłam go pisać 16 listopada 2013 roku.

















